Seul

W tym roku aż 8 dni wolnego  z okazji chińskich świąt.  Niestety oszaleli z cenami i rajskie wyspy odpadły. Najtańszą opcją, okazała się Korea Południowa i Seoul. Zawsze chodził mi po głowie, bo w Północnej już byłam, więc  why not

Lot bezpośredni z Xiamen niecałe 3 godz. Musiałam też wyjechać,  ze względu na wizę.  Niestety tym razem, co 30 dni, muszę opuścić chińskie ziemie. Jest mega uciążliwe!
Jestem pod wrażeniem lini lotniczej KoreanAir już przy check in wszystko zorganizowane, wytłumaczone, doskonałe podejście do chińskich pasażerów. Piękne stewardesy, dobre jedzenie, samolot w bardzo dobrym stanie.  Lot bardzo przyjemny i ciekawy przedsmak Korei.
W sumie spędziłam 3 pełne dni w stolicy. Dość intensywnie, bo chciałam zobaczyć jak  najwiecej. Narobiłam kilometrów, aż musiałam kupić plastry chłodzące na stopy
Wszystkie główne atrakcje zaliczone. Największe wrażenie zrobiła na mnie wioska Bukchon Hanok oraz Ihwa ( artystyczna wioska). Z której rozciąga się piękny widok na miasto i sąsiaduje z murem obronnym miasta.
Poza tym sam Seoul lekko mnie rozczarował. Dzielnica Gangam też nie porwała mnie do tańca ;)   Nie wiem dlaczego?! Myślałam, że będzie bardzo nowocześnie z odjechanymi ludźmi? Podobnie jak w Japonii….coś mi się pomyliło :/
Było podobnie jak w Chinach( tutaj jest zdecydowanie bardziej odjechanie :)) i na Tajwanie. Z tym, że Koreańczycy  są bardzo  kulturalni i ukłony dodają im uroku  Mam też mieszane uczucia, co do tradycyjnego strój hanbok, który można sobie wypożyczyć na godziny i przechadzać się po ulicach. Odniosłam wrażenie, ze biznes został stworzony specjalnie dla Chińczyków ;) oczywiście przynosi miliony ! Nie powiem dodaje  klimatu i przechadzając się po mieście można podziwiać piękne stroje.
Ale jednak wolałbym podziwiać Koreanki, a tak cieżko rozpoznać kto jest prawdziwy,  a kto przebrany.
Bardzo podoba mi się rownież koreański damski styl ubierania i nie dziwię się, że Chinki kopiują i za nim szaleją. W Chinach  można dostać podobne ubrania za połowę ceny. Jak większość rzeczy…Seoul niestety, wydał mi się  bardzo drogi. Padło kilka razy pytanie od znajomych czy bym wróciła do Seulu ?!Raczej nie…

Polandia

Standardowo były problemy z dostaniem wizy. W końcu się udało i ponownie wylądowałam na chińskich ziemiach… już jest tak, jakbym wracała do domu Choć tym razem nie poznałam swojej dzielnicy ?! Wszystko przebudowane, udekorowane i mega czysto! Postarali sie na BRICS. Jestem pod wrażeniem, ale w niektórych miejscach, wygląda jak ułożone z klocków lego i można poczuć sie jak w Korei Północnej

Cieżko było wrócić do pracy po 3 miesiącach przerwy… tym bardziej, że dużo pracy na mnie czekało i ostatni rok z moją klasą. Chyba mi serce pęknie i nie wiem jak przeżyje rozstanie. Bardzo się zżyliśmy. Podczas wakacji otrzymywałam dużo wiadomości, że tęsknią i kochają. Teraz tylko pytają czy nie wyjadę i wiszą na mnie cały dzień Bardzo miłe uczucie. Czuje się doceniona i super widzieć owoce pracy. Rodzice też dziękują za ciężka prace/ pracodawca niekoniecznie myślałam o zmianie…ale nie mogłabym ich zostawić.

Trochę, o tym co działo sie w Polsce, a działo sie wiele Nie koniecznie dobrego… Przede wszystkim pogoda! Pozniej kłopoty u dentysty, fryzjera itp największym załamaniem była kradzież pieniędzy z konta. Myślałam, że tylko w filmach, dzieją się takie rzeczy. Człowiek śpi słodko i po przebudzeniu dostaje wiadomość z banku, że chyba okradli Pani konto…sto zawałów serca, wyjaśnienia, bank, policja. Ktoś zrobił zakupy z mojego konta w USA, płacąc czeskimi koronami, ze złotówkowego konta. Nakupił sobie sprzętu elektronicznego i konto wyczyścił mi do 0zl. Po kilku dniach nerwów i bycia bez grosza przy duszy, bank w końcu zwrócił pieniądze. Co więcej, moje konto ma wszystkie usługi zabezpieczające (usługi 3D, SMS itp )żadne z nich nie zadziałało. Nie muszę już chyba opisywać, jaki koszmar przeżyłam.

Tutaj przy okazji  też pochwale chiński system i płatności wechat. Od dłuższego czasu nie używam gotówki, wszystkie płatności idą z aplikacji, za dotknięciem palca i wpisaniu kodu. U nas pewnie jeszcze kilka lat zanim wejdzie w życie… czytałam, że już nawet linie lotnicze Qatar i Emirates wprowadzają płatności wechat, bo Chińczycy je kochają. I ja też…

Fajnie jest wrócić tym bardziej, że znowu były wakacje

Langkawi

 

Najpopularniejsza wyspa Malezji i podobno najbardziej  oblegana. Bezcłowy raj dla turystów. Bałam sie o pogodę, bo prognozy, oczywiście deszcz. Okazało sie być całkiem przyjemnie. Trochę chmur, słońca, bez upału…dla mnie idealnie. Plusem był też brak tłumów, bo tak zwany low season. Na wyspie spędziłyśmy tydzień. Z doświadczenia już wiem, że to długo… za długo. Przeważnie 4- 5 wystarczy.  Czy można się zmęczyć i znudzić wakacjami? Można
Całe szczęście na wyspie jest co robić i zwiedzać. Moje obserwacje trochę drogo i akurat był ramadan. Podczas wcześniejszego pobytu w Kuala Lumpur, od razu wiedziałam, że nie chciałabym mieszkać w Malezji
Wyspa Langkawi ma przepiękną roślinność i widoki. Góry, morze. Woda w morzu nie jest krystaliczna, ale za to podgrzewana W ofercie dużo sportów wodnych, wodospady, dżungla, lasy. Najwieksza atrakcją jest wyciąg  i wiszący most. Robi wrażenie i przepiękne widoki. Przyznam się, że mnie na moście sparaliżowało i niestety zawróciłam. Dużo ludzi i cały się trząsł…emocje były duże
Oprócz tego kilka ciekawych plaż. Są jak wszędzie miejsca , gdzie można mieć plaże tylko dla siebie, to lubię najbardziej. Do tego malownicze zachody słońca.
Wybrałyśmy się także na inne wyspy (standardowy pakiet) i jezioro na morzu. Według legendy kobiety, które nie mogą mieć dzieci, po kąpieli w tym jeziorze, zachodzą w ciążę. Sama wyspa kształtem ma przypominać leżącą kobietę w ciąży. Karmienie orłów i Palam  Basar -wyspa, gdzie można odpocząć i popływać.
Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na wakacje przed pobytem w Polsce, bo pogoda nad morzem niestety nie rozpieszcza. Piękną mamy jesień latem…

BRICS

Czyli co to i jak utrudnia mi życie Są to kraje rozwijające się: Brazylia, Rosja Indie, Chiny i RPA.  We wrześniu będzie spotkanie. Xiamen, już o tym wspominałam, jest miastem goszczącym. Dlatego też, muszę udać się na długie wakacje… aż 3 miesiące. Nie wiem czy się cieszę…czy też nie?!  Złożyło się też tak, że kończy mi się wiza i  paszport. Najpierw lecę do Malezji, gdzie  miałam wyrobić wizę…nie wyszło postanowiłam nie tracić biletu i zostanę tydzień na  Langkawi,  a resztę czasu spędzę w Polsce.

Najważniejsze jest bezpieczeństwo… jest bardzo dużo kontroli policji w pracy i w domach. Ostatnio nawet poszukiwała mnie lokalna policja. Maskara, ile się stresu najadłam… oczywiście nie potrzebnie, bo musieli sprawdzić tylko mój paszport i okazali sie być sympatyczni.
Xiamen do września ma się stać miastem pierwszego świata, nie tylko wizualnie najważniejsze zmiany jakie zauważam: segregacji śmieci, dzieci w szkole uczą sie jak to robić, na mieście śmietniki, programy informacyjne w autobusach, na osiedlach. Zmieniają  nazwy ulic na angielskie. Obowiązują  zakazy jedzenia w autobusach (tylko niektóre linie na początek) w końcu!!!!  Sadzą jak szaleni kwiaty, palmy, krzaki.  Odnawiają budynki od strony ulic malują trawę
Moim zdaniem zamiast kontrolować obcokrajowców, malować trawę etc  powinni zacząć od Chińczyków i uczyć jak sie zachowywać w cywilizowanym kraju. Uczyć  kultury i dobrych manier, bo niestety Chińczycy nie są dobra wizytówka Chin ktoś kiedyś powiedział, że Chiny byłyby zajebiste, gdyby nie Chińczycy… zgadzam się w 100 %… choć z drugiej strony nie byłoby się na kogo wkurzać Po ponad 3 latach wciąż nie mogę się przywyczaić czy zaakceptować niektórych zwierzęcych zachowań… charkanie, siorbanie czy załatwianie potrzeb fizjologicznych (nie tylko dzieci) gdzie popadnie. Ostatnio, ktoś zrobił zdjęcie mężczyzny sikającego przed dworcem …w biały dzień …idealnie nadaje się na reklamę BRICS Welcome to China

Paxy

Czyli pasażerowie… ostatnio dużo podróżuje i bacznym okiem byłej stewy obserwuję pasażerów oraz załogi.

Zacznę od pasażerów. Zawsze myślałam, że najgorsi turyści i paxy to Rosjanie. Zmieniłam zdanie i Chińczycy, w tym rankingu wygrywają. Po doświadczeniach, wiem, że trzeba być dużo wcześniej na lotnisku. Ogromne kolejki, wycieczki stoją do odprawy. Zazwyczaj potrzebna mi tylko kartka pokładowa. Kiedyś stałam po nią 1,5 godz w kolejce, bo leciały ze mną wycieczki!  Pchają się strasznie, wpychają, mają mnóstwo bagaży. Nie ma żadnej kultury. Jak w dżungli! Kilka razy też zdarzyło się, że stojąc w kolejce, ktoś podchodzi i staje przede mną albo idzie na sam przód. Chińczycy nic nie powiedzą, nie zwrócą uwagi. Po prostu akceptują ten fakt
Podziwiam załogi, które muszą ogarniać chińskich paxów, a bywają  nieposłuszni! Standardem są kolejki po gorącą wodę i do wc. Nie zważają np na turbulencje czy że za 5 min lądujemy. Wstają, chodzą,  nie ogarniają, udają że nie słyszą…
Kilka razy zdarzyło się, że byłam jedynym białym człowiekiem na locie. Ja i 200 chińczyków próbują robić zdjęcia, zagadać no i się gapią nie są to komfortowe sytuacje i często trzeba udawać, że się śpi
Wracając z Shanghaju spotkała mnie bardzo miła niespodzianka, nie wiem czemu, przydzielono mi klasę biznes. Czułam się jak prawdziwy VIP i wtedy dopiero się gapili na tym też lotnisku , walczyłam jak lwica! o mój ulubiony czerwony lakier do paznokci, który chcieli mi wyrzucić. Nie odpuściłam i lakier poleciał ze mną
Teraz trochę o załogach. Cóż zawsze się zastanawiam, gdyby doszło do sytuacji awaryjnej czy chińska stewa uratowała by mi życie.?? Mam duże wątpliwości… niestety. Może ładnie wyglądają, ale ich zachowanie nie wzbudza zaufania. Poza tym Chińczycy na pewno uniemożliwi by ewakuacje. Zauważyłam, że w tłumie wariują czy w autobusie, na ulicy i dzieci w przedszkolu. Nie potrafię chyba dobrze opisać tego zachowania, ale jest specyficzne i powoduje u mnie duże poczucie zagrożenia…
Nie rozumiem też wyłączania calkwicie telefonu podczas lotu. Maja zupełnie inne priorytety niż w Europie. Np bardziej pilnowane  jest czy mam wyłączony telefon ( nie może być w trybie samolotowym) niż tego ze 5 min przed ładowaniem stoi kolejka do toalety. Kiedyś nie wytrzymałam i zapytałam stewy czy wie jak działa telefon w trybie samolotowym?! Odpowiedź była jak się spodziewałam : tak jest i koniec! Dostosuj się!  Nie ma komend, sprawdzanie kabiny przed startem czy lądowanie…tak na odwal się jest robione. Dzieci, starsi siedzą w wyjściach awaryjnych. Przejścia zastsawiane są bagażami. Chaos totalny…
Widzę dużo różnic i postaw niezgodnych z przepisami, które obowiązywały w mojej firmie i których pilnowano! Priorytetem było bezpieczeństwo…

Shanghaj

Tym razem przyszedł czas na mnie by udać się z wizytacją mam ostatni wjazd i niestety, z Chin nie mogę już wyjechać. W Szanghaju wcześniej byłam tylko na lotnisku.

Pojawiła się okazja, bo był długi weekend ,,kwietniówka” i mogłam w końcu odwiedzić Radka… spotkanie po latach
Zwiedzenie rozpoczęliśmy od Bund i spacer przy rzece. Widok piękny, pogoda była cudna. W końcu zrobiło się ciepło.  Jedyny minus to morze, a nawet ocean ludzi! W życiu chyba aż tyle tłumów nie widziałam. Wybraliśmy się rownież na stare miasto i do ogrodu Yuyuan, który niestety mocno nas rozczarował.
Od zawsze w Chinach fascynuje mnie technika i wieszanie prania, gdzie popadnie. Na starym mieście byłam pod wrażeniem i zdecydowanie ma swój urok. Małe uliczki, zwisające kable, a na nich rozwieszone pranie.
Super sprawą była możliwość korzystania z rowerów. Przejechaliśmy kawałek po francuskiej koncesji.
Na więcej nie starczyło czasu, gdyż potrzebowałam  wybrać się do fryzjera znalazłam Rosjankę, która ma swój salon. Coś czułam, że może nie być to najlepszy pomysł. Trochę się nie zrozumiałyśmy i z pierwszego efektu nie byłam zadowolona. Generalnie zostałam blondynką i spędziłam tam 6 godz !
Shanghai dla mnie jak najbardziej na plus i momentami czułam się jak w Madrycie stwierdzam też, że Xiamen to wioska

Poruszenie

Ostatnio spotkała mnie zabawna sytuacja… godna opisania

Wydarzenie miało miejsce na przystanku, podczas powrotu z pracy, do domu. W związku z remontami autobusy są opóźnione, korki i na prawdę nie chciało mi się czekać na autobus, który jedzie bezpośrednio do mnie. Postanowiłam, że się przesiądę. Zazwyczaj jadę autobusem o numerze 855. Tym razem wsiadłam do 856 i nagle słyszę krzyki: to nie Twój autobus! zły numer! Ogromne poruszenie na przystanku jedna Pani nawet złapała mnie za rękę mówię, że wiem. Ruch wstrzymany, kierowca krzyczy nie wiem co robić…wstyd mi trochę, bo wszyscy się gapią!

Rozpoznaje już ludzi na przystankach czy w autobusie… tylko jakoś rzadko ktoś zagada, czasami sie ktoś uśmiechnie i tyle. Nagle wielkie poruszenie. Poczułam się bardzo miło, że współtowarzysze czuwają bym wsiadła do dobrego autobusu… albo nie łamała rutyny

Wizytacje

W każdym semestrze z wizytacją przychodzą nauczyciele z innych przedszkoli oraz  specjalnie dla rodziców organizowany jest dzień otwarty. W tym semestrze w moim przedszkolu odbyło się spotkanie i konferencja nauczycieli z innych miast. Było to wielkie wydarzenie.

Każda z tych wizytacji jest odpowiednio przygotowywana. Wielkie sprzątanie, przycinanie trawy nożyczkami itp Wszystko zostaje wyreżyserowane i wiadomo, że nie jest, tak na prawdę u nas cudownie
Wraz z konferencją przeszli samych siebie… próby trwały 2 tygodnie! Rano zapewniono mnóstwo  rozrywek dla dzieci…zabawy, gry, kupiono specjalnie zabawki (więcej się nimi bawić nie będziemy…)muzyka z głośników …zazwyczaj siedzimy w klasie, gdy dzieci się schodzą i albo grają w piłkę, albo czytają książki. Później poranna gimnastyka. Terror i ćwiczenia każdego dnia, bo przecież musieliśmy wypaść perfekcyjnie. Pani dyrektor 3 razy zmieniała układ, bo jej się nie podobał. Nawet zostałam zmuszona wykonać przed nią gimnastykę wraz z innymi nauczycielami, taki egzamin
Później każda klasa prezentowała i bawiła sie zabawkami z recyklingu, które robiłyśmy przez 2 miesiące. Próby zabaw i demonstracje trwały także trochę czasu. Dzieci musiały być cicho, w tle piękna, relaksująca muzyka. Achhh jakie wspaniałe mamy przedszkole wizytacja  przechadzała się między klasami, robili zdjęcia, kręcili filmy. Nikt z nami nie rozmawiał. Czułam się jak na wystawie przydzielono mi angielski kącik, w którym czytałam bajki i zachęcałam dzieci do opowiadania ich własnych. Popis musiał być i wiadomo: show must go on! Dodam, że jestem dumna z moich dzieci, bo niektóre opowiadają już bajki po angielsku.
Trochę inaczej wyglada wizytacja rodziców. Prezentowane są lekcje moje i chińskiej nauczycielki. Oczywiście musi być Wow! 2 miesiące wcześniej,  moja szefowa wysyła mnie do innej klasy, abym zaprezentowała co mam zamiar zrobić. Dla moich dzieci ma być niespodzianka!
Ostatnim razem widziałam, że lekcja jej się podobała, ale taki chiński zwyczaj chyba, że do czegoś musi sie przyczepić i zmienić (czytaj zrujnować mi lekcje). Wymyślają takie rzeczy czasami, że ręce opadają. Odkąd tu pracuje nigdy nie usłyszałam pochwały, wytykane są tylko błędy albo czepiają się o jakieś bzdury że np nie tak robię skłon podczas porannej gimnastyki  doprowadza mnie do szału i cieżko z nimi prowadzić dyskusję i współpracę. Wybucham czasami niepotrzebnie, bo i tak nic się nie zmieni. Niestety!
I tak jestem w dobrej sytuacji, bo widzę jak traktowane są chińskie nauczycielki i czasami moja partnerka przychodzi po spotkaniu wkurzona i się żali. One nie mogą dyskutować ani ,,się postawić”, bo stracą prace. Mi czasami jest wszystko jedno
Aktualnie znowu trwa walka o otwieranie okien… jest zimno. Ja chodzę zamykam, ciotka chodzi otwiera i skarży na mnie. Oni kochają przeciągi i wierzą jak mi ostatnio powiedziano, że chroni  ich od chorób. U nas jest trochę inaczej. Jeśli mi jest zimno naturalnie, dużo się nie zastanawiając idę i okna zamykam… no, ale….
Po prezentacji lekcji, organizowane są gry z rodzicami lub nowością w tym roku  było wspólne robienie i  gotowanie pierogów. Po każdej wizycie rodzice wystawiają opinie. Mnie kochają…także nie zostałam wezwana na dywanik

Bangkok

Rok minął, nie wiem kiedy…z końcem wizy tzn ostatnim wjazdem, zdecydowałam wybrać się do Bangkoku. Tajwan, Hong Kong mi się znudziły

W stolicy Tajlandii spędziłam 2,5 dnia. Tym razem postanowiłam wybrać najciekawsze atrakcje i bardziej na spokojnie. Temperatury też powstrzymały mój apetyt na zwiedzanie. Gorąc niesamowity! Nie będę ukrywać, ale byłam spragniona słońca. W Chinach wciąż zimno, szaroburo i pada.

Do Bangkoku dotarłam w piątek popołudniu. Zapomniałam, że jest wciąż w żałobie. Trochę przerażajace czarne wstążki, zdjęcia zmarłego króla, kwiaty, ołtarze. W weekend mieszkańcy przychodzą pod pałac ubrani na czarno i modlą się za króla. Zwiedzanie rozpoczęłam od słynnej ulicy Kaoshan i okolic. Boże! Co tam się dzieje! Ulica rozpusty niestety, nie zachwyciła mnie specjalnie. Wcześniej czytałam, że jest wprowadzeniem do Azji i ochy, achy… ja bardziej czułam się jak w Europie. Trochę smutny widok, widząc tylu uchylanych białych, przewracających się na ulicy jak dla mnie z Azją ma to mało wspólnego i Ci przeklęci naganiacze. Masaż? Kolacja? Drink? A może skorpiona/ pająka? Na nic się nie skusiłam…

Sobotę rozpoczęłam od Wat Arun. Popływałam łódka po rzece, odwiedziłam China Town. Zawsze mnie ciekawi jak jest?! Nie zawiodłam się, Chiny w pełnym wydaniu. Masa ludzi, bałagan, stragany i chaos wszędzie. Ma swój urok. Reszta dnia została przeznaczona na leniuchowanie nad basenem Na niedziele zaplanowałam Wielki Pałac Królewski i Wat Po. Pod pałacem tłumy ludzi, ukrop niesamowity, niekończące się kolejki. Poddałam się i nie weszłam do środka. Szkoda było mi czasu. W Wat Po było już lepiej i udało mi się zobaczyć wszystko. Pózniej relaks i wieczorem na lotnisko. Wydaje mi się, że przydałby mi się jeszcze jeden dzień. Ale i tak jestem zachwycona moimi mini wakacji. Najchętniej latałabym co weekend

Bangkok mi się bardzo podoba, trochę egzotyki i trochę normalności. Przyznam się też, że zwróciłam uwagę tajskich policjantów i generalnie wszystkich mundurowych jest coś pociągającego w ich mundurach…takie ładnie dopasowane, te kolory … a z drugiej strony Biali mężczyźni w luźnych spodniach, w słoniki…nie koniecznie

BiciLove

Od dłuższego czasu, myślałam o zakupie  roweru…ale nie mam, go gdzie trzymać…i nagle w mieście pojawiły się rowery, które wypożyczamy, korzystając z aplikacji. 1 godzina, kosztuje 1 RMB. Do wyboru mamy żółte, białe, pomarańczowe i coraz więcej kolorów się pojawia. Należy  wpłacić kaucje i wysłać skan paszportu. Rowery zostawiamy, gdzie chcemy. Super pomysł! Szkoda tylko, że nie wszyscy tak uważają i nie szanują. Niektóre rowery są bardzo zniszczone. Mają podkręcane  koła, siodełka, bez kierownicy, porzucone gdzieś w kontach. Niektórzy mówią, że robi to konkurencja. Możliwe…U mnie na przykład sąsiad wymontował zabezpieczenie i jeździ za darmo. Założył swoje zabezpieczenie, pózniej rower przemalował. Można? Można!

Ja bym nawet na to nie wpadła
Pojawił się problem z pozostawianiem rowerów, gdzie popadnie. W niektórych miejscach nie pozwalają i kilkakrotnie widziałam, jak ochroniarze np. ze sklepów rzucają rowery na ulice czy w krzaki. Miasto postanowiło zrobić parkingi, ale niewiele pomogło.
Teraz trochę o jeździe na rowerze. Pisałam już kiedyś o sztuce przechodzenia przez ulice. Jeżdżąc na rowerze trzeba być prawdziwym mistrzem! Na jezdni czy ścieżkach rowerowych nie ma żadnej kultury. Zasada jest prosta: kto pierwszy, ten lepszy. Samochód w Chinach oznacza władze i pieniądze: Wszyscy z drogi, bo jadę ja i mój zajebisty samochód! Nikt nie ustąpi, oczy trzeba mieć dookoła głowy. Inni rowerzyści, czy motocykliści wjeżdżają w siebie, trąbienie i dzwonienie. Plus wiele osób nie do końca potrafi jeździć, na tych rowerach, mają problemy z koordynacją.   Piesi, oczywiście chodzą jak święte krowy, szczególnie, po ścieżkach rowerowych.  W Polsce też się zdarza, ale my przynajmniej się rozglądamy! Można dostać nerwicy i co się naprzeklinam… szczególnie  rano, bo postanowiłam dojeżdżać do pracy rowerem.
Jeszcze praktycznie całe miasto w przebudowie. Duże utrudnienia w ruchu. We wrześniu Xiamen będzie gościć prezydentów BRICS. Podobno będą nam utrudniać życie, jeśli chodzi o wizy, mieszkania, prace. Już teraz robią spis ludności, sprawdzają  meldunki. Wszędzie kontrole. U mnie w przedszkolu inspekcje, policja kilka razy w tygodniu. Obcokrajowcy sieją panikę. Mam nadzieje, że nie będzie aż tak źle, bo kończy mi się wiza.
Generalnie mam wrażenie, że miasto buduje się na nowo