Pierwszy przedszkolak

Dziś spotkała nas miła niespodzianka po przyjściu do pracy, bo okazało się, że mamy już pierwszego przedszkolaka. Jest to dziewczynka, która ma 4 lata i oczywiście jest przesłodka. Trochę to dziwne, bo jest sama i wszyscy wkoło niej skaczą, ale przynajmniej to już jakiś sukces akcji promocyjnej i może w końcu  zacznie się coś dziać.Jutro czeka nas już pierwsza lekcja angielskiego temat to: zwierzęta. Myślę, że będzie zabawnie.

Wieje nudą

Rozpoczynamy kolejny tydzień bez większych zmian. Weekend minął leniwie i bez szaleństw.Chyba, że szaleństwem można nazwać  wyprawę do miasta, w celu zdobycie pożywienia. Pochwalę się, bo udało się zdobyć: miód, dżem truskawkowy, margarynę, chleb tostowy, trochę pomidorów. Zakupiłam też nóż, talerz, miskę i inne pierdoły niezbędne do przetrwania w ludzkich warunkach. Wydałam trochę milionów, ale w końcu pracujęŚmiech Niby fajnie jest nic nie robić i nie powinnam narzekać, bo jeszcze mi jeszcze za to płacą, ale mam już serdecznie dość! W przedszkolu ciągle coś zmieniają, ulepszają np. zmienili tablicę, wstawili pianina, fortepian, a nikt nie potrafić grać?! Doczekałam się też swojego stanowiska pracy i prywatnego komputera w wersji chińskiej. Boże co za niemoc…Zostałam tez posiadaczką chińskiego qq (odpowiednik facebook) mam już swój profil i nawet kilku znajomych. Nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale facebook w Chinach jest blokowany. Ponadto youtube, twitter i wiele innych stron. Ja korzystam ze specjalnego programu, który działa jak mu się chce i czasami mam łączność w telefonie. Ogólnie jestem mocno w tyle, jeśli chodzi o nowości.

Jesteśmy również na etapie przygotowywania pokoju o nazwie English Experience Area. Wymyśliliśmy wraz z Radziem, że będzie to pokój- miasto (bank, zoo, sklep, apteka itp)

.

Cel na ten tydzień: PROMOCJA PRZEDSZKOLA!!

Wyjście integracyjne

Wczoraj wieczorem zostaliśmy zabrani na pierwszą chińską imprezę. Wyruszyliśmy już o godzinie 18.30  w nieznane. Jechaliśmy chyba z godzinę, podjechaliśmy pod wielki wieżowiec, którym mieszczą się pokoje, w których odbywają się imprezy karaoke. Każda ekipa ma swój pokój, gdzie się bawi. Są to nie duże pomieszczenia. Stoły były zastawione chipsami, krakersami, orzeszkami i innymi rarytasami. Najpierw świętowanie rozpoczęliśmy od czerwonego wina ze sprytem. Zaznaczę, że Chińczycy piją wszystko na raz, więc było lekkie zdziwienie jak my z Radziem sączyliśmy nasze drinki. Całe szczęście był też browar, który nalewają sobie do kieliszków i też piją na raz.  Od razu rozpoczęły się śpiewy (oczywiście po chińsku) przy czym było strasznie głośno nie do końca mi odpowiadało to, że są dzieci które darły się do mikrofonów.

Gwiazdy

Wszyscy się domagali naszego występu i oczywiście tańca. Bardzo ich to ciekawi mnie odkąd przyjechałam męczą, żebym dla nich tańczyła. Daliśmy się namówić tylko na śpiewy, najlepiej wyszło nam last chirstmas Uśmiechoprócz tego była Rihanna, Beyonce, Cindy Lauper. Wszyscy robili sobie z nami zdjęcia, kręcili filmy jak z prawdziwymi gwiazdami. Mam teorię, że na pewno jesteśmy już bardzo znani w Chinach, bo wszyscy wrzucają z nami zdjęcia i na bank mamy swoje funpage na  QQ i RenRen (odpowiednik fejsa). Imprezę zakończyliśmy w stanie mocnego upojenia alkoholowego około 1.00. Dużym zaskoczeniem był powrót do domu, bo drzwi wejściowe do naszego akademika były zamknięte na kłódkę i trzeba było dzwonić do stróża, żeby nas wpuścił. Na terenie akademika obowiązuję cisza nocna od 23.30 do 7.00. Zawsze przypominają nam o tym policjanci, którzy chodzą z gwizdkami.

Wesoła twórczość

Z nudów obudziła się moja  dusza artystki Mrugnięcie okiem Teraz w pracy zajmuje się: robieniem kwiatów z papieru toaletowego, pudełek z resztek papierów i naklejek, wazonów z gazet. Realizuję również wiele innych ciekawych pomysłów, ale o tym może później…kwiatki z papieru toaletowego no problem:)

Ostatnio miałam gest i zrobiłam pudełka dla wszystkich towarzyszek z pracy.

Chińska płeć brzydka

Hmmm…no nie mój typ i styl. Uważam, że wszyscy wyglądają tak samo i mają kobiecy sposób bycia i ubierania się. Dla mnie chińczycy w żaden sposób nie są męscy i atrakcyjni fizycznie, więc mamo Mario możesz spać spokojnie Mrugnięcie okiemMinus oczywiście za wzrost i brak zarostu, a jeśli jest to bardzo dziewiczy. Pierwsza myśl jaka mi przychodzi na określenie chińskiego mężczyzny to: CHUCHRO!!

Co do krążących opinii po świecie myślę, że może coś w tym być…i wcale nie dziwie się marzeniom mojej współlokatorki. My heart will go on heyyyy!!!

Chińska płeć piękna

W ramach wstępu zaznaczę, że mam ogólnie problemy z określeniem wieku chińczyków, bo wszyscy wyglądają bardzo młodo. Dla mnie studenci jak i towarzysze z pracy wyglądają na 15 – 18 lat. W rzeczywistości mają po 20 – 25.

Kobiety to chodzące lalki (oczywiście są wyjątki ) i moim skromnym zdaniem, to bardzo ładne lalki. Mają przeważnie długie włosy (rozpuszczone albo związane w kucyk), prawie w ogóle się nie malują. Nie mają potrzeby, bo cera niemalże porcelanowa. Jeśli już to naturalnie i skromnie. Na pewno nie używają tuszu do rzęs i cieni do powiek. Ich wielkim marzeniem jest mieć jak najjaśniejszą skórę, dlatego też kremy i parasolki. To co mnie najbardziej razi to brak depilacji nóg!! Nie palą papierosów (źle wpływa na skórę), alkohol rzadko w małych ilościach, imprezy? o nie w życiu! Taki dziewice orlice mi się trafiły…

Chinki podążają za modą i ich odzienia wierzchnie nie wyglądają na bazarowe,no  przynajmniej nie made in China. Myślę, że w tej kwestii na pewno się odnajdę i wiem już na co spożytkuję pierwszą wypłatę ŚmiechBardzo lubią też dodawać sobie centymetrów. Buty na koturnie (japonki, adidasy, klapki, kozaki)i wysokie obcasy to podstawa każdej garderoby. Ale nie koniecznie mojej…W związku, że są na diecie ryżowej w większości są bardzo szczupłe, co zaczyna się  mi udzielać. Dziś zauważyłam, że spadają mi spodnie.

Chinki mają ,,coś” w swoim stylu bycia i rysach twarzy co mi się bardzo podoba. Są takie dystyngowane i szlachetne. Czasami niestety też bywają głupiutkie i niedojrzałe. Takie trochę ,,słodkie idiotki”, szczególnie widzę to po towarzyszkach z huty, z racji tego, że to z nim najwięcej przebywam. Większość jest samotna, jedna wyjawiła mi, że ma sekretnego kochanka, a moja współlokatorka powiedziała mi, że marzy o wielkiej miłości, przystojnym i wysokim mężczyźnie. Jest też wielką fanką Titanica i katowała mnie My heart will go on…

Chińczycy nadają sobie angielskie imiona, bo ciężko poradzić sobie z ich wymową. Tak wśród moich znajomych jest min: Jane, Lily, Xenia, Jasmine, Ashly, Samatha… co do imion chiński, to jednej koleżanki wpada bardzo w uchu, bo brzmi mniej więcej tak: A-huj ! Bardzo się cieszy jak wypowiadamy jej imię mówi, że perfekt Śmiech

Oprócz Terrorystki jest jeszcze jedna nauczycielka, która ma dziecko. Sprawa wygląda tak (z tego co mówiły), że w rejonie który zamieszkujemy: jeśli pierwszy urodzi się chłopiec, to według prawa więcej dzieci mieć nie wolno…chyba, że dostanie się pozwolenie. Jeśli natomiast pierwsza urodzi się dziewczynka wówczas można mieć 2 dziecko, ale tylko pod warunkiem, że będzie to chłopiec. Jak powiedziałam, że ja chcę mieć 4, mało z krzeseł nie pospadały. Kalolyna you are crazy!

Moja dzielnia i klasa robotnicza

Jak już pisałam mieszkam na końcu świata, do centrum mojej dzielnicy mam około 15 min. Na około uniwersytetu: gruzowiska, place budowy, fabryki (butów najwięcej), magazyny, warsztaty. Ogólnie okolica bardzo biedna.

Codziennie przemierzam drogę do pracy przez plac budowy i mieszkania hutników. Nie wiem jak ludzie mogą tam egzystować, ale dają radę i wyglądają na szczęśliwych. Do tego bardzo mili i gościnni. W związku z tym, że pracy ciągle nie ma i robimy milion innych rzeczy nie związanych z nauką angielskiego (nosimy kartony, meble, kręcimy się na krzesłach, słuchamy muzyki i inne fascynujące rzeczy) postanowiłam się zaprzyjaźnić z hutnikami. Udało mi się zdobyć już kilka nowych koleżanek. Pomimo bariery językowej świetnie się dogadywałyśmy, mój chiński z resztą jest coraz lepszyMrugnięcie okiem Zaprosiły mnie do kuchni, chciały częstować ryżem (grzecznie odmówiłam), uczyłam się wyszywać i siedziałam sobie  z nimi przy stole. One się cieszyły, ja się cieszyłam i było miło. Ciekawa sprawa jest z dziećmi, które się mnie jeszcze trochę boją. Otóż jako dobry obserwator zauważyłam,  że nie noszą pieluch ani pampersów. Zamiast tego maja rozdarte spodnie na tyłkach i jak mają potrzebę to po prostu kucają i po problemie. Wieczorami wszyscy wychodzą na ulicę do przydrożnych barów czy sklepów i wspólnie relaksują się oglądając telewizję.

TV station

Dodam, że zmieniły mi się godziny pracy i mam rozwalony cały dzień. Przedstawia się to tak:

9.00 – 11.30 Pracuję (Czytam gazetę/ książkę )

11.30 – 12.00 Lunch time, oczywiście zajadam ryż

12. 00 – 14.50 Przerwa, przeważnie odpoczywam

15.00 – 17.30 Pracuję tzn. słucham muzyki i kręcę się na krześle

17.30 – 18.00 Dinner czyli uzupełniam poziom ryżu w organizmie

18.00 – 21.00 bawię się w ulotkarza i przy okazji poznaję miasto

a później to jestem tak zmęczona,że na nic nie mam siły Super

Miasto

Dongguan to miasto o statusie prefektury miejskiej w południowych Chinach, w prowincji Guandong. Tworzy je kilka mniejszych miast i dzielnic. Do najpopularniejszych należą Dongcheng, Guancheng, Nanncheng, Wanjang. Ja akurat zamieszkuję w dzielnicy o nazwie Liaobou.

img_6514

Ten weekend postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzanie miasta. Zaczęliśmy od dzielnicy Dongcheng, w której odnaleźliśmy Careffoura,a  w nim pyszne bagietki i ser!!!  Do tego sklep z zagraniczną żywnością (duży wybór), w którym ceny przyprawiają o lekki zawrót głowy np. chleb razowy 30 RMB, żółty ser gouda 60 RMB, masło 40 RMB. Z radości nakupiłam chleba chyba na miesiąc. Myślę, że tylko czasami będzie można sobie pozwolić na takie szaleństwo, co by nie zemrzeć z głodu.  Nie najadam się ryżem, niestety. Całe szczęście jest też Subway. Oprócz tego  ulica z barami i clubami, gdzie mieści się najsłynniejszy english pub – One For the Road, w którym można spotkać białych. Tłumów nie było, a ceny piwa to koszt 25 – 40 RMB.

Robimy postępy , bo udało się nam również dotrzeć do centrum miasta, gdzie znajduję się teatr, muzeum, centrum wystaw…były też te piękne fontanny. Szkoda, że nie działały, ale przecież nie dziwi nic Mrugnięcie okiem

Miasto jest nowoczesne, ogromne budynki, wieżowce, pełno ludzi. A z drugiej strony na każdym kroku można spotkać urokliwe parki z oczkami wodnymi i do tego pełno zieleni. Bardzo mi się to podoba, bo  można uciec od zgiełku miasta. No i zapomniałam już, jak to miło… w  końcu mieć cały wolny weekend!!

img_6562

Hello professors :D

Studenci zaczynają nas zaczepiać coraz bardziej. Podchodzą podczas posiłków , zatrzymują na ulicy. Niektórzy tylko mówią hello i uciekają. Są bardzo mili i ciekawi nas…przy tym tacy trochę nieśmiali. Urocze to jest bardzo. Okazało się, ze na uniwersytecie mają studia po angielsku i chcą po prostu sobie poćwiczyć. Jeden chłopak umówił się już nawet ze mną na badmintona.Deal jest taki, że ja będę go uczyć angielskiego, a on mnie chińskiego.

Zabawne jest też to, że jak pytają skąd jesteśmy i pada słowo Poland to udają oczywiście, że wiedzą gdzie to jest. Po czym wychodzi, że Polska jest w USA, a w sumie to nie Polska tylko Portland Mrugnięcie okiem no i angielski to nasz język narodowy.

Testujemy kucharza

img_6502

Jak tylko ruszy przedszkole będziemy się tam stołować. Szczerze  nie mogę się doczekać, bo kucharz dał dziś popis swoich możliwości. Ucztowaliśmy niemal jak na Wigilii. Raz  w tygodniu mają być też serwowane potrawy międzynarodowe. Jak mi pozwolą to też coś chętnie ugotuję.