Xiamen

Tym razem, nadaje z Chin południowo-wschodnich, prowincja Fujian.

Pożegnałam się z Dandong i Korea. Szefowa okazała ludzką twarz. Mimo to, dzień wyjazdu był jednym z najszczęśliwszych w mym życiu. Do Xiamen miałam przyjechać już wcześniej, ale wybrałam wtedy Dandong. Spełniło się moje marzenie…mieszkam znowu nad morzem:)

Xiamen jest cudownym miastem. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Jak bym miała porównać, chyba powiedziałbym, że to…taki chiński Sopot. Wszystko jest inne, nowe i wspaniale :) Przyleciała ze mną Karolina 2. Miała być tylko tydzień wakacji, a chce zostać na zawsze. Jest bardzo gorąco i każdą wolną chwile spędzamy na plaży. Do tego zmieniam prace i borykam się z małymi problemami.

Jest zupełnie inaczej i dzieje się bardzo dużo. Każde miasto to inna historia i życie. Tutaj panuje klimat mocno wakacyjny, co mnie cieszy niezmiernie…jestem tu od 3 tygodni i co tu dużo mówić, jestem zachwycona :D

Perypetie

Czymże byłoby życie na wygnaniu bez tarapatów?! Nie zawsze jest sielanka jakby mogło by się wydawać…

Moja Szefa zbudowała mi szklana kule, w której „żyłam” przez ostatni czas. Nagle buch i kula się roztrzaskała. Szefa pokazała prawdziwą twarz. Najkrócej, z anioła zmieniła się w diabła. Dla mnie od początku było, to wszystko sztuczne i takie naturalne…ta dobroć i wspaniałość. Dlatego miałam się na baczności!  Z doswiadczenia i obserwacji wiem, ze Chinki dzielą się na słodkie, niewinne i kłamczuchy, intrygantki. Moja Szefa należy do tej drugiej grupy. Pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją, ale walczę dzielnie!

Ostatni miesiąc był dla mnie koszmarem. Padły groźby, niemiłe słowa, a nawet szantaż i inne cyrki. Nie zgodziłam się zostać do końca sierpnia, jak sobie Szefa uknuła, bo wtedy przyjeżdża nowy nauczyciel. W końcu się jakoś dogadałyśmy i skreślałam dni do opuszczenia Dangdong. Mam nadzieję, że obejdzie się bez większych problemów…

Z pomocą ponownie przyszedł mój bohater, Radek. Mam dług wdzięczności do końca życia ;) Potrzebuję trochę czasu na zaaklimatyzowanie i ogarnięcie się w nowym miejscu. W związku z tym, nastąpi przerwa w dostawie wiadomości.

Bill

Billa poznałam na lotnisku w Dandong. Przylecieliśmy tu razem z Pekinu. Zamieniliśmy wówczas, tylko kilka słów. Wiedziałam, że tu mieszka. Ostatnio przypadkiem na niego wpadłam i zaczęliśmy się spotykać „na kawy”. Bill szukał kogoś, komu mógłby się wygadać. Dokucza mu samotność i boryka się z problemami. Doskonale go rozumiem, nie jest mi to obce. Pobyt w Dandong wiele mnie nauczył i pomógł zrozumieć, co jest ważne. Mam rożne przemyślenia…może się kiedyś nimi podzielę.

Bill jest Szkotem, ma 70 lat (dobrze się trzyma),  żonaty z Chinka od 2 lat, znają się 5. Jego historia jest bardzo smutna, dlatego postanowiłam się nią podzielić, może nawet ku przestrodze…

Bill poznał swoja obecną żonę w Dubaju. Była czarująca, słodka, sprzątała, gotowała. Po prostu perfekcyjna. Namówiła Billa na ślub w Chinach. Porzucił wygodne życie w Dubaju i przyjechał tutaj. Po ślubie wszystko się zmieniło. Zraz, zaraz gdzieś już to słyszałam. Przypomniał mi się Berni z Germani, który pracował z nami w Katonie.

Chinka ma go gdzieś. Gra całymi dniami w mahjonga albo opiekuje się wnukiem. W Chinach, to dziadkowie zajmują się wychowaniem dzieci. z Billem nie spędza prawie w ogóle czasu.

Chinka nie jest już  pięknością i aniołem, którego poznał. Jedyne czego chce od Billa, to pieniądze i karty kredytowe. Powiedziała mu, że tak jest w Chinach. Mężczyzna musi oddawać wszystko kobiecie. Bill w końcu przejrzał na oczy. żyje od 2 lat w samotności, szukając rozwiązania sytuacji. Rozwód z Chinką, to nie taka łatwa sprawa. Ja słuchałam z niedowierzaniem. Ale Berni, mówił dokładnie to samo. Ba! Jego żona, nawet powiedziała, że może mieć kochankę, ona nie ma z tym problemu…o ile kasa jest w portfelu. Berni miał aż 3 kochanki, skoro pozwoliła!

Szkoda mi Billa bardzo. Sam mówi, że widzi jaki był głupi i dał się wrobić. Jest w podeszłym wieku chciał po prostu mieć kogoś z kim będzie mógł dzielić ostatnie lata życia. Nie sądził, że w tym wieku można się zakochać. Powiedział mi, że ma w swoim biurze jej zdjęcie z czasów życia w Dubaju. Patrzy i nie wie kim jest teraz ta kobieta, z którą obecnie dzieli już tylko mieszkanie….

Wulong

Po małych dandonskich górkach, nadszedł czas zmierzyć się z prawdziwa górą. Zdobyłam jeden z większych szczytów w okolicy. Nogi mnie bolały po tym, 3 dni. Ale warto było! Będąc na szczycie (szczytując ;) ), ogarnęło mnie szczęście i ulga…takie trochę oczyszczenie. To, akurat było mi bardzo potrzebne. Niewielu turystów, cisza i niesamowity spokój. Dodam, że na szczycie byłam sama.

Bajkowe widoki. Buddyjska świątynia robi niesamowite wrażenie.

DSCN5533

Herba

Przechadzałam się kiedyś ulicami Dandong i zaczepiła mnie Pani ze sklepu. To bardzo nietypowe w Chinach. Ucięłyśmy sobie pogawędkę i zaprosiła mnie do środka. Prowadzi sklep z herbatami. Pani Herbata, bo tak ją nazywam, włada dość dobrze angielskim. Nauczyła się sama, oglądając filmy. Ma nawet jakiś ulubiony o wampirach i kocha się w głównym bohaterze.

IMG_0569IMG_0570IMG_0574

Opowiada mi o herbatach, różnicach, smakach i pozwala kosztować. Parzy herbatę według rytuałów, obmywa po kilka razy wszystko itp. Ceremonia parzenia herbaty połączona z degustacją.Wyszukałam nawet, że taki pokaz można sobie zamówić do domu, w Polsce! Są dyplomowani specjaliści, którzy się tym trudnią.

Jest jedna herbata, która mnie mocno zaintrygowała. Mianowicie, taka 20 letnia (nie wiem jak się nazywa), ale jest opakowana w specjalne papiery, pachnie bardzo intensywnie i jest obrzydliwie droga. Podobno, gdy się wypije, efekt podobny do odurzenia narkotykami, tak mi powiedziała Pani Herbata. łudzę się, że kiedyś mi zaparzy. Mieć herbaciany odlot, to dopiero by byłaby heca! :D

Afera

Od wczoraj całe miasto huczy od plotek. Para Kanadyjczyków jest podejrzana, o szpiegostwo w Chinach. Podobno wyprowadzili ich w kajdankach i było mnóstwo policji czy jakiś oddziałów specjalnych. żeby było zabawniej, od kilku lat mieszkają i prowadzą w Dandong bardzo znaną kawiarnie – Peter’s Coffee. Dla mieszkańców, mekka i nagle taki strzał. Niesamowite poruszenie. Ludzie mnie pytają: Słyszałaś?Chodziłaś? Wiesz coś? Większość obcokrajowców się tam spotyka, organizują też English corner. Całe szczęście, że mnie tam nigdy nie ciągnęło…
http://www.globaltimes.cn/content/874305.shtml

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/chiny-tajemniczy-szpiedzy-na-granicy-z-korea/b4blq

Gdzie ja jestem?! : )

Zoo

Zapomniałam wspomnieć, ze w parku Jinjiang znajduje się małe zoo. Najwięcej frajdy oczywiście było z małpkami. Jedna się zabawiała, a druga próbowała otworzyć butelkę…był także niedźwiedź :)

DSCN4498DSCN4445DSCN4472