Epidemia

Praca z dziećmi niestety ma swoje minusy, którymi między innymi są choróbska. Dzieci, gdy są chore, przychodzą do przedszkola. Jeśli mają temperaturę, są odsyłane do domu. W innych przypadkach nie! Bardzo często mają zatrucia, wymiotują i nikt się za bardzo  nie przejmuję. I najważniejsze wszystko musi być zjedzone :) Do tego przeziębienia, infekcje. Wtedy np. nie mogą jeść przy jednym stole, owoce, chleb, słodkie bułki są zabronione?! Gdy odbierają je rodzice, stoją z boku klasy.

Sytuacja się zmieniła, bo dzieci maja ospę, różyczkę czy inne choróbsko. Zdecydowali się, zakazać przychodzenia tylko mojej klasie, przez 1 dzień! Ja niestety, musiałam przyjść i brać udział w dezynfekcji.
Dezynfekcja odbywała się ,,po chińsku”, według niewiem czyjej teorii, ale było jak zwykle ciekawie i zaskakująco ;) pierwszy etap wyniesienie wszystkiego z klasy i wystawienie na słońce ( bez mycia) słońce poczyniło naturalną dezynfekcję, jak mnie poinformowano,  nie ma potrzeby myć. Po 30 min spadł deszcz, więc musieliśmy wnieść wszystko do środka. Następnie ciotka, odprawiła rytuały dymno- octowe. Te octowe doprawiała chyba już od tygodnia. W garnku gotuję się ocet i para ma oczyści wszystko. Jaki smród temu towarzyszy, nie muszę chyba opisywać. Pózniej kadzidła, świece i totalne zadymienie klasy. Koniec dezynfekcji, odpalić klimatyzacje i otworzyć okna.
Teraz dzieci mogą,  wrócić do ,,czystego środowiska”, a ja do pracy. Tylko, że kolejny mądry ,,lekarz” zalecił, aby otwierać okna i odpalać klimatyzacje, ustawioną na min 27 stopni!Na zewnątrz ponad 30, aktualnie gotujemy się w klasie. Z tym walczę i wciąż  słyszę, doktor kazał otwierać okna, taka jest zasada i koniec kropka.  Do tego, do końca semestru nie wolno bawić się zabawkami, czytać książek. Wszystko zostało spakowane w worki i schowane w kartony. Na zewnątrz też nam nie wolno wychodzić.
Co za smutek!
Mam wrażenie momentami, że gram w słabym filmie i ktoś wyskoczy i powie: Uśmiechnij się ! Jesteś w ukrytej kamerze…

Jimei

 

Znajduję się poza wyspą.
Jest zwane wioską studencką. Bardzo ciekawe miejsce,pod względem architektury. Poza tym piękne parki, most, ogród i muzeum. Momentami miałam wrażenie, że nie jestem w Chinach. Fotorelacja jest na instagramie.
Jimei jest kojarzone z postacią Tan Kah Kee. Bardzo sławny człowiek w kraju i zagranicą. Nigdy o nim nie słyszałam i postanowiłam zagłębić wiedzę na jego temat. W skrócie biznesmen i założyciel wielu szkół, uniwersytetów i fundacji. Wielbiony przez miejscowych. W mieście widziałam jego pomniki i obrazy, plakaty itp. od dłuższego czasu zastanawiałam się kim jest?!
Zagadka została rozwiązana :)
W tym tygodniu w Chinach jest Święto   Smoczych  Łodzi. W weekend wybrałam się, żeby kibicować i zobaczyć zawody, które odbyły się na Jimei.  Wiele lat temu zapoczątkował  zawody oczywiście,  Tan Kah Kee, budując odpowiedni basen. W zawodach brały udział drużyny z Chin i Tajwanu, w sumie było  ich chyba ponad 50. Zawody trwały 2 dni. Jakoś mnie nie powaliły na kolana, miałam trochę inne wyobrażenie. Za to mogłam podziwiać, co się rzadko zdarza, pięknie umięśnione męskie ciała ;)