Badania medyczne

Moja huta, raz w roku, wysyła pracowników na badania kontrolne. W tym roku i mi kazano się przebadać. Nikt dokładnie nie powiedział jakie badanie. Wiedziałam tylko, w którym szpitalu. Na miejscu jak zawsze niespodzianka i wiele zaskoczeń ;) Jako pierwsze badanie ciśnienia, pózniej ogólne badanie lekarskie. W jednym pokoju kilku lekarzy i około sto kobiet, każda grzecznie czekała. Trzeba było się położyć na łożku, a zapomniałam dodać, że nie było parawanów czy zasłon wszyscy, wszystko widzieli. Takie show ;) osłuchiwania, badanie brzucha i zaglądanie do majtek! Nie wiem, co ma to na celu? Przypomniało mi się, gdy dzieci miały podobne badanie, robiono dokładnie to samo. Lekarz odchyla majtki, zagłada i tyle. Moje zdziwienie i pytania: po co to? Na nic się zdały. Wciąż nie znam odpowiedzi. Pózniej było już tylko ciekawiej. Nadszedł czas na badanie ginekologiczne! Pamiętam wizytę w szpitalu, u laryngologa, gdy miałam anginę. Wszyscy wchodzili do środka, zaglądając mi do gardła. Wtedy zaczęłam się zastanawiać jak wygląda badanie u ginekologa?! Oczywiście dla żartów było mówione, że pewnie każdy wchodzi i zagląda… niestety żarty się skończyły i okazało sie być prawdą! Kierowane byłyśmy: zamężna – niezamężna. Podobno sytuacja: kilka kobiet w pokoju, jedna się kładzie…dodam, że na normalnym łożku. Był prowizoryczny parawan. Ale i tak wszystko widać. Zero prywatności. Tutaj nie odpuściłam i powiedziałam, że się rozbiorę!!!! jak zasłonią parawan i pozostałe kobiety odejdą od łóżka,owszem. Moje myśli: to się nie dzieje na prawdę!!! Przyszła Chinka, która pracuje u mnie w przedszkolu. Tłumacząc mi, że jest duża kolejka, po co utrudniam :) i przecież są same kobiety… Pani doktor okazała zrozumienie i kazała zasłonić parawan. Leżąc na łożku głośno mówiłam: to nie dzieje sie na prawdę! To jest dokładnie ten moment, w którym się czeka, aż ktoś wyskoczy i powie: uśmiechnij się jesteś w ukrytej kamerze! Podczas expresowego badania, został pobrany tak zwany materiał, który wręczono mi do ręki! Szkiełko plus pojemnik z patyczkiem. Z 3 piętra,kazano udać na się na 1. Po korytarzach i schodach przechadzały się inne kobiety z materiałem do badania. Uśmiechając się i pozdrawiając….Mnie ogarnęło uczucie totalnej niemocy i dziwnego zażenowania. Ale posłusznie z materiałem, udałam się do laboratorium, gdzie podałam Panu materiał do badania. Sprawdził pod mikroskopem, napisał coś na karcie i wyrzucił próbki do śmietnika. Ahhhhaaa!!! Następnie skierowano mnie na badanie krwi. Kilka okienek, siadamy jeden przy drugim i hurtem pobrali nam krew. Na wyniki trzeba poczekać.

Boracay

W Chinach zbliżał się tydzień wolnego, zdecydowałam, że czas najwyższy! ruszyć na egzotyczne wakacje

Wybór padł na Filipiny, Boracay. Wyspa kochana jak i znienawidzona przez turystów. Szczerze, była jedna z najtańszych opcji Zapomniałam tylko sprawdzić pogodę i uświadomiła mnie koleżanka z pracy, Filipinka. Rozmawiamy no wow!wow! ale wiesz, że bedzie padać?! Szczęka mi opadła. Prognozy porażające: burze, ulewy… nie było aż tak źle. Troche słońca, przyjemny wiatr i troche deszczu. W sumie był jeden dzień, gdzie lało non stop. Nie przeszkodziło mi nawet w zażywaniu kąpieli ;) Ostatniego dnia pełne słońce.

Boracay ma w ofercie kilka plaż. Najpopularniejsza i doceniana, nagradzana na świecie White Beach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Są ustronne, ciche miejsca, gdzie można być samemu. Taka na przykład jest plaża Ilig-iligan czy station 3. Potwierdzę jednak, iż do szału doprawdzają plażowi handlarze. Pamiątki, naszyjniki, masaże, warkoczyki, kapelusze, dywany. Surfing, łódka, nurkowanie, czego dusza zapragnie. Najgorzej jest na White beach, nie ma 5 min spokoju. Handlujące dzieci przerażają. Oferowałam im ciastka, nie chciały. Tylko pieniądze! Mówię, że nie mam. Na co chłopiec, około 6 lat mi odpowiada: jak to nie masz?! Przecież przyjechałaś na Boracay, musisz mieć kasę…

Poza tym Filipińczycy są bardzo mili, pomocni i uśmiechnięci. Miałam tylko czasami wątpliwości, co do szczerości tej uprzejmości ;) Mnie szczególnie zachwyciła Puka Beach. Duża plaża, krystaliczna woda…mimo ulewy, było cudownie. Do tego zaprzyjaźniłam się z Panem z baru. Rozmawialiśmy o życiu, popijając rum ;) miałam obawy czy nie jest kolejnym naciągaczem. Okazał się bardzo w porządku i nawet zrobił nam domowe frytki. Nie chciał zapłaty. Mówił, że klimat psują Filipińczycy z innych wysp czy lądu, którzy chcą się szybko dorobić i liczą sie tylko pieniądze.

Podsumowując, Boracay dało mi wszystko czego, oczekiwałam. Piękne plaże, trochę raju i egzotyki. Oczywiście nie chciałam wracać do Chin mogłabym tam zostać forever!

Tajfun Meranti

Na początku wszyscy wątpili w jego przyjście. Każdy powtarzał, będzie jak zawsze, pewnie nas ominie… Niestety, nie ominął. Nadszedł, w nocy dokładnie o 3:05. Ostatni, tak silny tajfun, był w 1949 r.

Zwolniono nas z pracy po południu, zerwał się silny wiatr i co jakiś czas padał deszcz. Pech chciał, że akurat były 3 dni wolne. Zalecenia: zrobić zakupy i nie wychodzić z domu. Moim zdaniem cieżko było przespać, co się działo w nocy. Choć moja Chinka, nic podobno nie słyszała. Ja nie wiedziałam czy chować się pod łóżko czy ratować mieszkanie. W życiu czegoś takiego nie widziałam i już nie chcę! W pewnym momencie za oknem nic nie było widać. I ten przerażający dźwięk wiatru… Wszystko fruwało. Oficjalne źrodła podają, że wiało nawet do 250 km/h. W salonie zrobił mi się basen i wodospad ze ściany. Akcja ratowania salonu trwała prawie godz. Ale to nic w porównaniu, co zobaczyłam po przebudzeniu. Relacja znajomych czy widok z okna, były przerażajace. Powalone drzewa, przewrócone samochody, rozbite szyby, okna. Część wyspy była bez wody i prądu.   Niektóre części miastma, paraliż totalny. U bas zabrakło tylko wody przez 2 dni. W sklepie kolejki i wody brak. Na osiedlu otworzona dla nas studnie, ale woda nie zdatna do picia. Oczywiście kolejka… ku mojemu zdziwieniu, gdy któryś raz zeszłam po wodę Pani robiła pranie! Tajfun, nie tajfun pranie musi być zrobione! Zablokowała kolejkę i najlepsze, że nikt się nie denerwował, nie poganiał. Pani sobie prała, reszta patrzyła. Mnie oczywiście trafił szlag grzecznie zapytałam czemu akurat teraz i że blokuje kolejkę ?! Pani odpowiedziała, iż dziecko musi mieć czysty uniform do szkoły i jak nie wyschnie i będzie brudne, nauczycielka będzie zła… A ja mowię, no ale tajfun na pewno zrozumie…Pani: nie zrozumie, ty nie wiesz…poddałam się!

Wybrałam się na spacer po okolicy, miasto w ruinie, pierwsze słowa jakie mi przychodziły. I jakie szczęście, że zalało mi tylko salon i żyje!

Oficjalne dane dotyczące strat w prowincji Fujian:

- 600.000 zniszczonych drzew

-28 osób zginęło, a 15 zaginionych -18,300 zniszczonych domów

- ekonomiczne straty na 16.9 bilionów RMB.

Trwa wielkie sprzątanie i odbudowa miasta, podnoszenie drzew. Wojsko, mieszkańcy i wolontariusze pomagają ogarnąć bałagan po tajfunów. Trzeba przyznać, że idzie sprawnie i szybko. Ale niestety tajfun zabrał uroki wyspy

Zaraz po Marenti szedł drugi tajfun Malaka, który całe szczęście nas ominął. Pojawiają się informacje, że za tydzień przyjdzie kolejny…aż strach się bać…bo zbliża się kolejne wolne i moje wakacje na Filipinach…

Nowy rok szkolny

Cieżko wrócić do huty, po wakacjach…przez pierwsze 2 tyg (całe szczęście!) nie dzieje się wiele i przychodzi około 10 dzieci.Taki raj, bo zostałam poinformowana na dzień dobry, że klasa się powiększy do 30.  Większość czasu spędzamy na dekorowaniu klasy. Co roku, zmienia się klasę i należy zrobić nowe dekoracje, zgodne z tematyką. W tym semestrze, mamy owady. Pomysł bardzo ciekawy. Każda klasa jest wyklejana żółtym papierem. W dekoracje angażowane są dzieci i rodzice. Późnej jest konkurs na najładniejsza klasę. Dyra wraz ze swoją świtą wybiera i wręcza nagrodę. W poprzednich latach była kasa. Nie wiem dokładnie ile.

Poza tym w klasie zmienił mi się partner na partnerkę. Jest cieżko, dziewczyna nie ma doświadczenia i nie mówi prawie po angielsku… Uwaga!!!została zatrudniona na stanowisko nauczyciela angielskiego nie mogli nikogo znaleźć, a ktoś musi być. Ważne, że obcokrajowa.
Już nawet nie chce mi się komentować, co tu się wyprawia.
Poza tym małe zmiany w mieszkaniu. Moja chińska żona postanowiła, podążać za mężem i wyprowadziła się do Shanghaju. Całe szczęście udało mi się dogadać z właścicielem i mogę zostać. Bardzo trudno było znaleźć druga osobę, gdy już straciłam nadzieję, spadła mi  z nieba kolejna Chinka ;)  do tego znajoma. W odróżnieniu od żony prowadzi aktywny tryb życia i prawie jej nie ma w domu.
Moja chińska żona zaskoczyła mnie stanem mieszkania jaki zastałam po powrocie…mega brud i syf. Jej już nie było oczywiście. Może taki zwyczaj?!  Gdy mieszkałyśmy razem nie było tego problemu. Nie było mnie przez ponad miesiąc i prawie go nie poznałam. Do tego, co bardzo mnie zdziwiło, zabrała wszystko co jej…oczywiście oprócz śmieci. Mając na myśli wszystko, chciałabym zaznaczyć, że były to nawet baterie od pilota czy zegara

Wakacje

Kolejna chińska ciąża donoszona :) po 9 miesiącach wracam na polskie ziemie. Tym razem tylko na wakacje. Wspominałam wcześniej, że praca w przedszkolu, ma swoje plusy. Największym z nich jest miesiąc płatnych wakacji.
Dylemat był czy wracać do Chin czy nie. Inwestycja w wizę była duża, więc trzeba ją wykorzystać do końca. No i dzieci, które kocham już jak własne. Patrzę jak rosną i się rozwijają. I tak pięknie niektóre mówią po angielsku. Moja praca nie idzie na marne ;)
Także ciąg dalszy nastąpi

Trzęsienie ziemi i tajfun

Jakiś czas temu w Xiamen, można było odczuć trzęsienie ziemi. Ja je przepisałam i nic nie odczułam. Trwało  kilka sekund i moja chińska żona, że ona oczywiście się obudziła, łóżko się poruszało itp chiński dramat pełną parą ;) Pózniej  widziałam filmiki ze stacji kolejowej, i rzeczywiście  przez chwilkę poruszyły się pociągi i tyle. Pamiętam, gdy w Gdyni odwiedziłam Centrum  Nauki  Experyment, jest tam pokój w którym można odczuć trzęsienie ziemi, w różnej skali. Całe szczęście, że to nasze było minimalne. Ale było to pierwsze trzęsienie ziemi w moim życiu.

Podobnie jest z tajfunem. Z tym, że do niego były przygotowania. W pracy powstała niemal panika, aż  sama się przestraszyłam. Zwolniono dzieci wcześniej do domu. Odwołane pociągi i samoloty. Kazali mi zakupić pożywienia na 2 dni, na wszelki wypadek. Na początku trochę wiało, pózniej nazbierało się chmur i luną  deszcz. Tajfun przyszedł w nocy i również go przespałam. Przez kolejne 2 dni padało dość mocno. Nie odczuliśmy tego tak bardzo jak np Tajwan. Filmiki czy zdjęcia, które widziałam, spowodowały, że modliłam się, żeby nam dachu nie zerwało. Całe szczęście tajfun był dla nas łaskawy i przyniósł  przyjemne ochłodzenie.

Lekcja

Najdziwniejszą lekcją jaką widziałam w Chinach, była lekcja, korzystania z chińskiego ustępu :)czyli dziury w podłodze.

Dziewczynki zostały ustawione w jednej lini i chińska nauczycielka, pokazywała co i jak. Najpierw należy przyjąć odpowiednią pozycję.Wszystko działo się w klasie, dziewczynki musiały naśladować nauczycielkę. Następnie zrobić co trzeba. Po czym w zależności od tego czy był to 1 czy 2 bierzemy odpowiednia ilośc papieru. Do 1 jeden listek, do 2 -4. Papier odpowiednio składamy i z gracją używamy. W jaki sposób, pokazywała to chińska nauczycielka zapadło mi bardzo w pamięć. Odpowiednie ruchy rąk, pozycje. Później technika mycia rąk.
Pójście do toalety, okazało się wielką sztuką. Nie dziwi mnie teraz, dlaczego Chinki, tak długo siedzą w toaletach i skąd te kolejki.
Podobna sytuacja  dotyczy brania prysznica, moja Chinka równo z zegarkiem w ręku bierze prysznic 30 min. Woda leci, nie wiem nawet ile za nią płacimy i chyba nawet wolę nie wiedzieć. Od jakiegoś czasu mieszka z nami jej siostra, również 30 min. bierze prysznic. Może coś robię nie tak? ! Bo mi prysznic zajmuję max 10 min. Może kiedyś doczekam się lekcji na ten temat

Epidemia

Praca z dziećmi niestety ma swoje minusy, którymi między innymi są choróbska. Dzieci, gdy są chore, przychodzą do przedszkola. Jeśli mają temperaturę, są odsyłane do domu. W innych przypadkach nie! Bardzo często mają zatrucia, wymiotują i nikt się za bardzo  nie przejmuję. I najważniejsze wszystko musi być zjedzone :) Do tego przeziębienia, infekcje. Wtedy np. nie mogą jeść przy jednym stole, owoce, chleb, słodkie bułki są zabronione?! Gdy odbierają je rodzice, stoją z boku klasy.

Sytuacja się zmieniła, bo dzieci maja ospę, różyczkę czy inne choróbsko. Zdecydowali się, zakazać przychodzenia tylko mojej klasie, przez 1 dzień! Ja niestety, musiałam przyjść i brać udział w dezynfekcji.
Dezynfekcja odbywała się ,,po chińsku”, według niewiem czyjej teorii, ale było jak zwykle ciekawie i zaskakująco ;) pierwszy etap wyniesienie wszystkiego z klasy i wystawienie na słońce ( bez mycia) słońce poczyniło naturalną dezynfekcję, jak mnie poinformowano,  nie ma potrzeby myć. Po 30 min spadł deszcz, więc musieliśmy wnieść wszystko do środka. Następnie ciotka, odprawiła rytuały dymno- octowe. Te octowe doprawiała chyba już od tygodnia. W garnku gotuję się ocet i para ma oczyści wszystko. Jaki smród temu towarzyszy, nie muszę chyba opisywać. Pózniej kadzidła, świece i totalne zadymienie klasy. Koniec dezynfekcji, odpalić klimatyzacje i otworzyć okna.
Teraz dzieci mogą,  wrócić do ,,czystego środowiska”, a ja do pracy. Tylko, że kolejny mądry ,,lekarz” zalecił, aby otwierać okna i odpalać klimatyzacje, ustawioną na min 27 stopni!Na zewnątrz ponad 30, aktualnie gotujemy się w klasie. Z tym walczę i wciąż  słyszę, doktor kazał otwierać okna, taka jest zasada i koniec kropka.  Do tego, do końca semestru nie wolno bawić się zabawkami, czytać książek. Wszystko zostało spakowane w worki i schowane w kartony. Na zewnątrz też nam nie wolno wychodzić.
Co za smutek!
Mam wrażenie momentami, że gram w słabym filmie i ktoś wyskoczy i powie: Uśmiechnij się ! Jesteś w ukrytej kamerze…

Jimei

 

Znajduję się poza wyspą.
Jest zwane wioską studencką. Bardzo ciekawe miejsce,pod względem architektury. Poza tym piękne parki, most, ogród i muzeum. Momentami miałam wrażenie, że nie jestem w Chinach. Fotorelacja jest na instagramie.
Jimei jest kojarzone z postacią Tan Kah Kee. Bardzo sławny człowiek w kraju i zagranicą. Nigdy o nim nie słyszałam i postanowiłam zagłębić wiedzę na jego temat. W skrócie biznesmen i założyciel wielu szkół, uniwersytetów i fundacji. Wielbiony przez miejscowych. W mieście widziałam jego pomniki i obrazy, plakaty itp. od dłuższego czasu zastanawiałam się kim jest?!
Zagadka została rozwiązana :)
W tym tygodniu w Chinach jest Święto   Smoczych  Łodzi. W weekend wybrałam się, żeby kibicować i zobaczyć zawody, które odbyły się na Jimei.  Wiele lat temu zapoczątkował  zawody oczywiście,  Tan Kah Kee, budując odpowiedni basen. W zawodach brały udział drużyny z Chin i Tajwanu, w sumie było  ich chyba ponad 50. Zawody trwały 2 dni. Jakoś mnie nie powaliły na kolana, miałam trochę inne wyobrażenie. Za to mogłam podziwiać, co się rzadko zdarza, pięknie umięśnione męskie ciała ;)

Rozmówki

Ostatnio w autobusie zaczepiła mnie kobieta. Mówiąc, iż mnie zna, bo jeździmy razem do i z pracy. Mi cieżko jest rozpoznać kogokolwiek w zapchanym autobusie :/

Standardowo przeprowadziła dokładny wywiad. Chińczycy, przy pierwszym poznaniu, są bardzo bezpośredni w pytaniach, szczególnie taxowkarze  :)
 Przeważnie leci seria pytań:
- Skąd jesteś ?
- Polska ?! Uśmiechają się.  Wtedy pytam, a gdzie jest Polska ? W USA wiadomo
-  Co robisz?
-  Ile zarabiasz?
-  Ile masz lat?
- A męża ? O! 30 lat! I nie masz męża ?! Ale chłopaka?!
Warto dodać, ze w Chinach 30-latka bez męża, to niemal skandal : D
- Dzieci?
- Co robisz w wolnym czasie ?
- Podobają Ci się Chińczycy?
- Twoje rzęsy są naturalne?
- Włosy kręcone?
itp itd
Jesteś taka piękna
wymienimy sie wechat ?