Majówka

W Chinach nie mamy gorzej i od jutra zaczynam majówkę, która potrwa do czwartku. Decyzja: co ze sobą robić? Zapadła dość szybko i niespodziewanie, a wszystko to zasługa mojej nowej Asystenki, która ma znajomego w biurze podróży. Tak, tak udajemy się na wycieczkę organizowaną przez Chińczyków, gdyż okazało się to być najtańszą opcją i oferta była bardzo kusząca. Ja oszalałam. Będzie to zapewne ciekawe przeżycie…

!!

Wyruszamy na Chińskie Hawaje :-D

czyli wyspę Hainan, miasto docelowe Sanya. Sukienki, bikini, kapelusz już spakowane i jeśli nie będzie tak jak w ofercie i na zdjęciach to wpadne do tego biura i rozstrzelam wszystkich ;-)

!!!!

Starym majówkowym zwyczajem:  Niech przygoda dzieje się sama :-D

 

PS

Żółw zostaje pilnować dobytku ;-)

Relacja niebawem…

Badania

Ostatnio w większości szkół, w których bywam odbyły sie badania lekarskie. Dzieciaki mierzono, ważano, sprawdzano wzrok, cisnienie, a nawet pobierano krew. Tłumy lekarzy, pielegniarek i studentów. Uświadomiłam sobie przy okazji, że w szkołach nie zauważyłam gabinetu higienistki ?!

img_0070

img_0069

img_0052

Almayca

Czyli trochę o nauczaniu w szkole językowej. Ja jestem tam raz w tygodniu i odwalam maraton lekcyjny. Mam całe szczęście dzieciaki i jakoś to idzie, choć jedna grupa to nastolatki, wiek buntu i te sprawy. Jest zupełnie inaczej niż w szkołach podstawowych, bez porównania. Mamy nowe podręczniki, na których się skupiamy i się na prawdę uczymy, odgrywamy scenki, robimy ćwiczenia i jest przyjemnie. Taka miła odmiana w tygodniu. Ubolewam bardzo, że tak nie może być cały czas. Lekcje z nauczycielem obcokrajowym wiadomo są w cenie, nie wiem dokładnie ile i jest to 2 x po 40 min, największa grupa liczy 12 osób. Moi mali studenci dostali ostatnio za zadanie narysować mnie. Byłam bardzo ciekawa jak wyglądam w ich oczach. Najbardziej spodobała mi się chyba chińska wersja mnie…

Uczycielka Kogut

 

Ten tydzień to też maraton, bo pracujemy 7 dni, żeby mieć majówkę! Niektóre szkoły będą miały nawet 5 dni wolnego, ale jak wiadomo nie ma nic za darmo i wszystko trzeba odpracować. My przy dobrych wiatrach dostaniemy 3 dni wolnego. Czekam na nie z utęsknieniem, gdyż znowu jestem w punkcie wyjścia i każdy dzień to walka ze studentami. Opuściła mnie Cindy, może wróci, może nie…wielka szoda, bo ciężko pracowałyśmy na spokój w klasie. Zastąpiła ją Mia, która nie ma pojęcia jak okiełznać potwory i znowu horror każdego dnia.

Bob i TonyStudenci

Kilka słów o Miji…pierwsze, które mi przychodzi go główy to dama. Jest w jej zachowaniu i sposobie bycia jest coś szlachetnego. Różni się bardzo od Cindy. Taka gwiazdeczka, lekki makijaż, modnie ubrana, bogata, ma nawet samochód i podobno jest ładna. Angielski ma słaby, więc ja rwe sobie włosy z głowy, wychodzę z siebie, a nawet ostatnio z klasy…

byle do wakacji :-)

hop

Kogut i Żółw

Muszę Wam kogoś przedstawić :-)

Ostatnio w fazie euforii zakupiłam żółwia, który od kilku dni mieszka wraz ze mną. Nie mam pojęcia o żółwiach, boję się go trochę, ale skoro go zakupiłam to tak miało być. Ogólnie zwierzęta domowe można zakupić na ulicy, żółw to koszt 10 RMB, karma 5 RMB, żeby było zabawniej dom dla żółwia droższy niż sam żółw 15 RMB. Muszę sie teraz o niego troszczyć i razem będziemy dzielić życie na chińskiej ziemi. Nie ma jeszcze imienia i chyba tak zostanie… choć moi studenci zaproponowali dziś iturtel5 :-D

ŻÓŁW

 

Oral test

Połowa semstru za nami. Nadszedł czas na sprawdzenie wiedzy naszych studentów, a że mam ich 1570  jest co robić i to już nie przelewki ;) Odpytujemy ze słówek, zadajemy podstawowe pytania i porażka na całej lini. Poziom jest bardzo słaby. Oczywiście w każdej z klas znajdą się perełki, ale większość nie kuma bazy. W każdym razie przez ten tydzień czuję się jak taka prawdziwa nauczycielka zasiadam za biurkiem i po koleji podchodzą do mnie uczniowie, a ja wystawiam oceny, które są punktami. W Chianch jest inny system ocenania ciągle dla mnie nie jasny, ale Asystent pomaga ogarnąć. Dobrze czuję się w tej roli choć mam za dobre serce chyba…Bardzo lubie też, gdy podczas przechadzki po szkole uczniowie po chińsku w dosłownym tłumaczeniu witają mnie tak: Dzień Dobry Nauczycielko Angielskiego! :-D

nie-te-chiny

Ostatnio zdarzył się niemal, że cud i po ulewach wyszło w końcu słońce! nawet udało się ujrzeć pierwszy chiński zachód słońca!!!Chyba nie muszę pisać jak bardzo happy byłam :D szkoda, że znowu leje i robi się parno i duszno…

love

Koszty żywota

Wiadomo zależy kto ile je, co lubi, na co wydaję i jakie ma potrzeby. Jedne produkty są tańsze, inne droższe. Najpierw skupie się na kosztach przeżycia, które są dużo tańsze w porównaniu z Polską czy innymi krajami, w których mieszkałam. A jeśli przyjmie się chiński styl życia i żywienia to jest mega tanio. Już kiedyś pisałam o cenach, ale to było na uniwerku i realia były inne, bo np jedzenie zapewniało nam przedszkole. Teraz we własnym zakresie. Ktoś też zapytał ile potrzeba pieniędzy na miesiąc? Ciężko odpowiedzieć, bo ile by nie bylo tyle zawsze za mało ;-) ale tak serio padło pytanie czy za 1500 zł jesteś w stanie przeżyć miesiąc? Odp. Spokojnie i jak się postarasz to jeszcze odłożysz.

Tak oto idąc na targ z owocami pod domem za dużą siatę owoców wszelakich (banany, jabłka, winogron, brzoskwinie i inne egoztyki) płacimy około 40 RMB. Warzywa są dużo tańsze. Rozwijam ostatnio moje zdolności kulinarne i gotuję zupy. Cała siata (ziemniaki, brokuł, marchew, sałata, cukinia, czosnek, zielsko i kiełki) to koszt około 15 – 20 RMB oczywiście zakupionych na targu pod domem. W supermarkcie warzywa i owoce są o wiele droższe.

O produktach importowanych już pisałam i ceny przyprawiają o zawrót głowy. Pieczywo?! Wszystko jest słodkie, w jednym suprmarkcie sa bagiety (4,5 RMB), ale niestety nie zawsze, które przypominają mi normalność. Pełno jest tak zwanych przeze mnie zapychaczy (rogaliki, ciastka, suchary itp). Wybrałam się ostatnio do jednego ze sklepów i wypatrzylam musztardę, za która nigdy nie przepadałam. Zapłaciłam 25 RMB za słoiczek, a to drogo jak na chińskie warunki. Myślałam, że będę jadła ją łyżką :-D i od teraz musztarda: Wspaniała! Chińska kuchnia różni się od tej serwowanej w Polsce i dla mnie jest monotonna i mdła. Brakuję mi mocno europejskiej i przypraw. Czasami tęskni się za dziwnymi produktami i rzeczami. Zdarza mi się jadać na mieście czy w przydrożnych jadłodajniach np pierogi to koszt 3, 5 RMB, danie obiadowe ( ryż, mięso, zielsko) 10 RMB, makaron z warzywami też około 10 RMb ale długo bym na tym nie pociagnęła i jak wspominałam gotuję, a nawet wypiekam sama. Zakupiłam w tym celu mały piekarnik i mogę sobie już robić zapiexy jak u mamy ;) Najlepiej jednak wychodzą mi chyba naleśniki. Koszt wyrobu to: mleko (małe) – 3 RMB, jajka (5 szt u Pana pod domem) 4 RMB, mąka 10 RMB, słoiczek dżemu np truskawkowego 6 RMB, olej lepszej jakości 12 RMB.

Teraz moja ulubiona część fatałaszki :-) raj na ziemi. Można się ubrać modnie za niewielkie pieniądze. Przykładowo bluzka, spodnie, buty to koszt max 100 RMB i to wcale nienajgorszej jakości i jak jest sie obytym to można zaszaleć i utargować co nieco. Mi już brakuje miejsca w szafie. Oczywiście można się  też ubrać i za 1000 RMB, ale ja nie jestem zwolenniczką.

Natomiast, a by bilans byl zachowany kosmetyki są bardzo drogie, droższe niż w Polsce. Tusz do rzęs firmy Maybelline kosztuję np 80 RMB, szampon i odżywki lepszych firm to koszt około 60 RMB za butelkę, to samo dotyczy żeli pod prysznic czy past do zębów.

Rozrywki też nie należa do najtańszych. Przykładowo wizyta w kinie to minimum 70 RMB za bilet, impreza w klubie piwo nie chińskie około 30 RMB, chińskie 15 RMB, drynki też   tak od 30 RMB. Całe szczęście do Chin doszła moda i są happy hours i wieczory, kiedy Panie piją za darmo :-)

 

Rocznica

Pół roku jak z bicza szczelił ;-) czy to długo, krótko?

Jak na mnie i dla mnie długo i czasami mam wrażenie, że jestem tu od zawsze. Zdecydowałam się pozostać na chińskiej ziemi jeszcze trochę. Jak długo? Nie wiem…ale to czy będę jeszcze pół roku, 20 czy 100 lat i to z kim będę obcować wydaje mi się nie wystarczy by odkryć Chiny dogłębnie. Nie chę podkreślać za każdym razem, że to są MOJE przemyślenia i wrażenia odnośnie życia tutaj. Jest nas na chińskiej ziemi sporo i jak wiadomo każdy jest inny, każdy ma swoje zdanie. Jedni kochają Chiny, inni nienawidzą, jedym jest dobrze, innym źle. Ja jestem gdzieś po środku. Jedno mogę powiedzieć na pewno Chiny, to nie moje miejsce na ziemi. Są elementy życia, które mi sie podobają, ale oczywiście są też które mnie drażnią i mi zwyczajnie nie odpowiadają. Mam plany i marzenia, do których Chiny mogą być przepustką :-) ale jak wiadomo i życie nauczyło: nigdy nie, mów nigdy! Daję Chainie ciągle szansę i może mnie w sobie rozkocha…kto wie ;-)

Te pół roku bardzo dużo mnie nauczyło, pozwoliło zrozumieć i docenić wiele rzeczy i najważniejsze dobra szkoła życia!Ktoś mnie ostatnio zapytał czy się zmieniłam? Hmmm poza tym, że zgubiłam kilogramy, zapuściłam w końcu włosy, to nie. Może nabrałam więcej pokory i się ,,uspokoiłam”. Co nie zmienia faktu, że postaram się dostarczać Wam nowych wrażeń :-D

PS

Ciągle leje

img_0045

Hong Kong

Dla mnie po pół roku był to pierwszy powrót do normalności i cieszył ogromnie mimo deszczu i największe wrażenie zrobił chyba na mnie moment przejazdu od granicy do Hong Kongu. Z Huadu jeżdżą autobusy do centrum Hong Kongu koszt to 200 RMB/100 zl w 2 strony i podróż zajmuje około 3, 5 godz. Na granicy trzeba sie przejść i przesiąść w odpowiedni autobus, który dowiezie nas do celu.

Okleili nas

Aura nam  pokrzyżowała plany i mocno nie dopisała. Choć pierwszego dnia na chwile wyszło słońce i pokazał się nawet kawałek błekitnego nieba. Cieszyłam się jak dziecko, bo mi bardzo brakuje tych widoków i śwerzego powietrza. Kolejne dni przyniosły duże zachmurzenie, opady i brak widoczności. Uniemożliwiło nam to zobaczenie Victori  czy Lantau.

img_0011

Zatrzymaliśmy się w Tsim Sha Sui w Kawloon. Hotel, a raczej noclegownia pozostawiała wiele do życzenia i pokój był klaustrofobiczny, ale tak podbno w HK jest i liczy się każdy metr. Okolica bardzo przyjemna dużo sklepów, restauracji i blisko promenada. Trzeba mieć mocne nerwy, bo podczas przechadzki po mieście zaczepiają okropnie, a to zegarki, torebki for you Missy i nawet naroktyków można sobie nakupić.

HK to mieszanka kulturowa i czułam się jak w Londynie ruch lewostronny, piętrowe autobusy, look left, look right, Hindusi i najważniejsze nie było problemów z komunikacją. Wszyscy mówią po angielsku. Zabawne było dla mnie jak podczas przechadzki pojawiały się białe twarze i za każdym razem było: Radek!Patrz biali :-) odwykłam, bo tu przecież Chińczycy na każdym kroku i w Huadu nie ma nas zbyt wielu.

img_9792img_9834

Wiza

Udało się expresowo i bezproblemowo powrócić na chińską ziemię. Zostałam tym razem posiadaczką 6 miesięcznej wizy biznesowej, wielokrtonego wjazdu na teren Chińskiej Republiki Ludowej :-) ostatnio był tylko jeden wjazd, więc teraz jestem przeszczęśliwa.

Zdobycie wizy w Polsce to straszne wymogi, zaproszenia, długie wnioski, kolejki itp. a także stres, bo Pan w Konsulacie w Gdańsku może nam powiedzieć: No! Tak też było w moim przypadku za pierwszym podejściem zdobycia wizy. Na pytanie dlaczego ,,No”?Odpowiedź była: Ponieważ ,,No”. Musiałam skorzystać z pośrednictwa agencji i dostałam wizę po kilku dniach, ale tylko z jednym wjazdem. Nigdy nie wiadomo…dlatego też tak się stresowałam tym razem, ale zupełnie nie potrzebnie.

W Hong Kongu korzystamy również z usług agencji, płacimy miliony i dostajemy wize jaką i na ile chcemy. Złozyliśmy wnioski o godz 8.00, a o 14.00 już można było odebrać paszport. Bez zbędnych ceregieli i formalności. Mi niestety pracodawca nie zapewnia wizy pracowniczej, ani nie pomaga specjalnie w tej kwestii, poza daniem mi dodatkowego dnia wolnego, więc i koszty, formalności należą do mnie.

Słyszałam również, że można sie udać do granicy z HK spotkać się z obcą osobą, która załatwi za nas wszystko, ale jest to droższe i moim zdaniem bardzo ryzykowne. Nie wiem czy bym to przeżyła…

Dzień Zamiatania Grobów (Festiwal Ching Ming lub Qingming)

Tłumaczone dosłownie oznacza Święto Czyste i Jasne. Jest to święto zmarłych, jedno z najważniejszych świąt w chińskim kalendarzu. Obchodzić będziemy 4 kwietnia i jest to dzień wolny od pracy, szkoły mają dodatkowo wolny piątek, ale w niedzielę będziemy odrabiać.

Zgodnie z chińskimi wierzeniami, tułające się po śmierci dusze mają takie same potrzeby jak żywi ludzie. Odczuwają głód, zimno i pragnienie. Niedogodności życia pozagrobowego można jednak złagodzić poprzez odpowiednie rytuały.

Przed świętem Qingmingjie uprząta się groby, grabi z nich liście i pieli chwasty. W dniu święta przy grobie zbiera się cała rodzina. Najstarszy członek rodziny zapala ustawione przy grobie świeczniki i trociczki, a przed kamieniem grobowym umieszczana jest miska z rytualnym posiłkiem dla zmarłych. Następnie pali się polane winem papierowe pieniądze i odpala petardy. Wszyscy członkowie rodziny, od najstarszego do najmłodszego, składają hołd zmarłym bijąc trzykrotnie czołem o ziemię. Symboliczne ofiary składane są także okolicznym bóstwom i błąkającym się w pobliżu, nieznanym duchom. Nakarmione dusze sprzyjają odtąd ludziom i nie prześladują ich. Źródło: Wiesław Olszewski: Chiny. Zarys kultury. Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM

Podobno ten dzień jest uznawany za zły dzień dla biznesu i po Festiwalu temperatura wzrośnie, a wraz z nią liczba opadów. Ostatnio pada to chyba mało powiedziane leje cały czas! Do tego burze, pranie nie schnie w ogóle, bez parasola ani rusz! Nie wiadomo, kiedy lunie z nieba deszczem i jest tak trochę jak w Polse jesienią. Ogólnie deprecha max!Słońca nie ujrzę pewnie przez najbliższe miesiące :-(

Trzymajcie kciuki za maja wizę! Mam nadzieję, że tym razem obejdzie się bez przygód i powrócę na chińską ziemię… Tymczasem Hong Kong :lol:

PS

Relacja niebawem