Michael Kors

Często można zauważyć, Chińczyków  noszących damskie torebki :)… i nie jest to nowa moda ;)

Oni noszą te torebki,  z ,,miłości” do swoich kobiet. Kiedy Chinka stwierdzi, że torebka jest za ciężka albo po prostu nie chce się jej nieść, poprosi mężczyznę o pomoc. On posłusznie weźmie torebkę. Temat mnie zaintrygował bardzo, gdyż myslalam, że niewiele jest sytuacji, które są mnie w stanie, jeszcze w Chinach zadziwić…
Chinki wiedza jak osiągnąć swój cel i facetów trzymaj krótko, szczególnie jeśli chodzi o pieniądze. W ogóle często funduszami zajmują się one. Nieraz słyszałam historie od Białych mężczyzn,o tym, ze proszą o numer konta albo wymarzone prezenty.
Pewnego słonecznego dnia, wybrałam się na spacer po plaży. Przecierałam oczy ze zdumienia, bo po plaży biegał Biały mężczyzna z damska torebka :) oczywiscie czyja ? Tak, Chinki!
Oczywiście od jakiego projektanta? Michael Kors!
Pomyślałam: o Boże, tylko nie to! :D
Michael Kors, to juz jakiś fenomen. Jego torebki opętały chińskie kobiety. Musiałam sprawdzić kto to jest, bo pojęcia nie miałam. Moja Chinka też tylko mówi, o jego torebkach. Wszystko przez wakacje we Włoszech, na które się wybierają i najważniejsze mąż obiecał, kupić jej torebkę od Michael Kors. Pytam czy nie cieszy się, zobaczy Włochy, jej pierwsza podróż do Europy i w ogóle WOW! Ona, no tak, ale Micheal Kors Ręce mi opadają…

Clubbing

W Xiamen można się rozerwać w chińskich i zagranicznym stylu.

Co sie dzieje w chińskich dyskach , czasami przechodzi moje pojęcie :) Białym zazwyczaj jest oferowany darmowy alkohol. Drynki albo butelka np whisky. Jakość tego alkoholu pozostawia wiele do życzenia. Na drugi dzień kac morderca albo zatrucie murowane. Chińczycy bawią się na bogato. Stoliki zastawione przekąskami, owocami, alko leje się strumieniami.
Każda impreza, to jedne wielkie show. Pokazy tańca, striptiz, występ ,, gwiazd”, dj, który udaje, że gra, pokaz mody. Podpalają bar, żonglują butelkami z ogniem ( akurat nie chińska dyska).
Biali często biorą w tym udział. To sie chyba nazywa marketing. Ale ja sie pytam, gdzie są matki tych dziewczyn, rozbierających sie na chińskiej dyskotekach?! Cieżko mi zrozumieć, nie wiem ile dostają kasy, za taki występ. Profesjonalistkami nie są, na pewno. W jednym z klubów tańczy i rozbiera się nawet mężczyzna… tu akurat, marzenia się spełniają! :D
Poza tym Chińczycy opłacają Białych, którzy siedzą w klubach i udają gości. Z tego co wiem, trzeba zagadywać gości, pozować do zdjęć, popijać drynki i udawać, że się swietnie bawi. Praca marzenie :)
Rzadko można zobaczyć tańczących Chińczyków  (nie opłaconych). Dodać należy, iż Chińczycy generalanie nie potrafią tańczyć. Chyba, ze ktoś pokaże, jak mają się ruszać. ,,Taniec” przypomina  bardziej gimnastykę/ aerobic. Preferują raczej siedzące dyski. Grają w kości, jedzą, pija i idą do domu.
Wizyta  w chińskiej dyskotece jest zdecydowanie niezapomnianym doświadczeniem.
Wspominałam juz kiedyś, że w okolicy, gdzie mieszka najwiecej Białych, znajduje się ulica z pubami. Tutaj można zapomnieć, ze jest się w Chinach. Albo słynna Havana, prowadzona przez Kolumbijczyka. Przy plaży jest kolejne godne uwagi miejsce, z fajnym wakacyjnym klimatem.
Zauważyłam, ze powstaje coraz więcej ciekawych miejsc. Nie tylko imprezowych, ale także uroczych kawiarenek czy restauracji. Jak najbardziej na plus!

Kuala Lumpur

W KL spędziłam 5 dni. Moje pierwsze wrażenia nie są dobre. A wszystko przez wygłodniałych samców. Chyba żadna kobieta, nie lubi gwałcących spojrzeń! Od razu przypomniała mi się Turcja i Kolumbia. Pierwszy hotel, który mieliśmy mieści się w Chow Kit. Tam byliśmy ustawieni z typem. Brudno i nie podobało mi się.  Musiałam założyć kapelusz, schować loki,  założyć okulary i zakryć się szalem.

Kolejne dni spędziliśmy w centrum, w chińskiej dzielnicy. Hotel był z basenem na dachu, od razu lepiej :) także się gapili, ale nie aż tak. Co prawda, prze cały pobyt nie czułam się bezpiecznie, chodząc samej po ulicach. Oprócz gapiących się samców, dużo bezdomnych i jakiś wykręconych ludzi.
Według mnie w KL  jest bardziej egzotycznie… no i cywilizacja ;) zupełnie inne powietrze, kulturalni ludzie choć mnie przeraża mieszanka ras. Jakoś wszystkich za dużo. Ale za to, jedzenie jest znakomite i tanie. Gorzej jeśli chodzi o alkohol ;)
Było bardzo gorąco i często padał deszcz. Basen na dachu uratował wakacje. Inaczej zanudziłabym się  albo spłonęła gdzieś w upale :)
Chińska dzielnica i jej okolice podobały mi się najbardziej. Indyjska również. Nawet dałam się namówić na tatuaż z henny, tak mi się klimat udzielili ;) Odwiedziłam jaskinie Batu. Możliwe, iż przez upał i tłum ludzi, chciałam uciec jak najszybciej.
Wieczorem i w ciagu dnia Petronas Towers. Wieczorem zdecydowanie robią większe wrażenie. W KL są piękne parki i ogród botaniczny. Zaplanowałam więcej atrakcji do zobaczenia, ale było tak gorąco, ze wolałam wylegiwać się na basenie i łapać mahoń ;) bardzo cieżko było wrócić do chińskiej rzeczywistości.