Tyram

Zdecydowałam się na prace w przedszkolu. Przed przyjazdem było kilka ofert. Dylemat był spory. Najbardziej przekonały  mnie wolne weekendy. Do tego 2 tygodnie ferii i miesiąc wakacji ( oczywiście płatny). Dobrze jest być nauczycielem w przedszkolu. Rodzice przynoszą prezenty. Ostatnio na przykład dostałam 3 pary majtek :)  Przedszkole ofiaruje nam co miesiąc dary np skrzynkę owoców czy mleka. Ogólnie dostrzegam wiecej plusów niz w szkole językowej.

Po przylocie od razu poszłam do pracy. Pierwszy wybór padł na szkole językowa. Dziwna atmosfera i zasady. Pani Kierownik kazała mi wiązać włosy, gdy wchodzę do klasy. Wydało mi się bardzo podejrzane. W Chinach takie rzeczy się nie dzieją!  Wypytałam inne nauczycielki,patrzyły na mnie jak na wariata. Ewidentnie pozazdrościła mi moich blond loków. Innego powodu nie widze.  Nie po to zapuszczałam włosy do pasa, żeby je teraz wiązać :) okazało się to być dobrym powodem do rezygnacji. Byłam tam aż 4 dni.
W przedszkolu jest dużo swobody. Pracuje od poniedziałku do piątku. Spędzam tu cały dzień. Zajmuje się wychowywaniem chińskich dzieci. Jestem bardziej wychowawca/ matka niz  nauczyciel angielskiego. Nie dotykaj! Nie ruszaj! Nie biegaj! itp Na początku nie widziałam w tym sensu, teraz zmieniłam zdanie, gdyż efektu są słyszalne. Prowadzę krótkie lekcje 25 min. Łącznie 7 godz w tygodniu.
Dzieci maja 3-4 lata. Jest ich obecnie 26. Oczywiście mam swoich ulubieńców i małe potwory, które dają popalić.
Każdy dzien wyglada tak samo. Rutyna straszna, dla mnie dzien świra, ale nie bede narzekać, bo dobrze mi płaca :) Praca nie jest rozwijająca, raczej nużąca. Nudy tygodnia wynagradzają mi wolne weekendy.
Schemat pracy w przedszkolu jest następujący:
 Rano  z wielkim uśmiechem powitanie dzieci i rodzicow. Poranna gimnastyka, śniadanie, lekcje, zabawy, lunch i 2,5 godz spania zima, 3 godz latem, to cieszy mnie bardzo.  Pózniej znowu jedzenie, lekcje, zabawy i dowidzenia z jeszcze większym uśmiechem :) Gorzej jak zostanie 1 albo 3. Trzeba z nimi siedzieć do końca.
W klasie jesteśmy 3 cały dzien. Ja, chińska nauczycielka i tak zwana ,,ciocia ” od czarnej roboty. Sprząta podaje jedzenie itp. Popołudniami przychodzi nauczyciel angielskiego.
 Dzieci maja jeszcze problemy z załatwianiem potrzeb fizjologicznych, zdarza im się często wymiotować. Nie ma się co dziwić jak wszystko musi być zjedzone. Ja im popuszczam jak nie chcą jeść, Chinki nie. Oczywiście picie cieplej wody i chodzenie do toalety co 30 min. Dzieją się tutaj  rożne idiotyzmy, których nie rozumiem i juz nawet nie staram się rozumieć. Na przykład okna musza być pootwierane, a na zewnątrz mróz. Dyra tak zarządziła. Dzieciom nie wolno jeść owoców, gdy są chore.
 Podczas drzemki często podgrzewany jest ocet w klasie, który ma pomoc na choroby. Smród niesamowity. Dzieci, gdy są chore/ przeziębione nie mogą siedzieć przy tym samym stoliku, ale ze śpią obok siebie jest juz ok. Dzieci są przekupywane słodyczami przez chińska nauczycielkę.
Moje początki były bardzo trudne. Dzieci mnie nie rozumiały, chińska nauczycielka testowała. Pokusiłbym się nawet o powiedzenie, ze toczyła się walka. Teraz jest zdecydowanie lepiej, dotarłyśmy się i ja odpuściłam.

Powroty / część 3

Oto jestem :) ponownie na chińskich ziemiach. Sama jeszcze nie dowierzam, a za chwile 4 miesiące odkąd powróciłam. Przepraszam, ze dopiero teraz. Zabrakło mi czasu, weny i pewności. Obiecuje nadrobić zaległości.

O  powrocie myślałam już od dawna, choć tym razem decyzje zapadły expresowo. Poza tym mój powrót był do przewidzenia :)

Zycie w Polsce chłosta. Milo było wrócić do ukochanego Trójmiasta, pomieszkać, pobyć ze znajomymi i rodzina. Zobaczyć jak to jest, powrócić do rzeczywistości. Zycie  na wygnaniu jest zupełnie inne. Dla mnie zdecydowanie lepsze.

W Polsce można było mnie spotkać w przestworzach. O pracy stewardessy albo jak się teraz ładnie nazywa, cabin crew można by pisać książki. Żałuje bardzo, że nie powstał blog.

Latanie chodziło mi po głowie za czasów młodości. Stwierdziłam, że jest ostatni dzwonek i spełniło się moje marzenie. Rzeczywistość jednak szybko sprowadziła mnie na ziemie. Na pewno jest to bardzo niedoceniany zawód i już dawno przestał być luksusowy. Bardzo ciężka praca fizycznie i psychicznie. A opinia, że zwiedza się świat, podróżuje , zarabia się miliony…Jest mocno przereklamowana i bawi mnie bardzo. No, chyba że pracuje się dla Emiratów ;)

Ciesze sie, że mogłam spróbować. Dużo się nauczyłam, poznałam fajnych ludzi. Najbardziej będę tęsknić za przejściem przez lotnisko w mundurze z załogą.
Niesamowite uczucie, szczególnie jak dzieci reagują: Wow mama zobacz! Pani z
samolotu. Jeszcze jedno, co nasuwa mi sie na myśl: Polacy przestańcie klaskać w samolocie! :)

Tym razem do Chin dostarczyły mnie wspomniane wcześniej Emiraty. Dziwne uczucie lecieć jako pasażer. Podróż, o dziwo bez większych przygód. Warszawa-
Dubaj- Shanghaj-Xiamen.

Jak długo zostanę?

Nie wiem. Bez większych planów, w gotowosci do powrotu.