Wizytacje

W każdym semestrze z wizytacją przychodzą nauczyciele z innych przedszkoli oraz  specjalnie dla rodziców organizowany jest dzień otwarty. W tym semestrze w moim przedszkolu odbyło się spotkanie i konferencja nauczycieli z innych miast. Było to wielkie wydarzenie.

Każda z tych wizytacji jest odpowiednio przygotowywana. Wielkie sprzątanie, przycinanie trawy nożyczkami itp Wszystko zostaje wyreżyserowane i wiadomo, że nie jest, tak na prawdę u nas cudownie
Wraz z konferencją przeszli samych siebie… próby trwały 2 tygodnie! Rano zapewniono mnóstwo  rozrywek dla dzieci…zabawy, gry, kupiono specjalnie zabawki (więcej się nimi bawić nie będziemy…)muzyka z głośników …zazwyczaj siedzimy w klasie, gdy dzieci się schodzą i albo grają w piłkę, albo czytają książki. Później poranna gimnastyka. Terror i ćwiczenia każdego dnia, bo przecież musieliśmy wypaść perfekcyjnie. Pani dyrektor 3 razy zmieniała układ, bo jej się nie podobał. Nawet zostałam zmuszona wykonać przed nią gimnastykę wraz z innymi nauczycielami, taki egzamin
Później każda klasa prezentowała i bawiła sie zabawkami z recyklingu, które robiłyśmy przez 2 miesiące. Próby zabaw i demonstracje trwały także trochę czasu. Dzieci musiały być cicho, w tle piękna, relaksująca muzyka. Achhh jakie wspaniałe mamy przedszkole wizytacja  przechadzała się między klasami, robili zdjęcia, kręcili filmy. Nikt z nami nie rozmawiał. Czułam się jak na wystawie przydzielono mi angielski kącik, w którym czytałam bajki i zachęcałam dzieci do opowiadania ich własnych. Popis musiał być i wiadomo: show must go on! Dodam, że jestem dumna z moich dzieci, bo niektóre opowiadają już bajki po angielsku.
Trochę inaczej wyglada wizytacja rodziców. Prezentowane są lekcje moje i chińskiej nauczycielki. Oczywiście musi być Wow! 2 miesiące wcześniej,  moja szefowa wysyła mnie do innej klasy, abym zaprezentowała co mam zamiar zrobić. Dla moich dzieci ma być niespodzianka!
Ostatnim razem widziałam, że lekcja jej się podobała, ale taki chiński zwyczaj chyba, że do czegoś musi sie przyczepić i zmienić (czytaj zrujnować mi lekcje). Wymyślają takie rzeczy czasami, że ręce opadają. Odkąd tu pracuje nigdy nie usłyszałam pochwały, wytykane są tylko błędy albo czepiają się o jakieś bzdury że np nie tak robię skłon podczas porannej gimnastyki  doprowadza mnie do szału i cieżko z nimi prowadzić dyskusję i współpracę. Wybucham czasami niepotrzebnie, bo i tak nic się nie zmieni. Niestety!
I tak jestem w dobrej sytuacji, bo widzę jak traktowane są chińskie nauczycielki i czasami moja partnerka przychodzi po spotkaniu wkurzona i się żali. One nie mogą dyskutować ani ,,się postawić”, bo stracą prace. Mi czasami jest wszystko jedno
Aktualnie znowu trwa walka o otwieranie okien… jest zimno. Ja chodzę zamykam, ciotka chodzi otwiera i skarży na mnie. Oni kochają przeciągi i wierzą jak mi ostatnio powiedziano, że chroni  ich od chorób. U nas jest trochę inaczej. Jeśli mi jest zimno naturalnie, dużo się nie zastanawiając idę i okna zamykam… no, ale….
Po prezentacji lekcji, organizowane są gry z rodzicami lub nowością w tym roku  było wspólne robienie i  gotowanie pierogów. Po każdej wizycie rodzice wystawiają opinie. Mnie kochają…także nie zostałam wezwana na dywanik

Możliwość komentowania jest wyłączona.