Makau

Kolejne 30 dni minęło, nie wiem kiedy ?! Czas na kolejne miejsce z listy weekend w Makau…które nie należy do najtańszych, szczególnie noclegi. Hotel kosztował mnie 2 razy tyle, co bilet lotniczy.

Makau…niby -Chiny, niby- Portugalia, niby-Las Vegas. Pełna ekscytacja! Byłam bardzo ciekawa tego połączenia. Nie rozczarowałam się

No i kasyna! Nigdy nie byłam, wiec mój pierwszy raz. Grać nie potrafię, ale za to jestem dobrym obserwatorem nie ukrywam, że obudziła się chęć wygrania milionów Kasyna, hotele robią spektakularne wrażenie nocą. Za dnia miasto wyglada zupełnie inaczej. Wszędzie pełen luksus, światła, wizualizacje na budynkach. Odwiedziłam ich kilka, niestety w końcu nie zagrałam i milionów nie wygrałam. Co mnie zaskoczyło, to spokój jaki tam panuje i cisza, pomimo tego iż jest pełno ludzi…miałam też wrażenie, że cały czas mnie ktoś obserwuje Intrygujące są pokoje VIP, w których nie widać kto gra, tylko pokazuje się info jaki jest zakład. Zer nie mogłam się doliczyć !

Standardowo narobiłam kilometrów, przydałyby się plastry chłodzące… weszłam na 2 góry i widziałam wszystkie główne atrakcje oraz hotele. Zawsze sobie obiecuję, że tym razem na spokojnie, ale chęć poznania nowego miasta wygrywa

Makau jest idealne na weekend i bardzo mi się podobało. Powiew starej Europy i Chin. W niektórych miejscach można rzeczywiście poczuć się jak w Portugalii, a nawet Wenecji czy Paryżu (Hotel Venetian czy Parisian obowiązkowo). Myślę, że jeszcze kiedyś wrócę… po moje miliony

Możliwość komentowania jest wyłączona.