BiciLove

Od dłuższego czasu, myślałam o zakupie  roweru…ale nie mam, go gdzie trzymać…i nagle w mieście pojawiły się rowery, które wypożyczamy, korzystając z aplikacji. 1 godzina, kosztuje 1 RMB. Do wyboru mamy żółte, białe, pomarańczowe i coraz więcej kolorów się pojawia. Należy  wpłacić kaucje i wysłać skan paszportu. Rowery zostawiamy, gdzie chcemy. Super pomysł! Szkoda tylko, że nie wszyscy tak uważają i nie szanują. Niektóre rowery są bardzo zniszczone. Mają podkręcane  koła, siodełka, bez kierownicy, porzucone gdzieś w kontach. Niektórzy mówią, że robi to konkurencja. Możliwe…U mnie na przykład sąsiad wymontował zabezpieczenie i jeździ za darmo. Założył swoje zabezpieczenie, pózniej rower przemalował. Można? Można!

Ja bym nawet na to nie wpadła
Pojawił się problem z pozostawianiem rowerów, gdzie popadnie. W niektórych miejscach nie pozwalają i kilkakrotnie widziałam, jak ochroniarze np. ze sklepów rzucają rowery na ulice czy w krzaki. Miasto postanowiło zrobić parkingi, ale niewiele pomogło.
Teraz trochę o jeździe na rowerze. Pisałam już kiedyś o sztuce przechodzenia przez ulice. Jeżdżąc na rowerze trzeba być prawdziwym mistrzem! Na jezdni czy ścieżkach rowerowych nie ma żadnej kultury. Zasada jest prosta: kto pierwszy, ten lepszy. Samochód w Chinach oznacza władze i pieniądze: Wszyscy z drogi, bo jadę ja i mój zajebisty samochód! Nikt nie ustąpi, oczy trzeba mieć dookoła głowy. Inni rowerzyści, czy motocykliści wjeżdżają w siebie, trąbienie i dzwonienie. Plus wiele osób nie do końca potrafi jeździć, na tych rowerach, mają problemy z koordynacją.   Piesi, oczywiście chodzą jak święte krowy, szczególnie, po ścieżkach rowerowych.  W Polsce też się zdarza, ale my przynajmniej się rozglądamy! Można dostać nerwicy i co się naprzeklinam… szczególnie  rano, bo postanowiłam dojeżdżać do pracy rowerem.
Jeszcze praktycznie całe miasto w przebudowie. Duże utrudnienia w ruchu. We wrześniu Xiamen będzie gościć prezydentów BRICS. Podobno będą nam utrudniać życie, jeśli chodzi o wizy, mieszkania, prace. Już teraz robią spis ludności, sprawdzają  meldunki. Wszędzie kontrole. U mnie w przedszkolu inspekcje, policja kilka razy w tygodniu. Obcokrajowcy sieją panikę. Mam nadzieje, że nie będzie aż tak źle, bo kończy mi się wiza.
Generalnie mam wrażenie, że miasto buduje się na nowo

Tajpei

Tajpei

Wracając z Australii zatrzymałam sie na 2 noce i 1 dzień w Tajpei, który też był moim marzeniem. Takie 2 w 1 plus wiadomo, wszystko po taniości. Z Tajpei poleciałam na Kinmen i łodzią do Xiamen. Bilet bezpośredni do Xiamen był zdecydowanie za drogi. Podróż przez Tajpei wraz z noclegiem, wyszła o połowę taniej.
Dzień intensywny, bo bardzo chciałam wszystko zobaczyć
Nie był to mój pierwszy raz na Tajwanie. Często bywam na Kinmen. Ogólne wrażenia pozytywne. Choć szczerze, po Tajpei spodziewałam sie czegoś bardziej ,,international”. Momentami wydawało mi, ze Chiny są bardziej rozwinięte.
Szczególnie, gdy wybrałam sie do banku, wymienić kasę.
Oczywiście Tajpei  jest bardziej zorganizowany i ogarnięty. Wolność internetu, kultura w komunikacji miejskiej i na ulicach, cieszy ogromnie!
P
Zwiedzanie zaczęłam od świątyni Longshan. Tłum ludzi mnie zniechęcił i spędziłam tam może 5 min następnie udałam sie pod budynek 101. Kolejną częścią programu było zdobycie szczytu. Mimo tylko 20 stopni tego dnia, upociłam się jak świnia widok oczywiście zrekompensował poty. Tutaj rownież tłumy turystów. Ludzie wspinają sie na skały, barierki, drzewa żeby zrobić jak najlepsze zdjęcia.
Kolejnym punktem było mauzoleum. Na sam koniec wycieczki zostawiłam sobie Ximending. Tam też mieścił sie mój oldschoolowy hotel, który niestety nie był dobrym  wyborem Zakupy (wiadomo kolejna niepotrzebna para butów) i trochę lokalnego jedzenia. Umęczyłam  się strasznie, ale warto było!

Perth/Australia

Ferie zimowe i chiński Nowy Rok spędziłam w Perth. Zachodnia część Australii, jedno z najbardziej odizolowanych miasto na świecie.  Australia była moim marzeniem od dawna i po pobycie jest jeszcze większym

Pojawiła się okazja, bo mieszka tam moja  koleżanka. Udało sie kupić, jak na Australię, tani bilet. Leciałam z Xiamen do Kuala Lumpur. Kilka godzin czekania i lot do Perth. Ekscytacja była niesamowita
Super rozwiązaniem jest aplikacja o wizę, wszystko załatwiamy przez internet, bez żadnych opłat. Otrzymałam wizę turystyczna na rok, każdy pobyt max 3 miesiące.
Australia ma bardzo duże restrykcje odnośnie produktów  wwożonych do kraju i ich ilości. W samolocie przed ładowaniem panowała panika. Szczególnie chińscy towarzysze podróży, opróżniali szybko torby. Zdziwieniem była rownież dezynfekowania samolotu, podobno taki wymóg. Poszedł komunikat, że mamy zakryć usta / nosy i załoga przeszła ze sprejami.
W Perth byłam 11 dni. Pierwsze wrażenia, mix Anglii, Kolumbii i Hiszpanii. Dla mnie cudownie. Wszystko wyglądało jak na filmach Życie płynie spokojnie i beztrosko. Kolega przed wyjazdem mówił, że Australijczycy żyją w ,,idealnych, zamkniętych bańkach” może i rzeczywiście trochę tak jest…  W Australii aktualnie jest lato, wiec piękna pogoda. Choć miałam pecha, bo padało przez 2 dni, akurat jak zaplanowałam plażowanie.
Wróciłam absolutnie  zakochana w oceanie i plażach, których jest od groma. Piękne, urocze zejścia, biały piasek, ogromne fale, roślinność. No i surferzy i te zachody słońca… nowe marzenie: dom z widokiem na ocean!
Zdziwieniem były bardzo huczne obchody Chińskiego Nowego Roku. Były występy, tańce, smoki, lampiony. Na budynku urzędu miasta instalacja świetlna.  Byłam pod wrażeniem! Podczas mojego pobytu obchodzony był rownież Dzień Australii. Był zaplanowany pokaz fajerwerk, który podobno robi ogromne wrażenie i wszyscy czekają bardziej niż na Nowy Rok. Niestety został odwołany, gdyż tego dnia w jeziorze rozbił się samolot i zginęły 2 osoby. Co było  zrozumiałe.
Na mieście, w parkach grille, zabawy, festyny. Ludzie odziani w flagi tudzież ozdobieni gadżetami z flagą.
W mieście, nie ma wiele do zwiedzania. Jest za to przepiękny park i ogród  botaniczny, z którego rozciąga sie widok na centrum. Do tego w pobliżu park ze zwierzętami. Miałam okazje zaprzyjaźnić się i karmić kangurki i koale. Selifie z kangurem zrobione!
Ostatniego dnia wybrałam się na wyspę  Rottnest. Niesamowite miejsce. Przepiękne zatoki, plaże. W niektórych miejscach, nie było nikogo i można było mieć plaże tylko dla siebie. Wyspę zwiedzałam na rowerze. Na początku planowałam zrobić krótko trasę i plażować, ale szybko zmieniłam plan i zrobiłam 30 km. Warto było! Jedyne czego żałuje, że nie zdecydowałam się jechać wcześniej i zostać na noc. Pomimo wysokich cen.
Tutaj dodam, że niestety Australia nie należy do najtańszych i można zbankrutować. Najdroższa destynacja. Zabrakło mi czasu i funduszy na dalsze zwiedzanie. Chciałabym do Sydney, Golden Coast. Wszystko daleko i bilety z Perth kosztowały tyle, ile moje z Chin. Tutaj szok! Taniej i szybciej było polecieć z Perth na Bali.  Koszty życia powalają i też powstrzymują mnie póki co od przeprowadzki.
Ale kto wie…

Rok Koguta

Z okazji Chińskiego Nowego  Roku, każdego roku ;) moja  huta organizuje bal noworoczny. Spotykają się wszystkie oddziały na uroczysty lunch.
Jest to bardzo ważne wydarzenie. Każde przedszkole (nauczyciele) musi się zaprezentować. W moim przedszkolu próby trwały miesiąc. Może być taniec, piosenka, przedstawienie. W tamtym roku, nawet ja musiałam brać udział w tym cyrku;) W tym roku mi odpuścili. Bywa zabawnie, ale rownież dziwnie się patrzy na dorosłych ludzi, którzy zachowują się jak dzieci ;) Wielką niespodzianką, w tym roku, był taniec wielkich  szefów! Zaskoczyli. Publika oszalała.
Najlepszym punktem programu jest loteria, w której wręczane są czerwone koperty, pięknie ozdobione na złoto. Chińska  noworoczna tradycja. Każdy pracownik dostaje bilet i wybiera kolor pudełka. Postawiłam na mój ulubiony  kolor, czerwony. Następnie główny szef, losuje kwoty dla danego koloru oraz ilość kopert. Czerwony otrzymał największą, 500 RMB i chyba 20 kopert.  Tutaj chciałam dodać, że nigdy nic nie wygrałam i poszłam z ogromną nadzieją. Tym bardziej, że kasa była potrzebna na wakacje. Losowanie było między występami…gdy usłyszałam mój numer i imię mało nie zemdlałam ze szczęścia
2017 jest rokiem ognistego Koguta i dla mnie zaczął się wspaniale!

Badania medyczne

Moja huta, raz w roku, wysyła pracowników na badania kontrolne. W tym roku i mi kazano się przebadać. Nikt dokładnie nie powiedział jakie badanie. Wiedziałam tylko, w którym szpitalu. Na miejscu jak zawsze niespodzianka i wiele zaskoczeń ;) Jako pierwsze badanie ciśnienia, pózniej ogólne badanie lekarskie. W jednym pokoju kilku lekarzy i około sto kobiet, każda grzecznie czekała. Trzeba było się położyć na łożku, a zapomniałam dodać, że nie było parawanów czy zasłon wszyscy, wszystko widzieli. Takie show ;) osłuchiwania, badanie brzucha i zaglądanie do majtek! Nie wiem, co ma to na celu? Przypomniało mi się, gdy dzieci miały podobne badanie, robiono dokładnie to samo. Lekarz odchyla majtki, zagłada i tyle. Moje zdziwienie i pytania: po co to? Na nic się zdały. Wciąż nie znam odpowiedzi. Pózniej było już tylko ciekawiej. Nadszedł czas na badanie ginekologiczne! Pamiętam wizytę w szpitalu, u laryngologa, gdy miałam anginę. Wszyscy wchodzili do środka, zaglądając mi do gardła. Wtedy zaczęłam się zastanawiać jak wygląda badanie u ginekologa?! Oczywiście dla żartów było mówione, że pewnie każdy wchodzi i zagląda… niestety żarty się skończyły i okazało sie być prawdą! Kierowane byłyśmy: zamężna – niezamężna. Podobno sytuacja: kilka kobiet w pokoju, jedna się kładzie…dodam, że na normalnym łożku. Był prowizoryczny parawan. Ale i tak wszystko widać. Zero prywatności. Tutaj nie odpuściłam i powiedziałam, że się rozbiorę!!!! jak zasłonią parawan i pozostałe kobiety odejdą od łóżka,owszem. Moje myśli: to się nie dzieje na prawdę!!! Przyszła Chinka, która pracuje u mnie w przedszkolu. Tłumacząc mi, że jest duża kolejka, po co utrudniam :) i przecież są same kobiety… Pani doktor okazała zrozumienie i kazała zasłonić parawan. Leżąc na łożku głośno mówiłam: to nie dzieje sie na prawdę! To jest dokładnie ten moment, w którym się czeka, aż ktoś wyskoczy i powie: uśmiechnij się jesteś w ukrytej kamerze! Podczas expresowego badania, został pobrany tak zwany materiał, który wręczono mi do ręki! Szkiełko plus pojemnik z patyczkiem. Z 3 piętra,kazano udać na się na 1. Po korytarzach i schodach przechadzały się inne kobiety z materiałem do badania. Uśmiechając się i pozdrawiając….Mnie ogarnęło uczucie totalnej niemocy i dziwnego zażenowania. Ale posłusznie z materiałem, udałam się do laboratorium, gdzie podałam Panu materiał do badania. Sprawdził pod mikroskopem, napisał coś na karcie i wyrzucił próbki do śmietnika. Ahhhhaaa!!! Następnie skierowano mnie na badanie krwi. Kilka okienek, siadamy jeden przy drugim i hurtem pobrali nam krew. Na wyniki trzeba poczekać.

Boracay

W Chinach zbliżał się tydzień wolnego, zdecydowałam, że czas najwyższy! ruszyć na egzotyczne wakacje

Wybór padł na Filipiny, Boracay. Wyspa kochana jak i znienawidzona przez turystów. Szczerze, była jedna z najtańszych opcji Zapomniałam tylko sprawdzić pogodę i uświadomiła mnie koleżanka z pracy, Filipinka. Rozmawiamy no wow!wow! ale wiesz, że bedzie padać?! Szczęka mi opadła. Prognozy porażające: burze, ulewy… nie było aż tak źle. Troche słońca, przyjemny wiatr i troche deszczu. W sumie był jeden dzień, gdzie lało non stop. Nie przeszkodziło mi nawet w zażywaniu kąpieli ;) Ostatniego dnia pełne słońce.

Boracay ma w ofercie kilka plaż. Najpopularniejsza i doceniana, nagradzana na świecie White Beach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Są ustronne, ciche miejsca, gdzie można być samemu. Taka na przykład jest plaża Ilig-iligan czy station 3. Potwierdzę jednak, iż do szału doprawdzają plażowi handlarze. Pamiątki, naszyjniki, masaże, warkoczyki, kapelusze, dywany. Surfing, łódka, nurkowanie, czego dusza zapragnie. Najgorzej jest na White beach, nie ma 5 min spokoju. Handlujące dzieci przerażają. Oferowałam im ciastka, nie chciały. Tylko pieniądze! Mówię, że nie mam. Na co chłopiec, około 6 lat mi odpowiada: jak to nie masz?! Przecież przyjechałaś na Boracay, musisz mieć kasę…

Poza tym Filipińczycy są bardzo mili, pomocni i uśmiechnięci. Miałam tylko czasami wątpliwości, co do szczerości tej uprzejmości ;) Mnie szczególnie zachwyciła Puka Beach. Duża plaża, krystaliczna woda…mimo ulewy, było cudownie. Do tego zaprzyjaźniłam się z Panem z baru. Rozmawialiśmy o życiu, popijając rum ;) miałam obawy czy nie jest kolejnym naciągaczem. Okazał się bardzo w porządku i nawet zrobił nam domowe frytki. Nie chciał zapłaty. Mówił, że klimat psują Filipińczycy z innych wysp czy lądu, którzy chcą się szybko dorobić i liczą sie tylko pieniądze.

Podsumowując, Boracay dało mi wszystko czego, oczekiwałam. Piękne plaże, trochę raju i egzotyki. Oczywiście nie chciałam wracać do Chin mogłabym tam zostać forever!

Tajfun Meranti

Na początku wszyscy wątpili w jego przyjście. Każdy powtarzał, będzie jak zawsze, pewnie nas ominie… Niestety, nie ominął. Nadszedł, w nocy dokładnie o 3:05. Ostatni, tak silny tajfun, był w 1949 r.

Zwolniono nas z pracy po południu, zerwał się silny wiatr i co jakiś czas padał deszcz. Pech chciał, że akurat były 3 dni wolne. Zalecenia: zrobić zakupy i nie wychodzić z domu. Moim zdaniem cieżko było przespać, co się działo w nocy. Choć moja Chinka, nic podobno nie słyszała. Ja nie wiedziałam czy chować się pod łóżko czy ratować mieszkanie. W życiu czegoś takiego nie widziałam i już nie chcę! W pewnym momencie za oknem nic nie było widać. I ten przerażający dźwięk wiatru… Wszystko fruwało. Oficjalne źrodła podają, że wiało nawet do 250 km/h. W salonie zrobił mi się basen i wodospad ze ściany. Akcja ratowania salonu trwała prawie godz. Ale to nic w porównaniu, co zobaczyłam po przebudzeniu. Relacja znajomych czy widok z okna, były przerażajace. Powalone drzewa, przewrócone samochody, rozbite szyby, okna. Część wyspy była bez wody i prądu.   Niektóre części miastma, paraliż totalny. U bas zabrakło tylko wody przez 2 dni. W sklepie kolejki i wody brak. Na osiedlu otworzona dla nas studnie, ale woda nie zdatna do picia. Oczywiście kolejka… ku mojemu zdziwieniu, gdy któryś raz zeszłam po wodę Pani robiła pranie! Tajfun, nie tajfun pranie musi być zrobione! Zablokowała kolejkę i najlepsze, że nikt się nie denerwował, nie poganiał. Pani sobie prała, reszta patrzyła. Mnie oczywiście trafił szlag grzecznie zapytałam czemu akurat teraz i że blokuje kolejkę ?! Pani odpowiedziała, iż dziecko musi mieć czysty uniform do szkoły i jak nie wyschnie i będzie brudne, nauczycielka będzie zła… A ja mowię, no ale tajfun na pewno zrozumie…Pani: nie zrozumie, ty nie wiesz…poddałam się!

Wybrałam się na spacer po okolicy, miasto w ruinie, pierwsze słowa jakie mi przychodziły. I jakie szczęście, że zalało mi tylko salon i żyje!

Oficjalne dane dotyczące strat w prowincji Fujian:

- 600.000 zniszczonych drzew

-28 osób zginęło, a 15 zaginionych -18,300 zniszczonych domów

- ekonomiczne straty na 16.9 bilionów RMB.

Trwa wielkie sprzątanie i odbudowa miasta, podnoszenie drzew. Wojsko, mieszkańcy i wolontariusze pomagają ogarnąć bałagan po tajfunów. Trzeba przyznać, że idzie sprawnie i szybko. Ale niestety tajfun zabrał uroki wyspy

Zaraz po Marenti szedł drugi tajfun Malaka, który całe szczęście nas ominął. Pojawiają się informacje, że za tydzień przyjdzie kolejny…aż strach się bać…bo zbliża się kolejne wolne i moje wakacje na Filipinach…

Nowy rok szkolny

Cieżko wrócić do huty, po wakacjach…przez pierwsze 2 tyg (całe szczęście!) nie dzieje się wiele i przychodzi około 10 dzieci.Taki raj, bo zostałam poinformowana na dzień dobry, że klasa się powiększy do 30.  Większość czasu spędzamy na dekorowaniu klasy. Co roku, zmienia się klasę i należy zrobić nowe dekoracje, zgodne z tematyką. W tym semestrze, mamy owady. Pomysł bardzo ciekawy. Każda klasa jest wyklejana żółtym papierem. W dekoracje angażowane są dzieci i rodzice. Późnej jest konkurs na najładniejsza klasę. Dyra wraz ze swoją świtą wybiera i wręcza nagrodę. W poprzednich latach była kasa. Nie wiem dokładnie ile.

Poza tym w klasie zmienił mi się partner na partnerkę. Jest cieżko, dziewczyna nie ma doświadczenia i nie mówi prawie po angielsku… Uwaga!!!została zatrudniona na stanowisko nauczyciela angielskiego nie mogli nikogo znaleźć, a ktoś musi być. Ważne, że obcokrajowa.
Już nawet nie chce mi się komentować, co tu się wyprawia.
Poza tym małe zmiany w mieszkaniu. Moja chińska żona postanowiła, podążać za mężem i wyprowadziła się do Shanghaju. Całe szczęście udało mi się dogadać z właścicielem i mogę zostać. Bardzo trudno było znaleźć druga osobę, gdy już straciłam nadzieję, spadła mi  z nieba kolejna Chinka ;)  do tego znajoma. W odróżnieniu od żony prowadzi aktywny tryb życia i prawie jej nie ma w domu.
Moja chińska żona zaskoczyła mnie stanem mieszkania jaki zastałam po powrocie…mega brud i syf. Jej już nie było oczywiście. Może taki zwyczaj?!  Gdy mieszkałyśmy razem nie było tego problemu. Nie było mnie przez ponad miesiąc i prawie go nie poznałam. Do tego, co bardzo mnie zdziwiło, zabrała wszystko co jej…oczywiście oprócz śmieci. Mając na myśli wszystko, chciałabym zaznaczyć, że były to nawet baterie od pilota czy zegara

Wakacje

Kolejna chińska ciąża donoszona :) po 9 miesiącach wracam na polskie ziemie. Tym razem tylko na wakacje. Wspominałam wcześniej, że praca w przedszkolu, ma swoje plusy. Największym z nich jest miesiąc płatnych wakacji.
Dylemat był czy wracać do Chin czy nie. Inwestycja w wizę była duża, więc trzeba ją wykorzystać do końca. No i dzieci, które kocham już jak własne. Patrzę jak rosną i się rozwijają. I tak pięknie niektóre mówią po angielsku. Moja praca nie idzie na marne ;)
Także ciąg dalszy nastąpi

Trzęsienie ziemi i tajfun

Jakiś czas temu w Xiamen, można było odczuć trzęsienie ziemi. Ja je przepisałam i nic nie odczułam. Trwało  kilka sekund i moja chińska żona, że ona oczywiście się obudziła, łóżko się poruszało itp chiński dramat pełną parą ;) Pózniej  widziałam filmiki ze stacji kolejowej, i rzeczywiście  przez chwilkę poruszyły się pociągi i tyle. Pamiętam, gdy w Gdyni odwiedziłam Centrum  Nauki  Experyment, jest tam pokój w którym można odczuć trzęsienie ziemi, w różnej skali. Całe szczęście, że to nasze było minimalne. Ale było to pierwsze trzęsienie ziemi w moim życiu.

Podobnie jest z tajfunem. Z tym, że do niego były przygotowania. W pracy powstała niemal panika, aż  sama się przestraszyłam. Zwolniono dzieci wcześniej do domu. Odwołane pociągi i samoloty. Kazali mi zakupić pożywienia na 2 dni, na wszelki wypadek. Na początku trochę wiało, pózniej nazbierało się chmur i luną  deszcz. Tajfun przyszedł w nocy i również go przespałam. Przez kolejne 2 dni padało dość mocno. Nie odczuliśmy tego tak bardzo jak np Tajwan. Filmiki czy zdjęcia, które widziałam, spowodowały, że modliłam się, żeby nam dachu nie zerwało. Całe szczęście tajfun był dla nas łaskawy i przyniósł  przyjemne ochłodzenie.