Festiwal Piwa

W Dandong odbył się międzynarodowy festiwal piwa. Nie mogło nas tam zabraknąć :) Pojawiło się małe rozczarowanie, bo spodziewaliśmy się spotkać więcej obcokrajowców i większego wyboru piw. Za to olbrzymi wybór jedzenia…zaczynam się zastanawiać nad przeprowadzka na Tajwan ;)

IMG_1089DSCN5856

Były tez zaskoczenia, bo Chińczycy, jak popiją to, potrafią się bawić. Rzadko można spotkać pijące/palące Chinki. A już nie wspomnę o tańcach na stole! Ale, tak się kończy picie piwa na „gan bei” czyli do dna:)

DSCN5873DSCN5884DSCN5858IMG_1060

Były także występy chińskich i zagranicznych (mało znanych) gwiazd.

Show

Korea Północna:

https://www.youtube.com/watch?v=sMH9_RoX5v4&list=UUuDzaHukBEeia9iJjOXUy7A&index=6

Chiny:

(ten filmik udało mi się zrobić podczas próby do show)

https://www.youtube.com/watch?v=BP-0Fk1tmAI list=UUuDzaHukBEeia9iJjOXUy7A&index=10

 

 

 

 

Jinjiangshan Park

Największy park w Dandong. Piękne miejsce i bardzo zadbane, czyste. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że nie pierwszy raz, mi się zdarzyło, że ktoś mnie śledził. Chłopak około 17 lat. Łaził za mną wszędzie, chował się w krzakach i udawał, ze go nie widać. W pewnym momencie się na prawdę wkurzyłam i zaczęłam obawiać. Nie wiem czego chciał, ale napędził mi strachu. Po raz pierwszy skorzystałam z pomocy ochrony. Przegonili gościa i odprowadzili mnie do bramy bym bezpiecznie mogła odjechać rowerem.

DSCN4421 DSCN4543DSCN4577

W przedszkolu dzieciaki ostatnio ćwiczą układy na zakończenie roku. Pełny profesjonalizm ;) Choć po tym, co widziałam w Korei, jeszcze nie mogę się pozbierać.

IMG_1105IMG_1120IMG_1145IMG_1153

Hot Spring

Wulongbei – chińskie termy, czyli moja Szefowa leczyła mnie z depresji ;) Od groma hoteli i podobnych miejsc, niecałe 25 km od Dandong. Chińczycy mówią na to, sanatorium.

dscn4395dscn4353dscn4388

Najgorzej jest w Chinach, gdy obudzi się we mnie Shakira ;) jestem zdecydowanie bardziej latynoska niż chińska. Poza tym ostatnio walczyłam przez tydzień z potwornym bólem zęba. Nie spałam po nocach, słabo wyglądałam i ogarnęła mnie kompletna niemoc. Wizyty u 3 dentystów, prześwietlenia. Okazało się, ze mam za duże zęby na chińskie urządzenia. Pan się dziwił, ale przecież maszyna zrobiona we Francji. W końcu, udało się trafić na profesjonalna dentystkę, którą będę wielbić do końca życia.

Po wszystkich przejściach dostałam, od Szefowej 3 dni wakacji, żeby zregenerować siły. Jeden wypadł na Koreę, 2 dzień po wycieczce, żeby opadły emocje i 3 termy.

dscn4392

Cudowne miejsce. Kąpałam się w winie (białym, czerwonym), occie. Rożne temperatury wody (od 20 do 42). Cisza i spokój. Przez chwile było tylko kilku Panów, później praktycznie same. Dopisała pogoda, wiec i mahoniu trochę złapałam. W środku był także basen i można było skorzystać z masaży itp.

Upały

Przed wyjazdem do KRLD zdecydowałam się na wizytę w jednej z lokalnych restauracji. W życiu, nie spotkałam się z taką uprzejmością. Uśmiechy, ukłony i niesamowite jedzenie. Niestety spóźniliśmy się na występy. O 18.30 jest pokaz tańca i śpiewu. Pierwszy raz, miałam możliwość oglądać północnokoreańska telewizje. Mecz, gdy Korea Północna wygrywa przegapiłam :) Byłam ze znajomym z Korei Południowej, rozmawialiśmy o mojej wycieczce. Zaczęłam opowiadać, co wiem, co czytałam itp. W pewnym momencie, zaczął mi coś pokazywać oczami, nie wiedziałam, o co mu chodzi. W końcu wysłał mi wiadomość, ze mam się zamknąć :) bo tu są podsłuchy i szpiedzy < lol>. Nie może być?Jak to? To nie dzieje się na prawdę….

img_0875img_0869

Nie wiem, ile w tym prawdy, ale wolałam się zamknąć. Moja Szefowa kiedyś wspominała, ze u nas na osiedlu mieszka trzech szpiegów z KRLD. Przed wyjazdem czytałam też artykuły, o porwaniach turystów, do których z reszta KRLD się przyznała. Czy wciąż to robią, nie wiem, ale ktoś musi ich uczyć języków obcych.

Aby oderwać się od Chin czy Korei, odnalazłam grecka restauracje- Santorini. Jest ogródek, tak europejsko i cudownie. Poza tym przypomina mi się wycieczka all inclusive :D

Mam wrażenie, ze ciągle gram w słabym filmie i popadam w jakieś paranoje… chyba czas pomyśleć nad zmiana miejsca zamieszkania. Za dużo ziewam ostatnio ;)

Do Dandong dotarły upały, wiec szukam ulgi nad brzegiem rzeki, w parkach i przy fontannach. Temperatura 30-34. Zauważyłam, ze Koreańczycy też plażują nad brzegiem, teraz już wiem, pracują. Nie chciałabym, by prądy mnie porwały na drugi brzeg, wiec spokojnie siedzę po chińskiej stronie…

dscn4643 dscn4655dscn4646

Sinŭiju – KRLD

4. Lunch

Restauracja jest bardzo blisko rzeki. Możemy na chwile wyjść, zrobić zdjęcia, ale trwa to może 2 min. Miał być park, ale ok. Patrząc na drugi brzeg, staje się i moim marzeniem. Chcę już wracać. Jestem bez telefonu od 6 godz. :) Panuje dziwny klimat i jest strasznie gorąco (tego dnia było 34). Restauracja jest w garażu. W tym momencie Kanadyjczyka trafia konkretny szlag. Lecą przekleństwa. To jest prywatna wycieczka, a my mamy jeść w tej stodole, ze 120 innymi turystami. Mówi, nie za to zapłacił. Przewodniczka ma łzy w oczach, nie wie co robić. Z pomocą przychodzą inni. Zabierają go na rozmowę. Wraca naburmuszony i taki już jest do końca. Udziela się to chyba wszystkim. Nic nas już nie bawi. Z resztą od początku mnie nie bawiło. Przewodniczka dopytuje, dobrze się bawisz? Nie odpowiadam. Nie jestem głodna, ale coś tam próbuję, żeby nie było. Poza tym Przewodnicy siedzą z nami i mam teorie, ze nas otrują. Kanadyjka pochłania wszystko. Mówi, że w sałatce jest sos tysiąca wysp. Czy na pewno jesteśmy w Korei? Realizujemy plan dalej.

dscn5004dscn5049dscn5062dscn5035dscn5058

Śpiewy, tance i żenady ciąg dalszy. Chińscy turyści proszeni są do biesiady i kupowania kwiatów dla Koreanek. Kwiaty sztuczne, może już 4 sezon służą. Ciężko robić zdjęcia, ludzie się przepychają. Idziemy na zakupy. Nie wydaję określonej kwoty. Kupuję sobie tylko portfelik. Dokładnie takie same sklepy są w Dandong. Pytam, czy ktoś mnie sprawdzi. Przewodniczka mówi, nie. Kanada też nic nie kupuje. Chińczycy wychodzą z siatami. Jedziemy pod kolejny pomnik i wieże.

Znowu tłumy na ulicach. Ignorują nas. Nikt nawet nie patrzy. Niektórzy zerkają niepewnie kontem oka. Nikt ze sobą nie rozmawia. Podchodzi do mnie Chinka z Szanghaju, prosi o zdjęcie. Ze mną, nie z pomnikiem. Później kolejni. Dopadli mnie! Pot się ze mnie leje, ale szczerze się do obiektywów. Rozmawiam z Chinka. Wymieniamy się spostrzeżeniami i opowiada, co im mówił przewodnik. Nie mogą robić zdjęć tej biednej strony, brzydkich budynków. Na granicy podobno ma ktoś sprawdzać zdjęcia. Cwani Chińczycy mają po 2 karty na piękna i brzydka stronę miasta. Nie pomyślałam, o tym wcześniej. Żałuję. Poza tym pilnuje mnie Przewodniczka. Krzyczy znowu: No pictures! Upomina mnie już któryś raz. Udaje mi się zrobić kilka zdjęć. Pytam ją, o to sprawdzanie na granicy. Potwierdza. Co mi grozi? Usuniecie zdjęć i kara 2000 RMB. Powaliło ich konkretnie. Na wszelki wypadek, kasuję kilka zdjęć.

5. Muzeum

Przewodniczka wypruwa z siebie flaki, by zadowolić Kanadyjczyka w lokalnym muzeum. Przerażające miejsce! Ciemno (przerwy w dostawie prądu), śmierdzi, duszno, 3 pietra. Godzina słuchania. Nie można robić zdjęć. Chińscy turyści śpią na krzesłach, ja patrzę przez okna. Ciągle ten sam obrazek. Czy tych ludzi nie bolą nogi? Jadą, idą i tak na prawdę nic się nie dzieje.

dscn5078dscn5080dscn5077dscn5069

6. Przedszkole

Nadszedł czas na kulminacyjny punkt wycieczki, wizytacja w przedszkolu. Mam wrażenie, ze najważniejszy i spędzamy tu najwięcej czasu. To miejsce dobiło mnie totalnie. Rozmawiam z Kanadą. Mówią, że już to widzieli w stolicy. W tym przedszkolu dzieci po prostu pracują. To fikcja. Pytam Przewodniczkę, ile razy w ciągu dnia dzieci pokazują show, odpowiada min. 3 razy. Jak się uczą? Kiedy? Nie dostajemy odp. Wita nas Dyra. Prowadzi do pokoju – muzeum. Opowiada o dokonaniach uczniów. Wmawia nam, ze takie obrazki malują 5 latki. Nie możliwe! Idziemy na lekcje muzyki i czegoś jeszcze. W każdym razie tu i tu śpiewają. Dzieci prawie zero reakcji. Siedzą i śpiewają.

dscn5085dscn5098dscn5109dscn5114dscn5116

Przechodzimy do sali, gdzie będzie występ. Jest duszno, atakują nas robaki. Wchodzą dzieci…WOW! szczęka mi opada. W życiu ani nie słyszałam, ani nie widziałam czegoś takiego! Dźwięki, jakie te dzieci z siebie wydobywają mogłyby chyba zbić szybę. Niesamowite i przerażające zarazem. Perfekcyjne w każdym calu. Po chwili wow! Dochodzi do mnie, ze te dzieci mają od 4 do 6 lat. Ileż trzeba sil, by robić to wszystko? czasu, by ćwiczyć?dojść do takie perfekcji! Nie wiem, czy są rzeczywiście tak utalentowane, czy wytresowane? Serce mi pęka. Wszystko, żeby nas zadowolić i zachwycić. Obserwuję chińskich turystów, są zachwyceni. Pojawiają się chińskie piosenki. Jest jedna poświęcona przyjaźni koreańsko-chinskiej. Show trwa ponad godz.
Śpiewy, tance, akrobacje-dzieci się mylą i płaczą w skakanki. Mimo to mają te sztuczne uśmiechy. Chce mi się płakać jeszcze bardziej. Za dużo tego. Mam przesyt. Na koniec jeszcze popisują się nauczycielki, wyją do mikrofonów przez 15 min.

dscn5135dscn5286dscn5402dscn5309dscn5353dscn5443dscn5142

Przewodniczka pyta, czy mamy coś dla dzieci? Jak to? Cukierki albo jakiekolwiek dary? Pytam, czy mogę zostawić pieniądze, bo nic nie mam. Czuję się okropnie. Nie wiem, czy te dzieci dostają dary, wątpię szczerze. Chińscy turyści wręczają dary Dyrze, sporo tego (długopisy, słodycze, spinki do włosów, ubrania). Wychodzimy i jedziemy na przejście graniczne. Czekamy około godz. aż chińscy turyści skończą sesje z dziećmi. Nikt mnie nie sprawdza, tym bardziej mojego aparatu. Dużo zdjęć skasowałam. Szkoda! Przewodniczka oddaje mi paszport, uśmiecha się przez łzy. Widać smutek na jej twarzy i zmęczenie. Pyta, czy się dobrze bawiłam. Kłamie, odp. Tak i bardzo jej dziękuję, przytulam ją. Nie wiem czemu, ale też mam łzy w oczach. Jesteśmy znowu na moście. Nagle chińska przewodniczka krzyczy do mikrofonu, ludzie rzucają się do okien i ja również. Co się stało? A tam, przy rzece 5 Koreanek w tradycyjnych sukniach, macha nam na do widzenia. Do zobaczenia nigdy!

Znowu podskoki, by za chwile poczuć ulgę. Chiny-raj na ziemi!

dscn5481

Sinŭiju – KRLD

Co to było? Wciąż nie mogę się otrząsnąć, po wizycie w KRLD. Pierwsza rzecz, jaką zrobiłam po powrocie to, zimny prysznic, by zmyć z siebie cały dzień. Taka forma oczyszczenie. Miałam ochotę się również porządnie rozpłakać. Bardzo mieszane uczucia i wiele pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Ciesze się, że zdecydowałam się na jeden dzień, więcej mogłabym nie udźwignąć. Czuję się jakbym zagrała w słabym filmie.

Siniju wygląda jak żywe muzeum, ludzkie zoo, skansen…nie wiem, z czym to porównać…miasto widmo, może hoolywodzkie miasteczko, gdzie kręcą filmy. Jedno jest pewne, wszystko zrobione dla i pod chińskich turystów. Miasto – maszynka do robienia pieniędzy. Żałosne, żenujące i żałuję, że wzięłam w tym udział. Wydaje mi się, że lepiej żyć z niewiedzą i zostawić ich w spokoju. To, co widzę z okna, chińskiego brzegu jest wystarczające. Czy naprawdę byłam w Korei Północnej? Nie sądzę. Dziękuje, że urodziłam się w Polsce.
Ale od początku…
O 7.50 Szefowa odwiozła mnie w umówione miejsce spotkania. Tam czekała na mnie miła niespodzianka. Okazało się, że wraz ze mną jedzie para z Kanady. Po rozmowie wiem, że jadą na prywatną wycieczkę. Wszyscy udaliśmy się na przejście graniczne. Czekając w kolejce na zewnątrz jeszcze, wyciągnęłam aparat i naskrobałam sobie u chińskiego przewodnika. No pictures!No pictures! Ok, Ok przepraszam i chowam aparat, żeby mnie nie kusiło.
Pakują nas do autobusów. Miało być 30 osób, a jest ze 120 i 4 autobusy. Emocje sięgają zenitu. Myślałam, że serce mi wyskoczy ;) Jesteśmy na moście. Jedziemy gładko, płynnie zostawiając Chiny w tyle, gdy nagle zaczynamy podskakiwać, wyboje. Aha jesteśmy już w Korei Północnej. Wysiadamy, mała kontrola bez przeszukiwań czy sprawdzania aparatu.Nie ma dla mnie przewodnika. Wspaniale! Są 2 opcje: jadę dalej z chińską wycieczką i nic nie rozumiem albo czekam na łaskę pary z Kanady, gdyż oni mają przewodnika. Okazują łaskę i zapraszają do swojej prywatnej wycieczki. Przewodniczka zabiera nasze paszporty i chowa do torebki. Oddaje nam na koniec dnia. Co oznacza prywatna wycieczka? Mały bus, tylko my i 2 przewodników. Wszędzie jesteśmy pierwsi, później chińscy turyści. Zapłacili za wycieczkę 2 razy więcej niż moja Szefowa. Są oburzeni obecnością chińskiej wycieczki i nie to im obiecało biuro podróży. Przewodniczka jest załamana, nie są szczęśliwi. Ja jestem piątym kołem u wozu. Nie specjalnie się mną przejmują. Staram się, ratować jakoś sytuację, ale przecież jestem na ich łasce. Milczę.
Przewodniczka lat, 24. Opowiada o sobie. Ukończyła uniwersytet w stolicy. Zna angielski i chiński. Ma najprawdopodobniej ma jedną najlepszych prac, którą może stracić przez niezadowolonych Kanadyjczyków. Mówi dużo, wręcz buzi jej się nie zamyka. Stara się być zabawna, z różnym skutkiem. Uczy nas koreańskich słówek. Zaczynam się zastanawiać, kto z kogo robi głupka? Uśmiecha się od ucha do ucha. Zadaje nam mnóstwo pytań o wolną miłość, rodzinę, życie, związki. Jest przesłodka i przemiła. Z kolei na moje niewygodne pytania unika odpowiedzi albo zmienia temat. Pytam, gdzie robi zakupy. Odpowiada, że tu nie wolno palić :) Powtarzam pytania, nie przynosi to rezultatu. Poddaję się! Para z Kanady była 2 lata temu w Pjongjang. Mówią też, odpuść, nic z niej nie wyciągniesz. Jak zmienia temat albo udaje, że nie rozumie, oznacza to, że pytanie nie powinno paść. Nie przestrzegam zakazu i pytam o wszystko, skoro i ona pyta.

dscn4826_0

Zaczynamy realizować plan wycieczki, który uległ zmianie. Wszędzie musimy być o określonych godzinach. Mamy odpoczynki bez sensu. Pytam, dlaczego nie możemy jechać? Patrzy na zegarek i odpowiada za 2 minuty, możemy. A tak à propos po drugiej stronie rzeki godzina do przodu.

1. Pomnik
Olbrzymi robi wrażenie. Mozaika. Na nim Matka i przywódcy. Nie jestem dobra w zapamiętywaniu imion i szczerze mało mnie to interesuję. Rozglądam się do około. Robie zdjęcia, jak Przewodniczka nie patrzy. Musimy kupić kwiaty, 20 RMB i złożyć pod pomnikiem. Pytam, czy muszę? Tak! Mus to mus. Po kolei podchodzimy, składamy bukiety. Ustawiamy się w rzędzie i na 1, 2, 3 robimy ukłon, by oddać część ukochanemu przywódcy. W tym momencie popełniam kolejny błąd. Mam na głowie kapelusz. Przewodniczka mnie upomina i karzę powtórzyć czynność z należytym szacunkiem. Mam nietęgą minę i ochotę raczej zwymiotować niż to zrobić jeszcze raz. Pytam, czy to konieczne?TAK! Ściągam kapelusz i wymuszam skłon. Podbiega Pan z kamerą i mówi jeszcze raz. A to, co za pajac? Przewodniczka tłumaczy, że Pan nagrywa filmy z wycieczki i może mi towarzyszyć na każdym kroku. Dziękuję, NIE! Nadjeżdża tłum Chińczyków (każdy musi kupić kwiaty). Zawijamy się. Kamerzysta pełne ręce roboty. Było to bardziej niż żałosne, a Chińczycy zachowywali się co najmniej dziwnie.

dscn4856dscn4688dscn4673

2. Fabryka
Zabierają nas do fabryki kosmetyków. Chluba miasta. Przywódca był tu 3 razy. Jest tablica i obrazy upamiętniające te wizytacje. Ale chwileczkę, jakaś dziwna ta wasza fabryka… Pracuje tu może 10 osób, żadnych samochodów. Przerażająca czystość i sterylność. Pokoje, budynki puste. Rozglądam się, wytężam wzrok. Coś tu nie gra. Pokazują nam jak powstaje mydło, prezentują inne kosmetyki. Przewodniczka gada tyle, że już jej w ogóle nie słucham. Idę do toalety, ona ze mną. Czeka pod drzwiami, drugi Przewodnik jest z parą. Zauważa moje tatuaże, nie może być ciszy między nami. Wypytuje, ile, bolało i po co? Z pomocą przychodzi Kanadyjczyk, pokazuje swoje dzieła. Jest wniebowzięta. Był niesamowity upał tego dnia. Wyciągam bibułki do otarcia potu. Używa się tego dużo w Chinach. Znowu leci seria pytań. Daje jej jedną na spróbowanie. Po czym mam w plecaku perfumowaną wodę w sprayu, taką do odświeżenia się. Cieszy się jak dziecko. Przybiegają inne przewodniczki i pryskają i chichoczą jak dzieci, nawet męska część próbuje.

dscn4793dscn4810dscn4694dscn4712dscn4748dscn4780dscn4741dscn4756dscn4792dscn4705

3. Park
Jadąc do parku, mijamy mnóstwo ludzi. Wręcz nienaturalnie dużo. Nawet w Chinach nie ma takiego ruchu. Dziwnie wyglądają grupy osób grzebiące bez sensu w ziemi albo rozbijające kamienie na ulicy. Pracują. Inni korzystają z życia, kąpią się w olbrzymim basenie. Sielanka pełna parą (tzn. też pracują). Mijamy ,,osiedla”, które wyglądają na wyludnione. Moją uwagę przykuwają doniczkowe kwiaty, które są niemal w każdym oknie. Czerwone. Tez jakieś to nienaturalne. Nie ma reklam na ulicach, sklepów, nie ma nic. Można dostrzec puste przestrzenie. Przewodniczka znowu No pictures! Przerażająco. Głucho i goło tak jakoś. Jak tu można żyć? Doskonała reżyseria. Ludzie chodzą z taką częstotliwością, że nie nadążam. Nie ma czasu na nudę. Gdzie oni wszyscy idą, jadą? W parku jesteśmy tylko my i obsługa. Przygotowano dla nas rozrywki. Oczywiście nie za darmo. Sklepik z dobrociami, strzelanie z wiatrówki, huśtawka. Chińczycy są zachwyceni. Wydają RMB. Odpoczywam sobie z boku. Jestem w końcu sama, bo Przewodniczka nadskakuje Kanadzie. Obserwuję ulicę. Ten sam scenariusz non stop. Zaczynam się zastanawiać nad tym, co kiedyś wyczytałam. Chodzi o to, że KRLD buduje miasta widma. W dzień ludzie tu przebywają, a tak naprawdę mieszkają gdzieś w barakach czy obozach poza miastem. Może i tak tu jest?Po tym, co widzę, jestem niemal pewna. W budynkach naprzeciwko na bank nikt nie mieszka, choć są kwiatki. Odnajduje mnie Przewodniczka i znowu rzuca serie pytań. Tym razem o sukienkę :) Czy na co dzień się tak ubieram? Mam na sobie krótką sukienkę na ramiączkach w stylu boho :P Jest upał, tłumacze, że lubię modę i różne style. Pyta, co to jest ten styl? Patrzy jak na kosmitkę. Pytam, czy jej się podoba? Mówi, że nie :) Męczy mnie, więc daję jej cukierki.

dscn4996dscn4881dscn4869dscn4853dscn4905dscn4986dscn4914dscn4951dscn4926dscn4925dscn4920dscn4910dscn4848

cdn jutro

Plan wycieczki

Sinujiu miasto w północno-zachodniej Korei Północnej, przy granicy z Chinami, nad rzeką Amnok (chińskie Yalu Jiang), w pobliżu jej ujścia do Zatoki Zachodniokoreańskiej (Morze Żółte). Stolica Specjalnego Regionu Administracyjnego Sinŭiju. Około 359 tys. mieszkańców. Rozwinięty przemysł włókienniczy, spożywczy, chemiczny, papierniczy, maszynowy, budowlany. W mieście znajduje się port rzeczny i lotniczy./ informacja z Wikipedii/

Wyjazd o godz. 8:00. Przekraczamy granice autobusem. Po drugiej stronie spotkam przewodnika i zacznie się cyrk.

Plan jest następujący:

1.  Pomnik Prezydenta Kim II Sung.

2. Muzeum Rewolucji.

3. Przejazd na południe miasta by zobaczyć więżę.

4. Spacer po parku. Wysłucham historii na temat rewolucji i przywódców.

5. Lunch – tradycyjna północnokoreańska kuchnia i śpiewająco – tańczące kelnerki.

6. Muzeum lub galeria sztuki.

7. Wizytacja w przedszkolu. Będzie godzinne show.

8. Park Yalu River z widokiem na chiński brzeg.

9. Wizyta w sklepie z pamiątkami. Tutaj muszę wydać miliony.

10. Około godz. 17.00 zakończenie niezapomnianej wycieczki i powrót do Chin.

 

 

 

 

 

 

 

 

Przygotowania do wyjazdu

W nadchodzącym tygodniu mija, 90 dni odkąd jestem w Chinach. W związku z tym, muszę opuścić chińskie ziemie, by wjechać ponownie (2 wjazd). Długo się zastanawiałam, gdzie pojechać. Wypisywanie za i przeciw. Wyjazd ma być krótki, bo ktoś musi tyrać. W końcu, wybór padł na Koreę Północną. Nie wybaczyłabym sobie, ze będąc tak blisko, nie pojechałam. Poza tym, jadę do najbardziej zamkniętego państwa świata. Zdecydowałam się tylko na jeden dzień.

Nie jest to, tak hop siup i jestem w KRLD. Trzeba załatwiać formalność odpowiednio wcześniej. Tutaj, w Dandong 10-7 dni przed wjazdem (aplikacja, zdjęcia, kopia paszportu). Moja Szefowa bardzo chciała mnie odwieść od decyzji, nie rozumie, dlaczego i  bardzo się martwi. Z resztą, nie tylko ona. Wszystko zostało sprawdzone: maile do ambasady w Polsce, Chinach, a nawet wizyta na przejściu granicznym w Dandong. Nie ma żadnych zastrzeżeń. Mogę jechać do KRLD. Pan na granicy nawet się ucieszył i powiedział: Welcome! Niestety, nie dostanę wizy ani pieczątki z KRLD do paszportu.

Nie można wjechać samemu, wiec kolejna sprawa szukanie sprawdzonego biura podroży, najlepiej z licencja. W Dandong są 2. Wizyta w biurze podroży, ustalenia i małe szkolenie. Jadę do KRLD z grupa chińskich turystów, będzie nas 30 osób. Koszt wycieczki 1600 RMB (ok. 800zl). Dodam, że wycieczkę funduje moja Szefowa.

W biurze podroży, Pan przeprowadził ze mną długą rozmowę (mówił po angielsku). Przedstawił mi plan wycieczki i teraz najciekawsza rzecz jak powinnam się zachowywać, co mi wolno, czego nie. Oglądając filmy, relacje byłam przygotowana do tej rozmowy. Padło milion pytań. Najciekawsze:

Dlaczego nie można rozmawiać z ludnością? Odp. Bo oni są nieśmiali, boją się obcokrajowców, nie znają angielskiego, nie wiedzą jak się zachować.

Ile potrzebuje pieniędzy? Odp. min 1000 RMB wskazane 2000RMB. Tu mi szczęka opadła. To jest około 500- 1000 polskich zloty. Za tyle, muszę zrobić zakupy w sklepie z pamiątkami! Także przyjmuję zamówienia. Dopytałam jeszcze czy dobrze zrozumiałam i czy na pewno muszę. Odp Tak, musisz!

Mogę mieć tylko aparat, który zostanie sprawdzony. Telefon, mp3 itp. muszą zostać w domu. Mogę wsiąść coś do picia i jedzenia, ale nie kilogramy. Wracając, nie mogę, wwieźć tego do Chin.

Muszę się słuchać przewodnika. Będzie czekał na mnie po stronie koreańskiej i oczywiście mówi po angielsku. Mogę z nim rozmawiać, ale nie mogę zadawać personalnych pytań, ani robić komentarzy na temat kraju. Zdjęcia mogę robić tylko, kiedy pozwoli. Przekraczając granice czy most, nie wolno. Czym to grozi? Utrata karty pamięci, aparatu…w najgorszym przypadku aresztowanie i posądzenie za szpiegostwo. Muszę się kontrolować, bo lubię pstrykać zdjęcia. Nie będę ryzykować. Trochę jestem podekscytowana, trochę też się boję. Biuro podroży, zapewnia, że będzie to niezapomniana wycieczka…obym tylko wróciła.

Jak będzie po drugiej stronie rzeki?

Shenyang

Nadszedł czas na rewanż i odwiedziny stolicy prowincji i Mandżurii. Dwie Karoliny wybrałyśmy się do Konrada na występy gościnne ;)

Nie zabawiłyśmy długo, gdyż mój grafik, mimo niewielu godzin pracy, nie pozwala na dłuższe wyprawy. Autobus z Dandong jedzie około 3 godz., a pociąg 4. Można wykupić nawet miejsce lezące :) Zdecydowałyśmy się na autobus. Przepiękne widoki i przy okazji odkryłam nowe miejsca do zobaczenia.

Wrażenia bardzo pozytywne. Wiadomo, w większym mieście żyje się lepiej, szczególnie w Chinach. Mile oderwanie od koreańskiego Dandong. Dużo rozrywek, można spotkać przyjaznych ludzi. Nie wiem, czy w Dandong, to wina klimatu, czy o co chodzi? Pierwszy raz spotykam się z nagminnym brakiem zainteresowania ze strony drugiego obcokrajowca. Czasami widuje tych mieszkających na stale i niestety nie są skorzy nawet odpowiedzieć:Hello! W Shenyang jakoś normalniej. Można zakosztować klimatu międzynarodowego.

Czasu było nie wiele, ale udało się zobaczyć Pałac Królewski/ Mukden. Warto wspomnieć, że było bardzo gorąco. W porównaniu z Dandong upal nieziemski. Pustynia w mieście i do tego miliony turystów. Jeden z nich nawet próbował się zaprzyjaźnić. Starszy Pan z USA ze swoją żoną Chinką. Standardowo już: Ona nie mówi po angielsku, On po chińsku. Poznali się w USA. Żyją, używając translatora. Nigdy tego nie zrozumiem.

dscn4288dscn4292dscn4321dscn4248

Nie będę pisać o historii pałacu, ale jest ciekawa. Budowle, tajemne przejścia, opowieści o kochankach sprawiły, że mogłam poczuć klimat starych chińskich filmów. Choć szczerze, spodziewałam się czegoś bardziej Wow! Podobno w porównaniu z Pałacem w Pekinie, kopia wypadła marnie/ opinia Karoliny 2.

dscn4296dscn4251dscn4212