Paxy

Czyli pasażerowie… ostatnio dużo podróżuje i bacznym okiem byłej stewy obserwuję pasażerów oraz załogi.

Zacznę od pasażerów. Zawsze myślałam, że najgorsi turyści i paxy to Rosjanie. Zmieniłam zdanie i Chińczycy, w tym rankingu wygrywają. Po doświadczeniach, wiem, że trzeba być dużo wcześniej na lotnisku. Ogromne kolejki, wycieczki stoją do odprawy. Zazwyczaj potrzebna mi tylko kartka pokładowa. Kiedyś stałam po nią 1,5 godz w kolejce, bo leciały ze mną wycieczki!  Pchają się strasznie, wpychają, mają mnóstwo bagaży. Nie ma żadnej kultury. Jak w dżungli! Kilka razy też zdarzyło się, że stojąc w kolejce, ktoś podchodzi i staje przede mną albo idzie na sam przód. Chińczycy nic nie powiedzą, nie zwrócą uwagi. Po prostu akceptują ten fakt
Podziwiam załogi, które muszą ogarniać chińskich paxów, a bywają  nieposłuszni! Standardem są kolejki po gorącą wodę i do wc. Nie zważają np na turbulencje czy że za 5 min lądujemy. Wstają, chodzą,  nie ogarniają, udają że nie słyszą…
Kilka razy zdarzyło się, że byłam jedynym białym człowiekiem na locie. Ja i 200 chińczyków próbują robić zdjęcia, zagadać no i się gapią nie są to komfortowe sytuacje i często trzeba udawać, że się śpi
Wracając z Shanghaju spotkała mnie bardzo miła niespodzianka, nie wiem czemu, przydzielono mi klasę biznes. Czułam się jak prawdziwy VIP i wtedy dopiero się gapili na tym też lotnisku , walczyłam jak lwica! o mój ulubiony czerwony lakier do paznokci, który chcieli mi wyrzucić. Nie odpuściłam i lakier poleciał ze mną
Teraz trochę o załogach. Cóż zawsze się zastanawiam, gdyby doszło do sytuacji awaryjnej czy chińska stewa uratowała by mi życie.?? Mam duże wątpliwości… niestety. Może ładnie wyglądają, ale ich zachowanie nie wzbudza zaufania. Poza tym Chińczycy na pewno uniemożliwi by ewakuacje. Zauważyłam, że w tłumie wariują czy w autobusie, na ulicy i dzieci w przedszkolu. Nie potrafię chyba dobrze opisać tego zachowania, ale jest specyficzne i powoduje u mnie duże poczucie zagrożenia…
Nie rozumiem też wyłączania calkwicie telefonu podczas lotu. Maja zupełnie inne priorytety niż w Europie. Np bardziej pilnowane  jest czy mam wyłączony telefon ( nie może być w trybie samolotowym) niż tego ze 5 min przed ładowaniem stoi kolejka do toalety. Kiedyś nie wytrzymałam i zapytałam stewy czy wie jak działa telefon w trybie samolotowym?! Odpowiedź była jak się spodziewałam : tak jest i koniec! Dostosuj się!  Nie ma komend, sprawdzanie kabiny przed startem czy lądowanie…tak na odwal się jest robione. Dzieci, starsi siedzą w wyjściach awaryjnych. Przejścia zastsawiane są bagażami. Chaos totalny…
Widzę dużo różnic i postaw niezgodnych z przepisami, które obowiązywały w mojej firmie i których pilnowano! Priorytetem było bezpieczeństwo…

Shanghaj

Tym razem przyszedł czas na mnie by udać się z wizytacją mam ostatni wjazd i niestety, z Chin nie mogę już wyjechać. W Szanghaju wcześniej byłam tylko na lotnisku.

Pojawiła się okazja, bo był długi weekend ,,kwietniówka” i mogłam w końcu odwiedzić Radka… spotkanie po latach
Zwiedzenie rozpoczęliśmy od Bund i spacer przy rzece. Widok piękny, pogoda była cudna. W końcu zrobiło się ciepło.  Jedyny minus to morze, a nawet ocean ludzi! W życiu chyba aż tyle tłumów nie widziałam. Wybraliśmy się rownież na stare miasto i do ogrodu Yuyuan, który niestety mocno nas rozczarował.
Od zawsze w Chinach fascynuje mnie technika i wieszanie prania, gdzie popadnie. Na starym mieście byłam pod wrażeniem i zdecydowanie ma swój urok. Małe uliczki, zwisające kable, a na nich rozwieszone pranie.
Super sprawą była możliwość korzystania z rowerów. Przejechaliśmy kawałek po francuskiej koncesji.
Na więcej nie starczyło czasu, gdyż potrzebowałam  wybrać się do fryzjera znalazłam Rosjankę, która ma swój salon. Coś czułam, że może nie być to najlepszy pomysł. Trochę się nie zrozumiałyśmy i z pierwszego efektu nie byłam zadowolona. Generalnie zostałam blondynką i spędziłam tam 6 godz !
Shanghai dla mnie jak najbardziej na plus i momentami czułam się jak w Madrycie stwierdzam też, że Xiamen to wioska

Poruszenie

Ostatnio spotkała mnie zabawna sytuacja… godna opisania

Wydarzenie miało miejsce na przystanku, podczas powrotu z pracy, do domu. W związku z remontami autobusy są opóźnione, korki i na prawdę nie chciało mi się czekać na autobus, który jedzie bezpośrednio do mnie. Postanowiłam, że się przesiądę. Zazwyczaj jadę autobusem o numerze 855. Tym razem wsiadłam do 856 i nagle słyszę krzyki: to nie Twój autobus! zły numer! Ogromne poruszenie na przystanku jedna Pani nawet złapała mnie za rękę mówię, że wiem. Ruch wstrzymany, kierowca krzyczy nie wiem co robić…wstyd mi trochę, bo wszyscy się gapią!

Rozpoznaje już ludzi na przystankach czy w autobusie… tylko jakoś rzadko ktoś zagada, czasami sie ktoś uśmiechnie i tyle. Nagle wielkie poruszenie. Poczułam się bardzo miło, że współtowarzysze czuwają bym wsiadła do dobrego autobusu… albo nie łamała rutyny

Wizytacje

W każdym semestrze z wizytacją przychodzą nauczyciele z innych przedszkoli oraz  specjalnie dla rodziców organizowany jest dzień otwarty. W tym semestrze w moim przedszkolu odbyło się spotkanie i konferencja nauczycieli z innych miast. Było to wielkie wydarzenie.

Każda z tych wizytacji jest odpowiednio przygotowywana. Wielkie sprzątanie, przycinanie trawy nożyczkami itp Wszystko zostaje wyreżyserowane i wiadomo, że nie jest, tak na prawdę u nas cudownie
Wraz z konferencją przeszli samych siebie… próby trwały 2 tygodnie! Rano zapewniono mnóstwo  rozrywek dla dzieci…zabawy, gry, kupiono specjalnie zabawki (więcej się nimi bawić nie będziemy…)muzyka z głośników …zazwyczaj siedzimy w klasie, gdy dzieci się schodzą i albo grają w piłkę, albo czytają książki. Później poranna gimnastyka. Terror i ćwiczenia każdego dnia, bo przecież musieliśmy wypaść perfekcyjnie. Pani dyrektor 3 razy zmieniała układ, bo jej się nie podobał. Nawet zostałam zmuszona wykonać przed nią gimnastykę wraz z innymi nauczycielami, taki egzamin
Później każda klasa prezentowała i bawiła sie zabawkami z recyklingu, które robiłyśmy przez 2 miesiące. Próby zabaw i demonstracje trwały także trochę czasu. Dzieci musiały być cicho, w tle piękna, relaksująca muzyka. Achhh jakie wspaniałe mamy przedszkole wizytacja  przechadzała się między klasami, robili zdjęcia, kręcili filmy. Nikt z nami nie rozmawiał. Czułam się jak na wystawie przydzielono mi angielski kącik, w którym czytałam bajki i zachęcałam dzieci do opowiadania ich własnych. Popis musiał być i wiadomo: show must go on! Dodam, że jestem dumna z moich dzieci, bo niektóre opowiadają już bajki po angielsku.
Trochę inaczej wyglada wizytacja rodziców. Prezentowane są lekcje moje i chińskiej nauczycielki. Oczywiście musi być Wow! 2 miesiące wcześniej,  moja szefowa wysyła mnie do innej klasy, abym zaprezentowała co mam zamiar zrobić. Dla moich dzieci ma być niespodzianka!
Ostatnim razem widziałam, że lekcja jej się podobała, ale taki chiński zwyczaj chyba, że do czegoś musi sie przyczepić i zmienić (czytaj zrujnować mi lekcje). Wymyślają takie rzeczy czasami, że ręce opadają. Odkąd tu pracuje nigdy nie usłyszałam pochwały, wytykane są tylko błędy albo czepiają się o jakieś bzdury że np nie tak robię skłon podczas porannej gimnastyki  doprowadza mnie do szału i cieżko z nimi prowadzić dyskusję i współpracę. Wybucham czasami niepotrzebnie, bo i tak nic się nie zmieni. Niestety!
I tak jestem w dobrej sytuacji, bo widzę jak traktowane są chińskie nauczycielki i czasami moja partnerka przychodzi po spotkaniu wkurzona i się żali. One nie mogą dyskutować ani ,,się postawić”, bo stracą prace. Mi czasami jest wszystko jedno
Aktualnie znowu trwa walka o otwieranie okien… jest zimno. Ja chodzę zamykam, ciotka chodzi otwiera i skarży na mnie. Oni kochają przeciągi i wierzą jak mi ostatnio powiedziano, że chroni  ich od chorób. U nas jest trochę inaczej. Jeśli mi jest zimno naturalnie, dużo się nie zastanawiając idę i okna zamykam… no, ale….
Po prezentacji lekcji, organizowane są gry z rodzicami lub nowością w tym roku  było wspólne robienie i  gotowanie pierogów. Po każdej wizycie rodzice wystawiają opinie. Mnie kochają…także nie zostałam wezwana na dywanik