Wiza

Odwieczny problem, który spędza mi sen z powiek na wygnaniu. Wizy pracowniczej, chyba się nigdy nie doczekam, więc trzeba  kombinować. Należy pilnować ilości dni, wyjeżdżać, wjeżdżać.

Do Hong Kongu, wybrałam się po wizę turystyczna. Niestety, nikt mnie nie uprzedził, jak bardzo cieżko ja dostać. Agencja zapewniała no problem! Szczena  mi opadła, gdy poszłam odebrać paszport, a w nim wiza na 14 dni! Aplikowałam o 2 miesiące?! Takie cuda dzieje się obecnie w Hong Kongu. Pani w agencji z uśmiechem na twarzy: sorry, ale ona nie ma wpływu na decyzje urzędników. Dramat! Dodam, iż to jedna z lepszych i sprawdzonych agencji w Hong Kong. Na koniec dodała, jeśli chcesz kolejna wizę, lepiej wyjdzie do innego kraju. Lol.
Najlepszun wyjściem  dla mnie okazał się wyjazd do Malezji. Można dostać roczna wizę biznesowa, wielokrotnego wjazdu. Jest to kosztowny wyjazd. Długo się wahałam, ale sytuacja mnie zmusiła i czas uciekał. Jeszcze przed wyjazdem do Hong Kongu czułam, ze prędzej czy pózniej wyląduje w Kuala Lumpur. Poza tym, tam  mnie jeszcze nie było ;)
Agencje, ktore pośredniczą w załatwianiu wizy a Malezji, są bardzo dobrze zorganizowane. Największy stres był, gdy trzeba wpłacić sporą sumę na konto nieznajomego, mi w banku aż nogi zadrżały. Pózniej należy kupić bilet do Malezji. Ustawiamy się z typem z agencji, w wyznaczonym przez niego hotelu. Oddajemy paszport i czekamy 4 dni. Pan sprawdza z lista kto jest, ładuje paszporty do torby i znika. Pomimo sprawdzonych opinii i zapewnień, ze wszystko będzie git,  stres jest ogromny.
 Zapomniałam dodać, iż wspaniale się złożyło, bo był ze mną Konrad. Poznaliśmy się przy okazji mieszkania w Dandong. Jego rownież zmusiła sytuacja i razem wylądowaliśmy w Kuala Lumpur.  Sama bym chyba nie dała rady :) zrobiliśmy sobie przymusowe wakacje… w sumie zasłużone!
Całe szczęście wszystko przebiegło zgodnie z planem i mogę wrócić do Chin…tylko teraz pytanie czy chce :)

Hong Kong

Ze względu na wizę, po raz kolejny musiałam wybrać się do Hong Kongu. Każdy wyjazd poza Chiny cieszy ogromnie. Dostęp do cywilizacji, Facebook czy Instagram bez vpn, szczególnie :) kulturalni ludzie. Po kilku miesiącach, mam kryzys i tak zwany hejt na Chiny. Totalne zmęczenie materiału. Nie zawsze jest kolorowo i tęsknie do ,,normalności”‚.

Pogoda niestety nie dopisała, padało przez 2 dni. Zatrzymałam się na wyspie, w mojej ulubionej części. Miałam pokój na 21 pietrze, z widokiem na miasto. Większość najważniejszych atrakcji widziałam, przy wcześniejszych wizytach. Wieczorny pokaz świateł, obowiązkowo! Spacer po centrum oraz promenada. Uwielbiam także promy ( pomimo choroby morskiej). Podróż jest krótka, ale bardzo urocza.

Hong Kong jest zdecydowanie miastem, w którym mogłabym mieszkać… ale mogłoby być trochę taniej ;) Gdyby nie problemy z wizą, wyjazd byłby udany. Niestety, okazał się stratą czasu i pieniędzy.

Komunikacja miejska

Zazwyczaj korzystałam z komunikacji miejskiej i zdecydowanie zasługuje na opisanie, gdyż to, co się w niej dzieje, bywa zaskakujące tzn ta są Chiny i nie dziwi nic ;) szczególnie rano, gdy jadę do pracy.

Mniej więcej schemat jest następujący:
Jeden dłubie w nosie, lepiąc  kulki z wydobycia. Drugi otwiera okno, chara  i zawartość laduje  na ulicy. Trzeci je makaron na śniadanie, siorbiąc tak, ze aż uszy bolą. Czwarty chrapie…piąty beka… Szósty obcina paznokcie. Siódmy ciamka soczyście, jedząc jabłko. Pozostały  tysiąc skupia sie przy wyjściu. Tłum napiera, pol autobusu ma wolne miejsca stojące…?! Nie potrafię zrozumieć  tego zjawiska. Niezapomniane wrażenie, gdy chce się wysiąść z przeładowanego autobusu. Normalnie walka o przetrwanie. Nikt się nie przesunie, nie ustąpi. Twardo stoją na środku, blokując wyjście. Najtwardsi zawodnicy to starsi ludzie.
Niezrozumiałe jest dla mnie także ustępowanie miejsca dzieciom.
Good  morning China !!!
To będzie kolejny piękny dzień

Mieszkanie

Przez pierwsze tygodnie mieszkałam u koleżanki. Niestety, jak w życiu bywa musiałam się wyprowadzić. Cieżko jest mieszkać w jednym pokoju. Moja sytuacja wciąż była niepewna i musiałam działać  szybko.

Koszt wynajmu mieszkania w Xiamen wiąże sie z dużymi wydatkami. Agencje czy właściele życzą sobie przynajmniej 2-3 miesięcznej kaucji. Czasami jeszcze dodatkowy depozyt. Można negocjować i mieć szczęście. Potrzeba również  dużo czasu na szukanie. Chińczycy mieszkają czasami w strasznych warunkach. Byłam zobaczyć kilka mieszkań. Załamać można się na dzień dobry. Już kiedyś o tym pisałam.   Przede wszystkim brudno, śmierdzi nie ma kuchni. Często jest malutki aneks albo gotuje się na balkonie. Oczywiście są nowe i piękna mieszkania, ale ceny powalają.
Pozostało mi wynajęcie pokoju lub hotel. Tym bardziej, że wtedy lokum było mi potrzebne na miesiąc. Za pomocą strony airbnb.com udało mi się znaleźć chinskie małżeństwo, w moim wieku, z wolnym pokojem. Dogadaliśmy się co do ceny.
Poza tym pomyslałam, że będzie nowe, ciekawe doświadczenie zamieszkać z Chińczykami :) pierwszego wieczoru zrobili kolacje…była pizza i coca cola. Yeah :)
Mieszkanie jest duże i nowoczesne. Jest normalna kuchnia, duży salon, czysto. Standard jest wysoki.
Moi Chińczycy pochodzą raczej z klasy średniej, ale bardzo chcą żyć jak Ci z wyższej. Przez pierwszy miesiąc byliśmy w trójkę. On zdecydował się wyjechać do brata,  do Shanghaju, w celu szukania lepszej pracy i życia.
Ona.
Angielskie imię Chloe. Polska ksywa  ,, moja żona ” Perfekcjonistka i tyranka. Matkuje wszystkim i wszystko musi mieć pod kontrola, ale nie jest groźna. Nie zwraca mi uwagi, ale np poprawia po mnie rzeczy w kuchni czy wiesza po swojemu moje pranie :) Z urody bardzo przeciętna, taki mały chiński pulpet :)
Jak na Chinkę przystało bywa wybuchowa i najgorzej jak wkurzy się na męża i zaczyna krzyczeć. Sama nie wiem, gdzie się chować. Odkąd ja poznałam mówi, że nienawidzi Chin i jej marzeniem jest Europa. Aktualnie także torebka od Michaela Corsa ;) Oczywiście wszystkim się przejmuje, ma 100 zawałów jak gdzieś jadę. Nie rozumie, że ogarniam życie i chińskie realia. Ona sama nie ma specjalnie fascynującego życia. Gdy ma wolne nie wychodzi w ogóle z domu. Sobota i niedziela w szlafroku. Leży albo siedzi przy stole  i ogłada seriale. Po powrocie z pracy pierwsze co robi ogłada  serial. Gotuje, je i chyba nawet jak bierze prysznic je ogłada. W przerwach krzyczy przez telefon :)
Ma ze mna wesoło, bo co jakiś  czas dostarczam jej emocji ;)
On.
Angielskie imię Michael. Polska ksywa, jeszcze brak. Jest typowym Chińczykiem. Cieszy sie ze wszystkiego i nie ogarnia co sie dzieje. Taki fajtłapa. Można z nim rozmawiać tylko o pieniądzach. Ile ma,  ile potrzebuje, ile chcą rodzice. Ciagle mi mówi, ze ma tyle zmartwień na głowie, bo  musi kupić dom, samochód itp. Brakuje mu kultury i ogłady. Wspólna kolacja: siorbanie, ciamkanie, bekanie nie na moje nerwy!  Z uprzejmość zjadłam kilka razy, za każdym razem mając ochote strzelić mu w pysk.
On natiomast w wolnych chwilach gra na komputerze albo ogłada koszykówkę. Oczywiście słucha  żony. Kiedyś była śmieszna sytuacja, gdy zapytałam czy napije się ze mną piwa. Powiedział: poczekaj, zapytam żony :) one przyszła, pogroziła palcem i powiedziała: dobrze, ale tylko jedno!
Przestraszony wypił jedno i poszedł spać. Cóż tak bywa :)
Oni.
Sa małżeństwem aranżowanym. Tak zdecydowali rodzice. Nasze pierwsze rozmowy dotyczyły właśnie małżeństwa i miłości, która według nich nie istnieje. Jej cieżko zrozumieć, że mogę być,  z tym kogo sama wybiorę. Mówi,że zazdrości. Pytałam jacy mężczyźni się jej podobają odpowiedziała, żadni.  Pózniej w tajemnicy przyszła mi pokazać zdjęcie koreańskiego piosenkarza. Powiedziała o ten ! :)
On musiał zapłacić jej rodzicom za zaślubienie córki. Nie pamietam ile było, ale dużo. On twierdzi, że mało. Teraz musi chłop jej zapewnić życie i spłodzić potomka, chłopca oczywiście. Dziewczyna jak juz będzie, trudno. Rodzice są bardzo obecni w życiu obojga. Wszystko jest konsultowane.
Żyją razem, a jakby osobno. Nie ma miedzy nimi czułości, namiętności. Nie chodzą za rękę, nie obejmują się. Patrzy się na nich jak na dobrych kumpli. Na początku dziwne, ale z perspektywy czasu i doświadczeń życiowych stwierdzam, to układ idealny :)