Rozgrywki towarzyskie

Przechadzając się po mieście można spotkać specjalne pomieszczenia, pokoje, gdzie uprawia się różnego rodzaju gry. Spacerując przy rzekach jak wspominałam również można zobaczyć rozgrywki. W sumie z tymi grami jest jak ze spaniem, Chińczycy robią to wszędzie.

Hazardzści

Mi się to podoba, ma swój klimat. Imponuje mi, że wśród graczy przeważają starsi ludzie. Czasami widzę na mojej dzielni, że grają od rana do wieczora, nie siedzą w domach organizują sobie czas. I oczywiście sport szczególnie wieczorami: tańce, sztuki walki, tai chi, ping pong czy badminton.

Pin Pongna podwórku

Dodam jeszcze tylko, że rozgrywki w np karty są często na pieniądze. Taki mały chiński hazard.

 

Ostatnio miałam też okazję podczas imprezy KTV (karaoke) uczestniczyć w rozgrywkach balonowych. Chińczycy mnie zaskakują coraz bardziej. Przypominało to trochę nasze polskie weselne oczepiny. Ale oczywiście jak i w przypadku gry w kości, ten kto przegrywa pije karniaki i czemu to zawsze muszę być ja?Uśmiech

Dmuchamy

Chińskie zaloty

Czyli trochę o tym jak zbałamucić chińską kobietę. Opowiadał mi to Jacek (mój chiński przyjaciel), który rozpoczął poszukiwania żony na poważnie. W związku z tym, że ja odmówiłam mu za mąż pójścia zapytał czy może któraś z moich koleżanek nie byłaby zainteresowana? Także dziewczyny chiński kawaler do wzięcia Uśmiech Jak coś pisać udzielę więcej informacji…

 

Zainteresowałam się jak będzie tej żony poszukiwał? Dowiedziałam się, że poszukiwania rozpocznie od znajomych. Może ktoś  zna jakąś pannę, która zechciałaby się z nim ożenić. A co jeśli nie? Będzie poszukiwał przez internet na portalach randkowych, których podobno w Chinach nie brakuję. Powiedział, że w ciągu roku powinno się udać. Jacek nie wydaję się być zmartwiony tym, że może być ciężko. Mówi, że w Chinach jest dużo kobiet i któraś go zechce. A ja pytam co z miłością, uczuciami itp? Twierdzi, że przyjdą z czasem. Doszliśmy do punktu jak już ją znajdzie to co wtedy?Z racji tego, że jesteśmy dobrymi kumplami i rozmawiamy o wszystkim, poruszyliśmy także temat współżycia przed i po małżeńskiego.  Cóż Jacek mnie zaskoczył swą otwartością i wytłumaczył jak się to odbywa. Podobno chiński mężczyzna nie powinien mówić wprost, że chce współżyć z kobietą, to jest niedopuszczalne! Musi mieć przygotowany plan działania i robi to podstępnie. Najlepiej zabrać pannę na imprezę karaoke (KTV)  albo do jakiegoś baru gdzie można grać w kości. Następnie ją upić, a to nie trudne. Uwierzcie mi Chińczycy narzucają duże tempo i piwo pije się z literatek jak się przegrywa kolejkę kilka razy z rzędu, to może się w głowie zakręcić. Jak panna jest już w stanie upojenia alkoholowego zabiera się ją pod pretekstem odwiezienia do domu mężczyzny albo proponuję nocleg w hotelu i wtedy można przystąpić do działania. Chińskie kobiety są bardzo nieśmiałe i infantylne, dlatego trzeba im po prostu dopomóc. Jacek tłumaczył mi, że takie noce bardzo często kończą się zajściem w ciąże i ślubem. Oniemiałam! Oczywiście wiadomo, że w większych miastach czy Chińczycy bardziej hej do przodu tak nie robią, ale w kręgu Jacka znajomych tak to się przedstawia. Słuchałam trochę z niedowierzaniem i bawiła mnie ta sytuacja. Szczególnie jak przeszliśmy do tematu masaży, na który planuje się wybrać. Jacek uświadamiał mnie w jakim celu chadzają tam mężczyźni…zaznaczył, że to rozrywka tylko dla bogatych. Czasami czuję jak mała dziewczynka jak mi coś opowiada, tak jakbym słyszała to pierwszy raz, bo  opowiada wszystko dużym przejęciem. Oczywiście nie chcę mu robić przykrości i udaję, że obce mi są niektóre kwestie. Martwię się, bo zaczynam chyba się zachowywać jak typowa chińska kobietaMrugnięcie okiem…ale te sytuacje czy rozmowy doskonale też odzwierciedlają różnice kulturowe i sposób myślenia.

Przypomniało mi się jeszcze, że zawsze jak pytam koleżanki z pracy czy nowo poznane osoby: czy mają dzieci? i odpowiedź jest tak,  moje kolejne pytanie brzmi: czy masz męża/ żonę? Chińczycy wydają się być zaskoczeni tym pytaniem i czasami są wręcz oburzeni. Odpwoiadają, że jasne bo jak inaczej miałabym mieć dziecko? Wtedy ja tłumaczę, że w Polsce np nie trzeba mieć męża, żeby mieć dziecko. Dziwią się bardzo i podobno samotne matki to rzadkość, a para z dzieckiem bez ślubu to już w ogóle jakiś skandal.

Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem, wielkim lasem szedłem…

Przez Jiangemn płynie kilka rzek tych mniejszy i większych. Woda niestety jest brudna i ma specyficzny zielony kolor. Wzdłuż rzek prowadzony jest handel, usługi fryzjerskie, krawieckie, serwisy rowerowe i to co najbardziej mi się podoba można spotkać grupki starszych chińczyków grających w karty  albo mahjonga. Można też obserwować życie na barkach.

img_8689

Osobiście preferuję wieczorne długie spacery wzdłuż rzek. Jest kilka deptaków czasami można się poczuć niemalże jak nad morzem. Do tego oświetlone budynki, neony niczym w Las Vegas. Miasto nocą ma swój specyficzny klimat.

img_8738 img_8595

Zostaję!!!

Jak wspominałam ostatnio każdy dzień to nowe niespodzianki i wiadomości. Dowiedziałam się, że jednak nie muszę się przeprowadzać i mogę pozostać w Jiangmen. Nie powiem, bardzo mnie to cieszyUśmiech Szkoda tylko, że wyrzuciłam pół mego dobytku, ale jak to mówią nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mam nadzieję, że choć na chwilę zaponuje spokój i w końcu będę mogła się cieszyć tymi wakacjami! np robiąc kopytka z Alicją w jej nowym wypasionym apartamencie Mrugnięcie okiem

Kopytka party

 

Zapomniałam wspomnieć, że przedszkole zmieniło Ali mieszkanie jest nowiusieńkie i jeśli uda mi się tam przejść to będę bardzo szczęśliwa i w tym przypadku opuszczając moje slumsy nie będę rozpaczać.

Chińskie ,,wczasy pod gruszą”

Szkoda tylko, że mi za to nie zapłacą. Agencja zapomniała o tym wspomnieć i moje wakacje potrwają aż do 1 marca. O! taka kolejna niespodzianka. Na pytanie co niby będę robić przez ten czas? Odpowiedź była prosta: masz free time. Każdy dzień to nowe informacje, wiadomości… aż normalnie strach wstać z łóżka.

W związku z tym, że przedszkola nie chcą płaci za mieszkania w czasie tych wakacji i ja nie chcę zostać w obecnym. Zapadła decyzja o przeniesieniu mnie na ten czas do Yangjiang miasta siedziby agencji. Przeprowadzka czeka mnie w sobotę. Bardzo się na nią nie cieszę, ale nie uśmiecha mi się bycie bezdomną w Chinach, więc niech się dzieje wola nieba. Stabilizacja omija mnie jak tylko może…nawet w Chinach no!

Czeka mnie znowu pakowanie na samą myśl boli mnie głowa, gromadzę tyle rzeczy, że chyba musi po mnie przyjechać ciężarówka! Całkiem możliwe, że do Jiangmen już nie powrócę, więc muszę zabrać ze sobą cały dobytek.

Drażnią mnie te ciągle zmiany, przeprowadzki, niepewność i na do dodatek przez to wszystko zaczynam nie lubić Chin. W Jiangmen się zadomowiłam, dobrze mi się mieszkało, polubiłam nawet moje slumsy, nawiązałam dużo znajomości, ale tak to już jest. Jacek z rozpaczy nawet zaproponował małżeństwo Śmiech

Chyba czas poważnie rozważyć powrót …

Changdi Scenary Street

Jest to duża zabytkowa dzielnica Jiangmen z rynkami, gdzie pełno krętych uliczek, starych ceglanych budynków, chińskiego budownictwa (rezydencje) i historii. Położona zaraz przy jednej z rzek, wspaniały klimat, można spacerować i podziwiać… ja  chyba tak wyobrażałam sobie Chiny.

Rezydencje Changdi 2 brzeg

Jest tam również pełno sklepów, można spotkać  ludzi sprzedających dosłownie wszystko, od chińskich leków do suszarek do włosów, od sukni do skarpet. Można się tam obkupić za niewielkie pieniądze. Jacek mi podpowiedział, że jeśli na zakupy to tylko tam. Przykładowo za 6 par skarpet zapłaciłam 10 RMB ok 5,5 zł, paski w podobnej cenie, rajstopy 2 pary 8 RMB, spodnie/getry 25 RMB, okulary po 10 RMB, więc dla mnie istny raj Uśmiech

Rozrywki

Dzięki znajomości z Jackiem poszerza się grono moich znajomych i nie wieje nudą. Mam już nawet 2 ,,przyjaciółki”, które ogarniają komunikatywny angielski. Z jedna byłam już na porannej herbacie, a druga nalega na wspólne zakupy. Istne szaleństwo Mrugnięcie okiem Ogólnie jestem rozchwytywana, lecz nie do końca mi się to podoba. Kiedyś dosiadło się do nas kilku chińczyków w wieku średnim i Jacek ciągle powtarza, że to są ludzie sukcesu i wkurza mnie, bo zachowuję się przy nich strasznie i krótko mówiąc włazi im w tyłki.

W każdym razie owi ludzie zabiegają o spotkania i kontakt ze mną, ja jestem niechętna i Jacek wrabia mnie w te spotkania różnymi podstępami. I tak na przykład zostałam zabrana na kolację, gdzie podają podobno najlepszy hot pot w mieście. Nie wiem  czy wspominałam, ale zazwyczaj restauracje mają sale główną i pokoje prywatne w takim też raczyliśmy się wszelkimi dobrami. Kiedyś wspomniałam, że lubię białe wino i jeden z chińczyków w wieku średnim specjalnie dla mnie zakupił butelkę najdroższego. Szkoda tylko, że zapomniałam wspomnieć, że nie lubię chińskiego białego wina Niepewność Ucztowaliśmy bardzo długo i jeszcze chyba odkąd jestem w Chinach  się tak nie zajadałam, wszystko było pyszne, oczywiście oprócz białego wina.

W Chinach podczas poznawania się wymienia się wizytówki. Często wraca się do domu z niezłym plikiem ,,po imprezie”. Mnie to bardzo śmieszy i chyba też muszę sobie jakieś wyrobić. Jednym z pierwszych pytań jest też: czy masz qq /odpowiednik gg i fb/?

Zdarzyło mi się też kilka razy bawić na imprezie KTV. Jednak bardzo brakuje mi europejskiego sposobu imprezowania. Śpiewanie, granie w kości, siedzenie, bilard to główne rozrywki Chińczyków. Obce są im tańce hulańce do białego rana. W Chinach taniec jest uprawiany w ramach sportu czy naśladowania kroków dlatego zawsze tak bardzo chcą, żebym pokazała jak się u nas tańczy. Oczywiście pozostaję nie ugięta w tej kwestiiUśmiech

Show must go on

W związku ze bliżającym się końcem chińskiego roku, semsestru i mojej pracy w obecnym przedszkolu dzieją się cuda niewidy. Przedszkole zbroi ochroniarzy tj starszego dziadka i młodego wystraszonego Chińczyka, którego podmuch wiatru mógłby spokojnie przewrócić. Nie dość, że noszą za duże mundury to jeszcze teraz dostali kaski, pałki, tarcze. Wyglądają komicznie i niestety nie chcieli sie fotografować.  Dodatkowo wzmacniany jest monitoring, wszystko jest sprzątane, pucowane na błysk. Jest teraz okres wizytacji, kontrolii i dni otwartych dla rodziców. Wszystko musi być perfekt w tym czasie i wiadomo sztuczność pełną parą.
Ten tydzień poświecony jest prezentacji lekcji i pracy nauczycieli rodzicom. Myślałam, że mnie to to omnie, ale niestety i ja musiałam zrobić show Całe scenariusze zajęć po 45 min musiały być najpierw zaakceptowane i zmodyfikowane  przez  Panią Dyrektor, która po angielsku potrafi powiedzieć tylko: Hello! i Nanę. Nie muszę chyba wspominać o tym, ile razy trafił mnie przy tym szlag
Najważniejsze, że mama i papa, baba byli zachwyceni. W ramach podziękowań dostałam od najstarszej grupy, bo z nimi miłam zajęcia codziennie pamiątkowe zdjęcie ( wydrukowane i oprawione), żebym mogła ich wspominać jak wrócę do Polski. Otrzymałam również zaproszenie na piknik i wycieczkę z rodzinami w ten weekend. Było dużo milych słów i żali, że nie będzie mnie w następnym semstrze. Nie powiem bardzo to miłe i czuję się doceniona i spełniona.
Jednak moja misja w tym przedszkolu jak wspominałam dobiega końca i oficjalnie od 21 stycznia rozpoczynam wakacje, które trwać będą aż miesiąc! Ot taka niespodzianka. Nic będę urlopować i wypoczywać. W związku z moją wizą jednokrotnego wjazdu i innymi czynnikami niesprzyjającymi dalekim podróżą, nie mogę ruszyć się poza Chiny. Bardzo nad tym ubolewam…ale wiadomo Filipiny nie zają, nie uciekną i jeszcze sobie odbiję!!
Jak potoczą się moje dalsze losy? Zobaczymy… jest kilka opcji. Najbardziej realna wydaję się być ta, że przejmę przedszkole i mieszkanie Ali, bo ona kończy kontrakt. Ale nigdy nic nie wiadomo…

W związku ze bliżającym się końcem chińskiego roku, semsestru i mojej pracy w obecnym przedszkolu dzieją się cuda niewidy. Przedszkole zbroi ochroniarzy tj starszego dziadka i młodego wystraszonego Chińczyka, którego podmuch wiatru mógłby spokojnie przewrócić. Nie dość, że noszą za duże mundury to jeszcze teraz dostali kaski, pałki, tarcze. Wyglądają komicznie i niestety nie chcieli sie fotografować.  Dodatkowo wzmacniany jest monitoring, wszystko jest sprzątane, pucowane na błysk. Jest teraz okres wizytacji, kontrolii i dni otwartych dla rodziców. Wszystko musi być perfekt w tym czasie i wiadomo sztuczność pełną parą.
Ten tydzień poświecony jest prezentacji lekcji i pracy nauczycieli rodzicom. Myślałam, że mnie to ominie, ale niestety i ja musiałam zrobić showUśmiech Całe scenariusze zajęć po 45 min musiały być najpierw zaakceptowane i zmodyfikowane  przez  Panią Dyrektor, która po angielsku potrafi powiedzieć tylko: Hello! i Nanę. Nie muszę chyba wspominać o tym, ile razy trafił mnie przy tym szlag!
Najważniejsze, że mama, papa, baba byli zachwyceni. W ramach podziękowań dostałam od najstarszej grupy, bo z nimi miłam zajęcia codziennie pamiątkowe zdjęcie ( wydrukowane i oprawione), żebym mogła ich wspominać jak wrócę do Polski. Otrzymałam również zaproszenie na piknik i wycieczkę z rodzinami w ten weekend. Było dużo milych słów i żali, że nie będzie mnie w następnym semstrze. Nie powiem bardzo to miłe i czuję się doceniona i spełniona.

Zdjęcie klasowe
Jednak moja misja w tym przedszkolu jak wspominałam dobiega końca i oficjalnie od 21 stycznia rozpoczynam wakacje, które trwać będą aż miesiąc! Ot taka niespodzianka. Nic będę urlopować i wypoczywać. W związku z moją wizą jednokrotnego wjazdu i innymi czynnikami niesprzyjającymi dalekim podróżą, nie mogę ruszyć się poza Chiny. Bardzo nad tym ubolewam…ale wiadomo Filipiny nie zając, nie uciekną i jeszcze sobie odbiję!!
Jak potoczą się moje dalsze losy? Zobaczymy… jest kilka opcji. Najbardziej realna wydaję się być ta, że przejmę przedszkole i mieszkanie Ali, bo ona kończy kontrakt. Ale nigdy nic nie wiadomo…

Stare miasto

Albo slumsy w centrum miasta, jak kto woli. Miejsce niesamowite, zapewne pełne tajemnic i gacie były pełne strachu jak się ściemniło. Dużo mrocznych uliczek, gdzie domy wyglądają na opuszczone, a pranie wskazuję, że jednak ktoś tam mieszka. Najładniejszym budynkiem w okolicy okazały sie być toalety?!

img_8533img_8549Pranie img_8539

Ogólnie bardzo fascynuję mnie w Chinach suszenie prania, szczególnie bielizny, która fascynuję jeszcze bardziej. Ciekawostką jest to, że Chińczyką obce jest coś takiego jak stringi. Ja przynajmniej nigdzie nie spotkałam…nawet w sklepach z bielizną.

Się suszy

Idąc główna ulicą można np. podziwiać czyjąś garderobę. Pranie rozwieszane jest po prostu wszędzie, nawet na drutach telegraficznych czy wysokiego napięcia. Bardzo ważne, że jeśli się je wiesza na czymkolwiek, to zawsze na wieszakach!!!

Chińskie podróbki

Chińczycy mają duże poczucie humoru jeśli chodzi o marki. Mnie osobiście to bardzo bawi i poprawia humor. Tebucksy są wszędzie. Ponadto w modzie są ubrania i akcesoria od:

- Djora,

-Gocciego,

-Calvima Klaina,

- Paradi,

- Dolce & Banana równieżŚmiech

Skarpetki Abidas- Nibe w jednym NO PROBLEM. W Dongguan byl nawet saloon Kelly Moss.

Elektronika to osobny dział..oczywiście podróbki są w super cenach Konka, która wygląda na pierwszy rzut oka jak Nokia, Samsnug itd itp.

Kosmetyki to dopiero szał. Wstydzę się i trochę boję robić zdjęcia, żeby mnie baby nie pogoniły ze sklepu, ale może w najbliższym czasie zaaktualizuję galerię.