Tyram

Słów kilka, o tym czym się obecnie trudnię…

Myślałam, że w przedszkolach była tragedia, ale szkoła podstawowa to jest dopiero piekło na ziemi! Nasza szkoła językowa w tygodniu obstawia te placówki. W ciągu dnia przemieszczam się w różne miejsca. To akurat jest ok, urozmaicenie takie.

Najgorsze jest to, że prowadzę tą samą lekcję 3 – 4 godz, a dziś nawet 7 godz z rzędu. Jestem sama już znudzona, ile można powtarzać to samo?! Mam 2 grupy wiekowe 6 i 7 latki i ten sam podręcznik we wszystkich szkołach, który jest przestarzały i dzieciaki nie kumają w ogóle co do nich gadam. Zauważam, że największym problemem w szkołach jest to, że po prostu nie chcą się uczyć angielskiego, a jak się uczą to na pamięć, nie rozumiejąc o co chodzi.

Szkoła językowa zapewnia nam asystentów, którzy tłumaczą i ich zadaniem jest zaprowadzić porządek podczas lekcji, z różnym skutkiem….Poza tym dzieciaki mają swoich chińskich nauczycieli od angielskiego, więc nie wiem za bardzo po co tam jestem? Raczej, nie po to by ich nauczać. Jestem takim nauczycielem w formie rozrywki, maskotką, czas obcowania i oswajania się z obcokrajowcem… sama już nie wiem jaki jest cel? W każdym razie lekcja musi sie odbyć i jakoś dzieciaki trzeba zająć. Potrafią dać popalić i miałam już 3 poważne załamania nerwoweMrugnięcie okiem

Niektóre dzieciaki są z piekła rodem i pozwalają sobie na dużo, bo wiedzą, że ani ja ani chiński asystent nie może ich surowo ukarać. W czasie zajęć nie ma wychowawcy i ciężko uspokoić 50 albo 56 dzieciaków! Tyle liczą chińskie klasy, które są przeważnie malutkie, ten ścisk niesamowity i patola jednym słowem. Zdarzają się spokojne klasy, ale to rzadkość. Po całym dniu czacha dymi, że uuuuuu i brak sił na hobbyMrugnięcie okiem

Mam nadzieję, że się przyzwyczaję i dotrwam do końca semestru Uśmiech

Targowisko

Największe i chyba najbardziej okropne targowisko na jakim zdarzyło mi się być. Choć jest w nim ,,coś” co powoduję, że często zapuszczam się w jego rejony. Jak to bywa na chińskim targu można zakupić wszystko! Obok bananów skarpetki, fatałaszki koło mięsa itp. Mnóstwo małych uliczek, jest się gdzie pogubić.

Targowisko

To co najbardziej porusza, napawa mnie obrzydzeniem i spotkałam się z tym widokiem pierwszy raz w życiu… można kupić mięso psa!

Martwe psy w całości są wyłożone na chodnikach jak cała reszta zwierząt z łapami do góry. Pani tasakiem takiego psa może nam pokroić, przepołowić np jak świnkę. Zdjęć nie zamieszczę, bo są zbyt drastyczne i obrzydliwe. Ja z resztą nie dałabym rady tego fotografować i zawsze przechodzę tamtędy z zamkniętymi oczami albo po prostu omijałam tą uliczkę.

A może to jest ,,to coś” co mnie tam ciągnie?!

img_9273

Myślałam, że nie może być nic gorszego, ale podczas jednego ze spotkań towarzyskich poruszyliśmy temat żywieniowych upodobań z Chińskim znajomymi. Wiadomo ludzie jedzą różne rzeczy, ale to przeszło wszystko. W Kantonie była albo i wciąż jest restauracja, gdzie podają zupę z martwych ludzkich płodów!!!Kiedyś czytałam o tym artykuł, ale wydał mi się mało prawdopodobny,  a od znajomych dowiedziałam się, że to jednak prawda. Jest to zupa ze specjalną miksturą z ziół i płodów, która ma zapewnić zdrowie, podnieść odporność organizmu, przedłużyć życie, a przede wszystkim wzmaga potencję seksualną. Szok! Mało tego, zaciekawiona zaczęłam drążyć temat i podobno na Tajwanie ludzkie płody traktowane są jako ,,delikatesy na grilla”. Pozostawię to bez komentarza!

Wnosie

Medycyna chińska

Na pewno nie jest oszustwem ani cudownym rozwiązaniem na wszystkie choroby. Myślę, że trzeba podejść do tej kwestii rozważnie i z dystansem. Zauważyłam, że jeśli chodzi o leczenie to stosuję się ją wraz z nowoczesnymi metodami czy lekami, które są również na receptę. Ostatnio na moją chorobę dostałam normalny antybiotyk, chińskie medykamanety plus inhalacje z chińskich ziółek.

Niegdyś podstawą badania według chińskiej medycyny było sprawdzanie pulsu trzema palcami w różnych miejscach na nadgarstku oraz oglądanie języka, a to akurat się wciąż praktykuję. Ostatnio Pan Doktor na mnie nakrzyczał, bo ssałam przed wizytą pastylkę, która zabarwiła mi język lekko na zielono i załamał ręce.

Chińskie apteki to raj i można tam znaleźć wszystko i uwierzyć, że nastąpi cud czytając co niektóre  etykiety leków czy preparatów, które są przygotowywane według recepty z różnych typów ziół, a czasami nawet suszonych części zwierząt. Niektórzy preferują samodzielne leczenie i tworzą własne receptury. Z tym też nie ma problemu w aptece można nakupić ziółek na wagę. Według zasad chińskiej medycyny leki mają gorzki, często nieprzyjemny smak, to  się akurat zgadza sprawdziłam na sobie.

Ciekawostka: Podobno starsze pokolenie Chińczyków nie chce przyjmować lekarstw, które dobrze smakują. Uważają, że takie specyfiki nie leczą.  Stąd wiele koncernów chemicznych zaczęło produkować te same lekarstwa w dwóch smakach – tradycyjnym i przyjemnym.

Kolejna kwestia to picie ciepłej, przegotowanej wody, szczególnie przed posiłkami (biała herbata), które powoduję wygnanie zimnego powietrza i polepszenie trawienia. Zwyczaj picia białej herbaty jest w Chinach bardzo rozpowszechniony i niemal wszędzie można znaleźć baniaki, dzbanki z przegotowaną ciepłą wodą.

Akupunktura i masaże zaliczają się również do tej kategorii. Ciężko mi się wypowiedzieć, bo jeszcze nie próbowałam. Ale z tego co słyszałam i doczytałam, to trzeba być uważnym i najważniejsze nie dać się naciągnąć, bo oszuści czyhają wszędzie.

U Doktora

W Chinach nie ma systemu ubezpieczeń zdrowotnych tzn oficjalnie jest, ale raczkuje i w rzeczywistości nie wygląda to kolorowo. Firmy państwowe ubezpieczają swoich pracowników, natomiast prywatne bardzo często omijają ten obowiązek i migają się jak tylko mogą. Ja w obecnej i jak i poprzedniej pracy nie mam ubezpieczenia. Oczywiście można się ubezpieczyć prywatnie, co też uczyniłam.

Najważniejsze: dobry pracownik to zdrowy pracownik! Chińczycy Ci mniej zamożni nie mogą sobie pozwolić na choroby. Jak się dopytuję gdzie jest lekarz, czasami potrzebny jest specjalista to robią duże oczy i mówią, że przecież to jest bardzo drogie, nie korzystam! Podkreślają, że jeśli  już, to wtedy, gdy zawiodą chińskie metody i jest tragicznie… dłuższy pobyt w szpitalu to czasami bankructwo dla całej rodziny.

Podczas moich wędrówek spotkałam się z małymi przychodniami jak i szpitalami, które są pełnopłatne. Warunki panujące w miejscowych szpitalach i kompetencje lekarzy pozostawiają czasami wiele do życzenia. Podkreślam, że mam na myśli typowe przychodnie dla chińskiej ludności. Wiadomo szpitale czy kliniki w Szanghaju, Pekinie czy zapewne centrum Kantonu są zorganizowane w zachodnim stylu, głównie ze względu na obcokrajowców i ceny podejrzewam przyprawiają o zawrót głowy.

Trafiłam ostatnio do typowego chińskiego szpitala, gdyż potrzebowałam zobaczyć się z laryngologiem, a w każdym takim szpitalu są przychodnie i specjaliści od chorób wszelakich. Oczywiście wzbudziłam sensację i traktowali mnie jak dziecko tzn prowadzali mnie wszędzie za rękę i wchodziłam bez kolejek. To jest miłe i zarazem jest to coś czego czasami bardzo nie lubię i mnie drażni, że jesteśmy traktowani jak ktoś wyjątkowy, inny, lepszy. Moje tłumaczenia, że przecież usiądę, zaczekam jak reszta pacjentów na nic się zdały.

Przeprowadziłam ciekawą i bardzo szczerą rozmowę z kolegą z pracy, który powiedział wprost, że nas białych nie lubi, bo jesteśmy tylko ozdobą i nic nie robimy, a żyjemy jak pączki w maśle. Wy jesteście z tego lepszego świata! On tyra 7 dni w tygodniu, odwala za nas czarną robotę za marne pieniądze, za które musi opłacić mieszkanie, utrzymać się itp. Rozumiem go, staram się tłumaczyć, ale tak jest niestety  i on też zdaję sobie sprawę, że mieszka w takim a nie innym kraju i akceptuje to…wyjścia za bardzo nie mamy.

Ale wracając do wizyty u Doktora…

Na początku trzeba zapłacić za rejestrację przeważnie 5RMB przy pierwszej wizycie dostajemy książeczkę zdrowia, bardzo dużą, kwitki, numerki. Następnie należy udać się do lekarza ogólnego, który stwierdzi czy potrzebny jest specjalista. Udajemy się do specjalisty i uwaga drzwi do gabinetów są otwarte podczas badań pacjentów, oczywiście nie wszystkich specjalizacji, ale np gdy Pan Doktor zagląda nam w gardło w tym samym czasie wchodzi milion ludzi z pytaniami i pretensjami. Ciekawe doświadczenie i byłam lekko skrępowana. Później Doktor wypisuję receptę i udajemy się ponownie do rejestracji zapłacić za leki (cała siatka) i wizytę, wszystko kosztowało 150 RMB. Z kwitkiem wpłaty idziemy do szpitalnej apteki po medykamenty. Oprócz leków prze kolejne 4 dni muszę chodzić na inhalację z chińskich ziółek  do szpitala, które zostały  już wliczone w cenę. Dodatkowo dostałam maskę i zalecenie, że jak będę na zewnątrz to maseczka obowiązkowo! Po to, aby zanieczyszczenia nie podrażniały, ale jej nie noszę.

W szpitalu czy przychodni po raz kolejny można zaobserwować brak kultury osobistej. Otwarte drzwi, krzyki, kłótnie itp z resztą w Polsce czasami jest podobnie. Dziś po moich inhalacjach (podczas których przewinął się tłum ludzi) jak zawsze ładnie podziękowałam i się pożegnałam. Po czym Pani Pielęgniarka, która ogarnia angielski zatrzymała mnie i zapytała dlaczego jej tak codziennie dziękuję? Że to jest takie śmieszne…

Marzycielska Poczta z Podróży

Akcja była przeprowadzona 14 lutego, ale w związku z moimi wakacjami nadrabiam teraz zaległości i jak najbardziej popieram i dołączam się lekko spóźniona. Wydaję mi się, że każdy dzień jest dobry i dziękuję bardzo za zaproszenie do akcji, która polega na tym, że wysyłamy kartki z różnych zakątków świata do dzieciaków, które na co dzień borykają się z różnymi paskudnymi choróbskami. Chciałabym i Was namówić do wysłania listów czy pocztówek : Marzycielska Poczta narodziła się pod koniec 2009 roku. Co jakiś czas zamieszczamy tutaj profile chorych dzieci z całej Polski, które kochają dostawać tradycyjne listy i kartki. W profilach dzieci znajdują się adresy pocztowe, pod które każdy może napisać. Listy i kartki dodają dzieciakom siły do walki z chorobą, ich rodzicom otuchy, a samym piszącym mnóstwo frajdy. Na co więc czekasz?

Kosztuję to niewiele, a może sprawić wiele radości. Z resztą kto z nas nie lubi dostawać pocztówki czy listu? Ja zawsze cieszę się jak dziecko Uśmiech

Adresy do dzieci znajdziecie tutaj: www.marzycielskapoczta.pl

Dystrykt Huadu

Północna dzielnica Kantonu, gdzie znajduję się min lotnisko, do którego mam rzut kapciemMrugnięcie okiem Jest lekko patologicznie z motywami nowoczesności. Przez te wszystkie przeprowadzki zauważam coraz bardziej jak prowincja Guangdong  jest  zróżnicowana. Każde miasto to zupełnie inny świat. Wydaję mi się, że po zdjęciach, którymi Was zasypuję widać te skrajności.

Za dużo do zwiedzanie tu nie ma i oczywiście ubolewam nad tym bardzo. Mieszkam w starej części centrum Huadu i mocno odczuwam życie miasta. Jest tłoczno, głośno (trąbienie doprowadza mnie czasami do szału) i ten niesamowity ścisk wszystkiego.

img_9058

Pod moim blokiem jest kilka targów, owocowy uwielbiam najbardziej i sklepiki, więc mogę sobie schodzić w pidżamie i kapciuszkach na zakupy jak prawdziwa Chinka.

Targ

Jest też salun Samsunga i chłopaki zapuszczają od rana do nocy muzę z głośników, to takie chińskie. A z drugiej strony nad salunem Pani ma ogródek, gdzie karmi kurki i pielęgnuję swoje roślinki. Mam już taki zwyczaj, że siadam w kuchni na blacie, otwieram okno i ją podglądam albo po prostu obserwuję życie miasta. Czasami nie dowierzam, że tu jestemUśmiech

Droga do domu

Staram się zapuszczać się w nowe rejony dystryktu, ale zachwyt jakiś specjalny mnie nie ogarnia.

Zodiak chiński

Podobnie jak u nas jest 12 znaków, tyle że zmieniają się one w cyklu rocznym. Według legendy 12 zwierząt przyszło na ostatnie nabożeństwo Buddy przed jego odejściem i w nagrodę patronują następującym po sobie latom. Zwierzyniec zodiakalny:

Szczur
Bawół/Wół
Tygrys
Królik/Zając
Owca/Koza
Koń
Świnia
Pies
Kogut
Małpa
Wąż
Smok

Doczytałam, że osoby urodzone w roku węża, który się rozpoczął są: atrakcyjne, odnoszą w życiu wiele sukcesów, mają szczęście do pieniędzy, ale zgodnie z wężową naturą są skąpe i nie pożyczają pieniędzy innym. Potrafią za to sprytnie uporać się z trudnościami, gdyż mają bardzo dobrze rozwiniętą intuicję.

Ja jestem tygrysem…przypomniała mi się w związku z tym pewna prywatna historia na temat bycia tygrysem w dodatku syberyjskim!! a włosy jak panda azjatycka Śmiech ahahah było tam coś jeszcze o gepardzie Mrugnięcie okiem

 

W związku z tym, że są wakacje i będę gościć mojego Kolegę poznanego na lotnisku, przysyłającego mi wiadomości z dalekiego słowiańskiego krajuUśmiech ogłaszam kilku dniową przerwę w dostawie wiadomości z chińskiej ziemi.

Rok Węża

Dziś, a w sumie już od wczoraj Chiny, celebruję Chiński Nowy Rok czyli Święto Wiosny. Jest to najważniejsze święto publiczne, prywatne, najdłuższe wolne i czas największych migracji. Czas świętowania zakończy się po 15 dniach, więc ciągle wakacje. Pracę rozpoczynam 25 lutego.

Trochę ciekawostek związanych z tym świętem zaczerpniętych z wikipedi i od Jacka ( rodowitego Chińczyka), coby nikt mi nie zarzucił, że wyssałam to sobie z palca u stopy czy czegokolwiek…

Przygotowania do Święta Wiosny rozpoczynają się już na początku ostatniego miesiąca starego roku. W ósmy dzień tego miesiąca cała rodzina przystępuje do generalnych porządków w domu, celem wygnania złych duchów. Tego dnia spożywa się tradycyjnie słodką zupę ryżową. 23 dnia ostatniego miesiąca roku uroczyście żegna się domowego boga kuchni, który odchodzi zdać coroczny raport przed Nefrytowym Cesarzem. Wieczorem urządzana jest wieczerza złożona ze słodkich dań, a usta posążku boga kuchni smaruje się miodem. Następnego dnia rozpoczynają się właściwe przygotowania do święta – zakupy, przygotowywanie prezentów, a także oklejanie drzwi wejściowych obrazkami noworocznymi nianhua, co poczynili wszyscy moi sąsiedzi. Moje drzwi nie zostały obklejone, bo za bardzo nie wiem jak się do tego zabrać.

Dzwi

Najważniejszym dniem jest wigilia Nowego Roku. Od rana cała rodzina bierze udział w przygotowywaniu posiłków. Głównym daniem są pierożki jiaozi. Chińczycy spędzają Nowy Rok w domu, w gronie rodzinnym. W tym dniu wręcza się sobie nawzajem prezenty. Zazwyczaj są to świeże owoce, owoce w cukrze, ciastka, cukierki lub czerwone koperty z pieniędzmi. O zmroku na ulicach odbywają się pokazy sztucznych ogni i wybuchy petard. O tak, miasto błyska wszystkimi kolorami tęczy i jest lepiej niż w Las VegasMrugnięcie okiem Taki prawdziwy Sylwestr i tego mi brakowało 31 grudnia.

Dary

Następnie tradycyjnie składa się ofiarę na domowym ołtarzyku poświęconym przodkom i zasiada do wspólnej wieczerzy, do której tradycyjnie spożywa się  wino lub wódkę. Rodzina spędza czas przy stole do rana, rozmawiając i grając w różne gry (np. karty, mahjonga). Do moich sąsiadów zjechała się rodzina chyba z całych Chin i zabrakło miejsca przy stole, bo siedzą od rana na korytarzu grają, śpiewają albo krzyczą ciężko mi odróżnić, ale poczęstowali mnie nawet wódeczką, więc niech im będzie…

Wybrałam się dziś na spacer i zgodnie z zapowiedziami  większość sklepów i urzędów jest zamknięta, na ulicach jest spokojniej, gdyż Chińczycy tradycyjnie udają się w podróż do krewnych. W parku jednak tłumy były, ale jakoś tak przyjemnie, leniwie i bez pośpiechu. Widać było spacerujące całe rodziny, które puszczały latawce i oczywiście nie mogło zabraknąć sesji zdjęciowych.

Pani

Po dwóch tygodniach obchody Nowego Roku kończy Święto Latarni. O świcie Nowego Roku gospodarz domu zdejmuje znad drzwi obrazki nianhua. W tym dniu ponownie składa się ofiary przodkom, a następnie odbywa się wspólne świętowanie na ulicach miasta, gdzie w towarzystwie muzyki i eksplozji petard oraz fajerwerków odbywają się tradycyjne tańce lwów. Kulminacyjnym elementem świętowania jest korowód kilkudziesięciu osób niosących wyobrażenie smoka. Zabawy uliczne trwają do późnych godzin nocnych.

img_9097 img_9105

Tak oto bawi się China Uśmiech

Latawce

 

 

Wieczorek zapoznawczy

Z okazji mojego przybycia zorganizowano wieczorne wyjście na miasto. Bardzo miły gest. Miałam możliwość poznać kolegów z pracy, oczywiście nie wszystkich, bo są wakacje. W szkole są nauczyciele chińscy i obcokrajowi : Radek, którego już znam, Rosjanka nr 2, która dała mi mocno odczuć kto tu rządzi i co tu dużo pisać ( przepraszam za wyrażenie) pierwsze słowo jaki mi przychodzi na myśl to wredna sucz i jak zaczęła mówić do mnie ,,Darling” to miałam ochotę jej porządnie przywalić Mrugnięcie okiem Dowiedziałam się przynajmniej, że Rosjanka nr 1 czyli ta która mieszkała przede mną już raczej nie wróci i puściła ściemę o jakimś wypadku, żeby nie stracić kasy. Jest jeszcze Hindus, którego nie poznałam i Niemiec wywrotowiec albo niezły frik, jak się sam nazywa. Jest niespełnionym artystą lubiącym przypalić sobie nie tylko tytoń i tego nie ukrywa . Ma bardzo ciekawą historię życia np żonę Chinkę, która nie mówi po angielsku, on nie mówi po chińsku i dogadują się językiem ciała. Mają nawet dziecko. Była z nami jeszcze 2 chińskich nauczycieli, których angielski jest na bardzo dobrym poziomie, wiec będzie z kim pogadać. Tęsknie już za Jackiem i pierwsze wrażenia jeśli chodzi o miasto: to nie te Chiny, które znałam do tej pory. Rozwinę temat niebawem…

Moje królestwo

Jak wjechaliśmy do nowej dzielni i zobaczyłam gdzie mam mieszkać, to jak zwykle łzy w oczach. Okazało się, że póki co zajmę mieszkanie po rosyjskiej nauczycielce, a sąsiadką Radka zostanę może w późniejszym czasie. Slumsy mnie chyba prześladują tzn nie mam nic przeciwko ma to swój klimat i urok, ale liczyłam na zmianę otoczenia również.

Dla odmiany zamieszkałam na 7 piętrze bez windy…ufff ciężko nie powiem. Samo mieszkanie jest ogromne,jasne i od razu po wejściu uśmiech mi się poprawił. Jest trochę głośno, bo słychać życie miasta, ale myślę, że się przyzwyczaję.

img_9025

Mam dla siebie 2 sypialnie, salon z jadalnia, kuchnie, łazienkę i w końcu normalny ustęp! Podobno Rosjanka strzeliła focha, że na Małysza nie i zażyczyła sobie normalny toilet. To jest tak jak pisałam wczoraj można wybrzydzać i wybierać, przebierać. Choć ja bym chyba tak nie potrafiła i Rosjankę już bardzo lubię.

Mieszkanie ma swój klimat, ale jedną wadę strasznie śmierdzi petami, bo Rosjanka ewidentnie lubiła sobie porządnie zajarać.  Jeśli znacie sprawdzone sposoby jak tego smrodu się wyzbyć piszcie!! Hmmm… a może  po prostu zażyczę sobie remont mieszkania Mrugnięcie okiem

img_9034

Nie mogę się odnaleźć sama w takim wielkim mieszkaniu w porównaniu z poprzednimi klitkami, w których mieszkałam. Dopytywałam czy aby na pewno to mieszkanie jest całe dla mnie?Odpowiedź: tak jest !całe dla Ciebie. Rosjanka podobno już nie wróci, ale są jeszcze jej rzeczy, których nie wolno mi ruszać dopóki się ta informacja nie potwierdzi. Chyba muszę zatrudnić sprzątaczkę, bo latałam na miotle 4 godz z przerwami oczywiście Mrugnięcie okiem Rosjanka chyba nie lubiła żyć w czystości…