Codzienność

Ostatnio ogarnęło mnie straszne lenistwo, ale zapewne to przez żar tropików. Najchętniej pozostałam bym na zawsze w mojej klimatyzowanej pieczarze ;-) Jest gorąc nie do opisania, ale coraz częściej widać niebo, błękitne!!!i słońce. W życiu bym nie podejrzewała, ale codziennie odprawiam modły o deszcz. Jak lunie, to w sumie myślę bardziej, że to już koniec świata…nie widziałam nigdy wcześniej takich deszczy i burz. Ale ulga jest niesamowita!!!

Dni upływają na pracy oczywiście, choć to Dzień Dziecka się zbliża wypadło kilka lekcji, szykują się znowu jakieś święta i najważniejsze na odliczaniu do upragnionych wakacji i powrotu do domu!!!!Międzyczasie oddaję się też różnym czynnością. Jedną z nich jest basen.

Basien

Okazało się, że nieopodal mej chałupy jest basen publiczny. Szału nie ma, ale można się ochłodzić, popływać i oddać mojej ulubionej czynności, czyli obserwacji Chińczyków w akcji. Oczywiście jak wszędzie przeważa płeć męska. Nie muszę chyba wspominać o tym, że wywołałam sensację wylegując się  w bikini na słońcu. Chyba mam znowu poparzenie słoneczne….

Niuńki

Chinki chodzą szczelnie opakowane i raczej stronią od kąpieli. Jeśli już zaszaleją, to raczej strój jednoczęściowy i wiadomo obcasy obowiązkowo!Olśniło mnie jakoś, że one przecież nie potrafią pływać!!! Przynajmniej ja żadnej nie spotkałam czy to Hainan, pool party, basen publiczny… nie zauważyłam żadnej pływającej Chinki bez wspomagania. Kółka czy mężczyźni zawsze służą pomocą.

Byłam też świadkiem chińskich zalotów, bo ten temat mnie ciągle interesuję i dawno się tak nie ubawiłam :-D  i chyba jeszcze w życiu nie widziałam tak ,,taniego podrywu”

Chiny i nie dziwi nic…

Niunia na basenie

Ratunku!!!

Shamian Island

Wyspa Guangzhou, na której widać mocne wypływy europejskie. Taki historyczny obraz przypominający czasy kolonialne. Urocze uliczki, dużo zieleni. Można odetchnąć i nacieszyć oko. Mi taki styl bardzo się podoba i dopisała do tego cudna pogoda. Trochę denerwowało mnie to, że na każdym kroku były robione sesje zdjęciowe, które trochę psuły uroki, a to ślubne, a to modelki albo Chinki się wypinały. W ogóle Chińczycy bardzo lubią sesje i oddają im się nieustannie. Paparazzi czyhają wszędzie. Mia np w chałupie ma na ścianach wszędzie swoje zdjęcia tak przerobione i udoskonalone, że w życiu bym nie powiedziała, że to ona :-)

Pan idzieimg_0790img_0744

img_0775Pani śpi

Guangzhou

Wstyd się trochę przyznać, bo mieszkam w Guangzhou od 4 miesięcy, a jakoś nie było okazji zajrzeć do centrum miasta za dnia.  ,,Coś” zawsze wypadło i z jednym dniem wolnym w tygodniu też się ciężko zmobilizować. W związku z tym, że czas mi ucieka postanowiłam nadrobić zaległości.

W chmurach

Samo miasto zwane jest Kantonem. Zupełnie inaczej niż w mym odległym Huadu. Pełno białych, więcej się dzieje i najważniejsze nie wieje nudą, dużo rozrywek np pool party ostatnio, w którym miałam przyjemność uczestniczyć :-) Jeśli zdecyduję się na powrót to bardzo chcę do centrum!!!Jest bardziej po naszemu i tak jak lubię najbardziej.

 

dejotkeep chilling

Miasto oferuję dużo do zwiedzania, co prawda trzeba się trochę najeździć metrem, ale przy upale to akurat wspaniała sprawa. Polecam spacery przy Rzece Perłowej, szczególnie wieczorem, bajka!

Nocą0130517_0040130517_016

W SPA

Wybrałam się zakosztować trochę przyjemności :-)

Znajomość z Miją się rozwija i już chyba mogę powiedzieć, że jesteśmy dobrymi kumpelkami. Już kiedyś o niej wspominałam, teraz rozwinę trochę temat. Ma 29 lat i jest chińską singielką, ale bardzo chciałaby, o dziwo! porodzić córkę. Jest dobrze sytuowaną  Chinką z dużymi wymaganiami co do kawalerów. Zaprosiła mnie ostatnio do siebie i szczęka mi opadła. Byłam już w kilku chińskich mieszkaniach, ale jej  przerosło moje oczekiwania. Takie kolejne osiedle ,,królestwo. Ma do dyspozycji SPA, korty tenisowe, basen, boiska do kosza, nogi i cuda nie widy. Samo mieszkanie: 2 sypialnie, kuchnia, salon, pokój do czytania książek, do szycia i do tego 2 ogrody! Mia ma też 2 koty, rybki i akwarium, które zajmuję prawie pół pokoju. Mieszka tam sama. Jakby moja szkoła udostępniła mi takie lokum, to chyba nigdy bym nie opuściła Chin ;-)

Parapet Pokoik do czytaniaPokoik do szycia <3

W każdym razie skorzystałyśmy ze SPA. Na masaż się nie zdecydowałam, bo po ostatnim mam mocną traumę i postanowiłam zażyć mlecznej kąpieli upiększającej. Boże co wspaniałość i radość poleżeć w wannie, którą uwielbiam. Po tak długim czasie nie korzystania, nie chciałam z niej wyjść i dostałam chyba odmoczenia 10 stopnia. Traktowano nas tam jak prawdziwe Boginie. Na wstępie musiałyśmy zjeść papkę upiększającą, ja po łyżce podziękowałam, nie będę przesadzać z tą pięknością przecież ;-)co chwile donoszono nam herbat,wody z kwiatami, ziołami do picia,w życiu się tyle nie ochlałam :-D …Ciekawe doznanie jak Pani robiła mi demakijaż, który trwał chyba z 30 min i miałam wrażenie, że tusz był ściągany z każdej rzęsy osobno. Do mnie oczywiście kierowano wszystkie oferty, a to może kartę stałej bywalczyni?jogę,? zajęcia z tańca na rurze? (bardzo popularny w Chinach) itp. Oczywiście nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia. Jestem pierwszą białą kobietą, która skorzystała z ich usług. A zapomniałam podkreślić, że to SPA tylko dla kobiet. Przeżyłam duże zaskoczenie, bo w pewnym momencie przyszła do mnie Pani z zapytaniem czy nie chciałabym młodego chińskiego chłopaka? Oniemiałam i wydawało mi się, że chyba czegoś nie zrozumiałam i może woda za gorąca w wannie. Jeszcze dopytałam, ale że jak?ma tu przyjść i siedzieć ze mną w tej wannie?Pani odpowiedziała, że tak. Chyba było to jakieś nieporozumienie i podziękowałam. Ale jeśli chińskie kobiety prowadzą także życie podziemne,  to dopiero byłaby heca. Owa Pani jeszcze podkreślała, że jeśli zmienię zdanie zawsze mogę do niej zadzwonić. Mia jakoś niechętnie o tym chciała rozmawiać i udała, że nie rozumie o co mi chodzi i że z takich usług wolno korzystać tylko mężczyźnie. Mi coś nie gra i jest to dość intrygujące. Obadam sprawę na pewno!

Wanna

 

 

Dotarł do nas już też żar tropików, deszcze niespokojne, burze i komary. Jestem cała w kropki, bo nie pomagają nawet chińskie specyfiki. Ostatnie dni to piekło na ziemi, a podobno będzie już tylko gorzej. Odczuwalna temperatura przekracza 40 stopni, pot leje się strumieniami. W szkołach nie ma klimy, tylko wiatraki w sufitach. Wyobraźcie sobie 60 dzieciaków, upoconych w dresach. Zaduch niesamowity, że czasami odrzuca na wejściu. Ja płonę. Teraz podstawa w torebce to: wachlarz, parasol, chusteczki odświeżające i dużo wody!

Sanya Tropical Paradise

Przypomniała mi się jeszcze ciekawostka odnośnie samego miasta Sanya. Nie wiem czy wiecie, ale już 3 razy odbyły się tam wybory Miss Świata, a w tym parku, który odwiedziliśmy  kręcono film ,, If you are the one” (jeszcze nie widziałam) podobno jakieś romansidło. Do chwili obecnej, ustawienie domu, w którym mieszkali bohaterowie zostało pozostawione bez zmian. Chinki się jarały i muszę koniecznie nadrobić zaległości filmowe. Krajobraz jest piękny wzgórza, zatoka Yalong, bujna roślinność. W tym parku jest także ponad 100 gatunków ptaków i 20 rodzajów motyli.

Jest też wiszący most, którym można się przespacerować, a nawet kawałek przebiec niczym bohaterka filmu ;-)

dom filmowy

Bing Lang Gu

Nie weszłam do środka, bo żar tropików i integrowałam się z częścią wycieczkowiczów, ale miejsce dość przyjemne, otoczone bujną dżunglą. Jest to jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych na Hainanie i dziesięciu najlepszych punktów widokowych. Rezerwat obejmuje trzy miejsca: wioskę mniejszości Li, ekologiczną wioskę mniejszości Miao i tropikalną dżungle.
Bing

Yanoda

Komercyjny las deszczowy, szczerze to spodziewałam się po nim ,,czegoś” więcej. Było ok, ładne widoki z góry, dużo zieleni i czystego powietrza. Podobno jest ucieleśnieniem wszystkich pięciu słynnych lasów deszczowych w prowincji Hainan i cieszy się wysoką renomą w Chinach.  Samo słowo Yanoda oznacza  ”Witamy”, „Hello”, aby wyrazić życzliwość i błogosławieństwa. Choć w tym przypadku ma swój nowy sens, gdy dzieląc ją na trzy części: „ya” oznacza innowację „no” oznacza obietnicę, i „da” oznacza praktykę. Cała obsługa non stop to powtarzała machając dwoma palcami. Takie sztuczne chińskie powitanie doprowadzające do szału ;-) Całkowita wartość inwestycji wyniesie podobno około 3.9 mld. RMB. Nachodziliśmy się tam trochę, ale też wozili nas komfortowymi autobusami sprowadzonymi prosto ze Stanów!

widoki

błękit

widoki

Wycieczka

Wyjechaliśmy z Guangzhou w nocy z godz opóźnieniem i jak można było przewidzieć nie było z nami obcokrajowców i nasz pilot nie mówił po angielsku, ale to przecież akurat nie problem. Nasza podróż rozpoczęła się od przedstawiania się, każdy pasażer musiał wyjść na środek autobusu powiedzieć coś o sobie, niekótrzy nawet śpiewali piosenki. My oczywiście też dokonaliśmy prezentacji. Średnia wieku wycieczkowiczów myślę, że była około 30, patrzyli na nas na początku jak na wariatów i nikt się nie przyznawał, że mówi po angielsku. Później się rozkręcili i można było sobie pogadać, zawrzeć przyjaźnie, tłumaczyli nam wszystko. Na prawdę bardzo miło. Było z nami nawet małżeństwo z Jiangem i laska się mega przejomowała. Dotarcie do Sanya zajęło nam około 12 godz z  godz przeprawą promem.

Prom

Na promie istne szaleństwo pozowanie do zdjęć, uśmiechy itp lepiej chyba niż gwiazdy. Choć mi później przychodziło to z trudem, zmęczenie podróżą dało się we znaki no i prom, ale jak proszą to ja nie odmawiam. Okazało się, że mamy napięty program zwiedzania i myśleliśmy, że będzie to w innej formie i musieliśmy się dostosować. Dlatego ten czas to trochę relax na plaż i intensywnego zwiedzania, jazda, łażenie po lasach czy parkach. Wszystko to w ciągu 3 dni. Program wycieczki był następujący:

Dzień 1:Bin Lang  Gu( Etnicza Wioska), Yanoda ( Las Tropikalny), wieczorem czas wolny

Dzień 2: Wschodnia Wyspa,  Świątynia Nanshan, wolna część popołudnia i cały wieczór

Dzień 3: Yalong Bay, ale tylko część lasu i parku tkz Sanya Tropical Paradise, bo pogoda uniemożliwiła nam dotarcie na plaż.

Autobus szczelnie chroniony przed słońcem

Nasz hotel był zlokazliwoany bardzo blisko morza. Pokój duży, czysty bez zarzutów.

Ja jestem pod wrażeniem zachowania chińskich turystów na wycieczce. Mega dyscyplina, zero kłótni czy awantur, pilot i przewodnik najważniejszy w stadzie, zero spożywania alkoholu na pokładzie autobusu, spóźnień. Ja się czułam trochę jak na wycieczce w podstawówce :-)ale tego mogli by się uczyć polscy turyści od Chińczyków.

King of Cats przemawia

Naszym pioltem był King of Cats (Krół Kotów) takie podbno miał imię zwany przez nas był Sierściuchem. Dość specyficzny wizualnie, ale dobrze zorganziowany, martwił się o nas na koniec nawet juz potrafił powiedzieć: Senkju. A i nie miał zęba na przedzie.

Oni

O samym mieście Sanya ciężko coś pisać, bo w sumie od plaży się nie oddalaliśmy, ale chciałabym zaznaczyć, że mają wieczorem niesamowity pokaz świateł, w sumie bardziej animacji na 3 budynkach. Na mnie zrobiło to większe wrażenie niż pokaz w Hong Kongu.

love

Na koniec bardzo smutne wieści, bo Żółw nie przeżył rozłąki i nie ma go już ze mną :cry:

Chińskie Hawaje

Okazało się, że Chiny mają na mnie asa w rękawie  :-D

Jestem oczarowana prowincją Hainan i Sanya zdobyła moje serce. Dopisała nam piekna pogoda dużo słońca (opórcz ostatniego dnia, kiedy lunęło konkretnie) błękit nieba, soczysta zieleń, piękne piaszczyste plaże, przejrzysta woda, zachody słońca. Wróciłam zjarana jak murzyn, wręcz chyba popażona słońcem. Nie ma co ukrywać że chwytaliśmy je bardzo zachłannie ;-) ja byłam bardzo tego wszystkiego tak spragniona, że nawet pojechalam na chińską wycieczkę i wsiadłam na prom, płynełam motorówką i spędziłąm miliony godzin w autobusie, żeby się tym nacieszyć przez 3 dni.

:D

Zupełnie nie te Chiny, które znam. Bardziej egzotycznie, tropikalnie i mega pozytywne zaskoczenie, bo ja oczywiście myślałam, że wyjdzie jak zawsze. Nawet Chińczycy inni. Ciągle chodzi mi po głowie zmiana kraju, ale może jednak powinnam rozważyć przeprowadzkę na wyspę Hainan, która już teraz wiem, że nie bez powodu nazywana jest ,,Chińskimi Hawajami”.

img_0631Żółwekplażzestaw plażowy