Tajfun Meranti

Na początku wszyscy wątpili w jego przyjście. Każdy powtarzał, będzie jak zawsze, pewnie nas ominie… Niestety, nie ominął. Nadszedł, w nocy dokładnie o 3:05. Ostatni, tak silny tajfun, był w 1949 r.

Zwolniono nas z pracy po południu, zerwał się silny wiatr i co jakiś czas padał deszcz. Pech chciał, że akurat były 3 dni wolne. Zalecenia: zrobić zakupy i nie wychodzić z domu. Moim zdaniem cieżko było przespać, co się działo w nocy. Choć moja Chinka, nic podobno nie słyszała. Ja nie wiedziałam czy chować się pod łóżko czy ratować mieszkanie. W życiu czegoś takiego nie widziałam i już nie chcę! W pewnym momencie za oknem nic nie było widać. I ten przerażający dźwięk wiatru… Wszystko fruwało. Oficjalne źrodła podają, że wiało nawet do 250 km/h. W salonie zrobił mi się basen i wodospad ze ściany. Akcja ratowania salonu trwała prawie godz. Ale to nic w porównaniu, co zobaczyłam po przebudzeniu. Relacja znajomych czy widok z okna, były przerażajace. Powalone drzewa, przewrócone samochody, rozbite szyby, okna. Część wyspy była bez wody i prądu.   Niektóre części miastma, paraliż totalny. U bas zabrakło tylko wody przez 2 dni. W sklepie kolejki i wody brak. Na osiedlu otworzona dla nas studnie, ale woda nie zdatna do picia. Oczywiście kolejka… ku mojemu zdziwieniu, gdy któryś raz zeszłam po wodę Pani robiła pranie! Tajfun, nie tajfun pranie musi być zrobione! Zablokowała kolejkę i najlepsze, że nikt się nie denerwował, nie poganiał. Pani sobie prała, reszta patrzyła. Mnie oczywiście trafił szlag grzecznie zapytałam czemu akurat teraz i że blokuje kolejkę ?! Pani odpowiedziała, iż dziecko musi mieć czysty uniform do szkoły i jak nie wyschnie i będzie brudne, nauczycielka będzie zła… A ja mowię, no ale tajfun na pewno zrozumie…Pani: nie zrozumie, ty nie wiesz…poddałam się!

Wybrałam się na spacer po okolicy, miasto w ruinie, pierwsze słowa jakie mi przychodziły. I jakie szczęście, że zalało mi tylko salon i żyje!

Oficjalne dane dotyczące strat w prowincji Fujian:

- 600.000 zniszczonych drzew

-28 osób zginęło, a 15 zaginionych -18,300 zniszczonych domów

- ekonomiczne straty na 16.9 bilionów RMB.

Trwa wielkie sprzątanie i odbudowa miasta, podnoszenie drzew. Wojsko, mieszkańcy i wolontariusze pomagają ogarnąć bałagan po tajfunów. Trzeba przyznać, że idzie sprawnie i szybko. Ale niestety tajfun zabrał uroki wyspy

Zaraz po Marenti szedł drugi tajfun Malaka, który całe szczęście nas ominął. Pojawiają się informacje, że za tydzień przyjdzie kolejny…aż strach się bać…bo zbliża się kolejne wolne i moje wakacje na Filipinach…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.