Boracay

W Chinach zbliżał się tydzień wolnego, zdecydowałam, że czas najwyższy! ruszyć na egzotyczne wakacje

Wybór padł na Filipiny, Boracay. Wyspa kochana jak i znienawidzona przez turystów. Szczerze, była jedna z najtańszych opcji Zapomniałam tylko sprawdzić pogodę i uświadomiła mnie koleżanka z pracy, Filipinka. Rozmawiamy no wow!wow! ale wiesz, że bedzie padać?! Szczęka mi opadła. Prognozy porażające: burze, ulewy… nie było aż tak źle. Troche słońca, przyjemny wiatr i troche deszczu. W sumie był jeden dzień, gdzie lało non stop. Nie przeszkodziło mi nawet w zażywaniu kąpieli ;) Ostatniego dnia pełne słońce.

Boracay ma w ofercie kilka plaż. Najpopularniejsza i doceniana, nagradzana na świecie White Beach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Są ustronne, ciche miejsca, gdzie można być samemu. Taka na przykład jest plaża Ilig-iligan czy station 3. Potwierdzę jednak, iż do szału doprawdzają plażowi handlarze. Pamiątki, naszyjniki, masaże, warkoczyki, kapelusze, dywany. Surfing, łódka, nurkowanie, czego dusza zapragnie. Najgorzej jest na White beach, nie ma 5 min spokoju. Handlujące dzieci przerażają. Oferowałam im ciastka, nie chciały. Tylko pieniądze! Mówię, że nie mam. Na co chłopiec, około 6 lat mi odpowiada: jak to nie masz?! Przecież przyjechałaś na Boracay, musisz mieć kasę…

Poza tym Filipińczycy są bardzo mili, pomocni i uśmiechnięci. Miałam tylko czasami wątpliwości, co do szczerości tej uprzejmości ;) Mnie szczególnie zachwyciła Puka Beach. Duża plaża, krystaliczna woda…mimo ulewy, było cudownie. Do tego zaprzyjaźniłam się z Panem z baru. Rozmawialiśmy o życiu, popijając rum ;) miałam obawy czy nie jest kolejnym naciągaczem. Okazał się bardzo w porządku i nawet zrobił nam domowe frytki. Nie chciał zapłaty. Mówił, że klimat psują Filipińczycy z innych wysp czy lądu, którzy chcą się szybko dorobić i liczą sie tylko pieniądze.

Podsumowując, Boracay dało mi wszystko czego, oczekiwałam. Piękne plaże, trochę raju i egzotyki. Oczywiście nie chciałam wracać do Chin mogłabym tam zostać forever!