Shanghaj

Tym razem przyszedł czas na mnie by udać się z wizytacją mam ostatni wjazd i niestety, z Chin nie mogę już wyjechać. W Szanghaju wcześniej byłam tylko na lotnisku.

Pojawiła się okazja, bo był długi weekend ,,kwietniówka” i mogłam w końcu odwiedzić Radka… spotkanie po latach
Zwiedzenie rozpoczęliśmy od Bund i spacer przy rzece. Widok piękny, pogoda była cudna. W końcu zrobiło się ciepło.  Jedyny minus to morze, a nawet ocean ludzi! W życiu chyba aż tyle tłumów nie widziałam. Wybraliśmy się rownież na stare miasto i do ogrodu Yuyuan, który niestety mocno nas rozczarował.
Od zawsze w Chinach fascynuje mnie technika i wieszanie prania, gdzie popadnie. Na starym mieście byłam pod wrażeniem i zdecydowanie ma swój urok. Małe uliczki, zwisające kable, a na nich rozwieszone pranie.
Super sprawą była możliwość korzystania z rowerów. Przejechaliśmy kawałek po francuskiej koncesji.
Na więcej nie starczyło czasu, gdyż potrzebowałam  wybrać się do fryzjera znalazłam Rosjankę, która ma swój salon. Coś czułam, że może nie być to najlepszy pomysł. Trochę się nie zrozumiałyśmy i z pierwszego efektu nie byłam zadowolona. Generalnie zostałam blondynką i spędziłam tam 6 godz !
Shanghai dla mnie jak najbardziej na plus i momentami czułam się jak w Madrycie stwierdzam też, że Xiamen to wioska

Możliwość komentowania jest wyłączona.