Lekcja

Najdziwniejszą lekcją jaką widziałam w Chinach, była lekcja, korzystania z chińskiego ustępu :)czyli dziury w podłodze.

Dziewczynki zostały ustawione w jednej lini i chińska nauczycielka, pokazywała co i jak. Najpierw należy przyjąć odpowiednią pozycję.Wszystko działo się w klasie, dziewczynki musiały naśladować nauczycielkę. Następnie zrobić co trzeba. Po czym w zależności od tego czy był to 1 czy 2 bierzemy odpowiednia ilośc papieru. Do 1 jeden listek, do 2 -4. Papier odpowiednio składamy i z gracją używamy. W jaki sposób, pokazywała to chińska nauczycielka zapadło mi bardzo w pamięć. Odpowiednie ruchy rąk, pozycje. Później technika mycia rąk.
Pójście do toalety, okazało się wielką sztuką. Nie dziwi mnie teraz, dlaczego Chinki, tak długo siedzą w toaletach i skąd te kolejki.
Podobna sytuacja  dotyczy brania prysznica, moja Chinka równo z zegarkiem w ręku bierze prysznic 30 min. Woda leci, nie wiem nawet ile za nią płacimy i chyba nawet wolę nie wiedzieć. Od jakiegoś czasu mieszka z nami jej siostra, również 30 min. bierze prysznic. Może coś robię nie tak? ! Bo mi prysznic zajmuję max 10 min. Może kiedyś doczekam się lekcji na ten temat

Epidemia

Praca z dziećmi niestety ma swoje minusy, którymi między innymi są choróbska. Dzieci, gdy są chore, przychodzą do przedszkola. Jeśli mają temperaturę, są odsyłane do domu. W innych przypadkach nie! Bardzo często mają zatrucia, wymiotują i nikt się za bardzo  nie przejmuję. I najważniejsze wszystko musi być zjedzone :) Do tego przeziębienia, infekcje. Wtedy np. nie mogą jeść przy jednym stole, owoce, chleb, słodkie bułki są zabronione?! Gdy odbierają je rodzice, stoją z boku klasy.

Sytuacja się zmieniła, bo dzieci maja ospę, różyczkę czy inne choróbsko. Zdecydowali się, zakazać przychodzenia tylko mojej klasie, przez 1 dzień! Ja niestety, musiałam przyjść i brać udział w dezynfekcji.
Dezynfekcja odbywała się ,,po chińsku”, według niewiem czyjej teorii, ale było jak zwykle ciekawie i zaskakująco ;) pierwszy etap wyniesienie wszystkiego z klasy i wystawienie na słońce ( bez mycia) słońce poczyniło naturalną dezynfekcję, jak mnie poinformowano,  nie ma potrzeby myć. Po 30 min spadł deszcz, więc musieliśmy wnieść wszystko do środka. Następnie ciotka, odprawiła rytuały dymno- octowe. Te octowe doprawiała chyba już od tygodnia. W garnku gotuję się ocet i para ma oczyści wszystko. Jaki smród temu towarzyszy, nie muszę chyba opisywać. Pózniej kadzidła, świece i totalne zadymienie klasy. Koniec dezynfekcji, odpalić klimatyzacje i otworzyć okna.
Teraz dzieci mogą,  wrócić do ,,czystego środowiska”, a ja do pracy. Tylko, że kolejny mądry ,,lekarz” zalecił, aby otwierać okna i odpalać klimatyzacje, ustawioną na min 27 stopni!Na zewnątrz ponad 30, aktualnie gotujemy się w klasie. Z tym walczę i wciąż  słyszę, doktor kazał otwierać okna, taka jest zasada i koniec kropka.  Do tego, do końca semestru nie wolno bawić się zabawkami, czytać książek. Wszystko zostało spakowane w worki i schowane w kartony. Na zewnątrz też nam nie wolno wychodzić.
Co za smutek!
Mam wrażenie momentami, że gram w słabym filmie i ktoś wyskoczy i powie: Uśmiechnij się ! Jesteś w ukrytej kamerze…

Jimei

 

Znajduję się poza wyspą.
Jest zwane wioską studencką. Bardzo ciekawe miejsce,pod względem architektury. Poza tym piękne parki, most, ogród i muzeum. Momentami miałam wrażenie, że nie jestem w Chinach. Fotorelacja jest na instagramie.
Jimei jest kojarzone z postacią Tan Kah Kee. Bardzo sławny człowiek w kraju i zagranicą. Nigdy o nim nie słyszałam i postanowiłam zagłębić wiedzę na jego temat. W skrócie biznesmen i założyciel wielu szkół, uniwersytetów i fundacji. Wielbiony przez miejscowych. W mieście widziałam jego pomniki i obrazy, plakaty itp. od dłuższego czasu zastanawiałam się kim jest?!
Zagadka została rozwiązana :)
W tym tygodniu w Chinach jest Święto   Smoczych  Łodzi. W weekend wybrałam się, żeby kibicować i zobaczyć zawody, które odbyły się na Jimei.  Wiele lat temu zapoczątkował  zawody oczywiście,  Tan Kah Kee, budując odpowiedni basen. W zawodach brały udział drużyny z Chin i Tajwanu, w sumie było  ich chyba ponad 50. Zawody trwały 2 dni. Jakoś mnie nie powaliły na kolana, miałam trochę inne wyobrażenie. Za to mogłam podziwiać, co się rzadko zdarza, pięknie umięśnione męskie ciała ;)

Rozmówki

Ostatnio w autobusie zaczepiła mnie kobieta. Mówiąc, iż mnie zna, bo jeździmy razem do i z pracy. Mi cieżko jest rozpoznać kogokolwiek w zapchanym autobusie :/

Standardowo przeprowadziła dokładny wywiad. Chińczycy, przy pierwszym poznaniu, są bardzo bezpośredni w pytaniach, szczególnie taxowkarze  :)
 Przeważnie leci seria pytań:
- Skąd jesteś ?
- Polska ?! Uśmiechają się.  Wtedy pytam, a gdzie jest Polska ? W USA wiadomo
-  Co robisz?
-  Ile zarabiasz?
-  Ile masz lat?
- A męża ? O! 30 lat! I nie masz męża ?! Ale chłopaka?!
Warto dodać, ze w Chinach 30-latka bez męża, to niemal skandal : D
- Dzieci?
- Co robisz w wolnym czasie ?
- Podobają Ci się Chińczycy?
- Twoje rzęsy są naturalne?
- Włosy kręcone?
itp itd
Jesteś taka piękna
wymienimy sie wechat ?

Badania lekarskie

W każdym semestrze dzieci przechodzą badania. Stoi maszyna, do której podłączone są kable i jakby nakładki na zęby. Dzieci podchodzą i nie wiem czy sprawdzają uzębienie, zgryz czy o co chodzi?! Nikt nie potrafił mi wytłumaczyć.

Ale to nic, w porównaniu, co zobaczyłam ostanio. Dzieci miały badania krwi i przegląd generalny. Warunki w jakich się odbylo badanie, przeraziło mnie strasznie.
Najpierw musiały się położyć na stole. Pielęgniarka czy lekarz, nie wiem jakie ma kwalifikacje. Tutaj na wszystkich mówią doktor. Sprawdzała buzie, badała  brzuch i zaglądała w majtki, dotykając intymnych części ciała. Wszystko robione bez rękawiczek!!!! Przebadała około 300 dzieci, nie myjąc nawet rak! Coś obrzydliwego! Z mojego oburzenia się śmiali!
Pózniej dzieciom z palca pobierana była krew i tu kolejne zdziwienie, bo nic nie było oznaczone, czyja to krew:) próbowałam ustalić skąd wie do kogo nalezą próbki?! Bez skutku. Nie wiem jaki był cel tego wszystkiego. Ale było to przerażajace.
Przy okazji warto wspomnieć, iż w przedszkolu obowiązuje hierarchia. Dyra, zastępca, księgowa i ,, doktor”. Pózniej  reszta.  Nie wiem dlaczego ,, doktor”,  jak ja zwą, pełni taka ważna funkcje. Tak na prawdę jest przedszkolną higienistką i z lekarzem nie ma nic wspólnego. Kilka razy schodziłam do niej z dziećmi. Wiadomo, boli brzuch głowa itp. Pani ,, doktor” posmaruje brzuch czy głowę chińska maścią i tyle.Ostatnio dowiedziałam się, ze  odpowiedzialna jest także za ,,ciocie” i ich prace w przedszkolu.

Wzgórze bezkarnego leniuchowania

Nieopodal mojego mieszkania, znajduje się góra. Nie jest na liście atrakcji turystycznych, wielka szkoda. Choć z drugiej strony, lepiej. Można  cieszyć się cisza  i spokojem. Posłuchać śpiewu ptaków, podziwiać roślinność i widoki.

Można spotkać lokalnych  mieszkańców. Kilka razy na szczycie spotkałam Panią, która przychodzi i dzierga na drutach. Druga uprawia jogę, trzecia medytuje. Góra warta jest wspinaczki w słoneczne i bezchmurne dni. Ze szczytu rozciąga się piękny widok na miasto, morze i wyspę Tajwanu. Na zboczu znajdują się skaly  i ogromne kamienie, na których można bezkarnie poleniuchować i podziwiać widoki. Aktualnie jest to moje ulubione miejsce. Po prawie 2 miesiącach ulew i szarości, ponownie mogę się nim cieszyć… i w końcu wyszło słońce :)
Termometry zaczynaja pokazywać  30+ myślałam, ze nie bede potrzebowała parasolki nigdy więcej! Pierwszy raz w życiu użyłam jej, żeby ochronić się przed słońcem. W przedszkolu natomiast kolejna chińska ,,wspaniała” filozofia: odpalamy klimatyzacje i otwieramy wszystkie okna

Park Kultury Kolei

Nadszedł czas, żeby pochwalić Chińczyków za pomysłowość :) W Xiamen znajduje się Park Kultury Kolei.  Nieużywane od dłuższego czasu tory, zostały przerobione na uroczy park, który dzieli się na 4 strefy:

-kultura kolei
- życie codzienne
- doświadczania życia
- miejski wypoczynek
Każdy odcinek jest inny. Całość ma około 4 km. Po drodze znajdują altanki, ławki, dużo zieleni, tunel z informacjami
o miescie i oczywiście historia kolei.
Park wyglada bardzo magicznie nocą, latarnie tworzą dodatkowy klimat. W ciagu dnia rownież robi wrażenie. Jest bardzo zielono, dużo bujnej i urozmaiconej roślinności, śpiewają ptaki.  Można tutaj, jak w każdym parku, spotkać Chińczyków ;) graja w karty, spacerują, uprawiają sport, handlują rożnymi towarami. Doskonale miejsce do obserwacji! Sa odcinki, na których bywa tłoczno, ale są rownież takie, na których kilka razy byłam sama, a to rzadkość w Chinach ;)

Michael Kors

Często można zauważyć, Chińczyków  noszących damskie torebki :)… i nie jest to nowa moda ;)

Oni noszą te torebki,  z ,,miłości” do swoich kobiet. Kiedy Chinka stwierdzi, że torebka jest za ciężka albo po prostu nie chce się jej nieść, poprosi mężczyznę o pomoc. On posłusznie weźmie torebkę. Temat mnie zaintrygował bardzo, gdyż myslalam, że niewiele jest sytuacji, które są mnie w stanie, jeszcze w Chinach zadziwić…
Chinki wiedza jak osiągnąć swój cel i facetów trzymaj krótko, szczególnie jeśli chodzi o pieniądze. W ogóle często funduszami zajmują się one. Nieraz słyszałam historie od Białych mężczyzn,o tym, ze proszą o numer konta albo wymarzone prezenty.
Pewnego słonecznego dnia, wybrałam się na spacer po plaży. Przecierałam oczy ze zdumienia, bo po plaży biegał Biały mężczyzna z damska torebka :) oczywiscie czyja ? Tak, Chinki!
Oczywiście od jakiego projektanta? Michael Kors!
Pomyślałam: o Boże, tylko nie to! :D
Michael Kors, to juz jakiś fenomen. Jego torebki opętały chińskie kobiety. Musiałam sprawdzić kto to jest, bo pojęcia nie miałam. Moja Chinka też tylko mówi, o jego torebkach. Wszystko przez wakacje we Włoszech, na które się wybierają i najważniejsze mąż obiecał, kupić jej torebkę od Michael Kors. Pytam czy nie cieszy się, zobaczy Włochy, jej pierwsza podróż do Europy i w ogóle WOW! Ona, no tak, ale Micheal Kors Ręce mi opadają…

Clubbing

W Xiamen można się rozerwać w chińskich i zagranicznym stylu.

Co sie dzieje w chińskich dyskach , czasami przechodzi moje pojęcie :) Białym zazwyczaj jest oferowany darmowy alkohol. Drynki albo butelka np whisky. Jakość tego alkoholu pozostawia wiele do życzenia. Na drugi dzień kac morderca albo zatrucie murowane. Chińczycy bawią się na bogato. Stoliki zastawione przekąskami, owocami, alko leje się strumieniami.
Każda impreza, to jedne wielkie show. Pokazy tańca, striptiz, występ ,, gwiazd”, dj, który udaje, że gra, pokaz mody. Podpalają bar, żonglują butelkami z ogniem ( akurat nie chińska dyska).
Biali często biorą w tym udział. To sie chyba nazywa marketing. Ale ja sie pytam, gdzie są matki tych dziewczyn, rozbierających sie na chińskiej dyskotekach?! Cieżko mi zrozumieć, nie wiem ile dostają kasy, za taki występ. Profesjonalistkami nie są, na pewno. W jednym z klubów tańczy i rozbiera się nawet mężczyzna… tu akurat, marzenia się spełniają! :D
Poza tym Chińczycy opłacają Białych, którzy siedzą w klubach i udają gości. Z tego co wiem, trzeba zagadywać gości, pozować do zdjęć, popijać drynki i udawać, że się swietnie bawi. Praca marzenie :)
Rzadko można zobaczyć tańczących Chińczyków  (nie opłaconych). Dodać należy, iż Chińczycy generalanie nie potrafią tańczyć. Chyba, ze ktoś pokaże, jak mają się ruszać. ,,Taniec” przypomina  bardziej gimnastykę/ aerobic. Preferują raczej siedzące dyski. Grają w kości, jedzą, pija i idą do domu.
Wizyta  w chińskiej dyskotece jest zdecydowanie niezapomnianym doświadczeniem.
Wspominałam juz kiedyś, że w okolicy, gdzie mieszka najwiecej Białych, znajduje się ulica z pubami. Tutaj można zapomnieć, ze jest się w Chinach. Albo słynna Havana, prowadzona przez Kolumbijczyka. Przy plaży jest kolejne godne uwagi miejsce, z fajnym wakacyjnym klimatem.
Zauważyłam, ze powstaje coraz więcej ciekawych miejsc. Nie tylko imprezowych, ale także uroczych kawiarenek czy restauracji. Jak najbardziej na plus!

Kuala Lumpur

W KL spędziłam 5 dni. Moje pierwsze wrażenia nie są dobre. A wszystko przez wygłodniałych samców. Chyba żadna kobieta, nie lubi gwałcących spojrzeń! Od razu przypomniała mi się Turcja i Kolumbia. Pierwszy hotel, który mieliśmy mieści się w Chow Kit. Tam byliśmy ustawieni z typem. Brudno i nie podobało mi się.  Musiałam założyć kapelusz, schować loki,  założyć okulary i zakryć się szalem.

Kolejne dni spędziliśmy w centrum, w chińskiej dzielnicy. Hotel był z basenem na dachu, od razu lepiej :) także się gapili, ale nie aż tak. Co prawda, prze cały pobyt nie czułam się bezpiecznie, chodząc samej po ulicach. Oprócz gapiących się samców, dużo bezdomnych i jakiś wykręconych ludzi.
Według mnie w KL  jest bardziej egzotycznie… no i cywilizacja ;) zupełnie inne powietrze, kulturalni ludzie choć mnie przeraża mieszanka ras. Jakoś wszystkich za dużo. Ale za to, jedzenie jest znakomite i tanie. Gorzej jeśli chodzi o alkohol ;)
Było bardzo gorąco i często padał deszcz. Basen na dachu uratował wakacje. Inaczej zanudziłabym się  albo spłonęła gdzieś w upale :)
Chińska dzielnica i jej okolice podobały mi się najbardziej. Indyjska również. Nawet dałam się namówić na tatuaż z henny, tak mi się klimat udzielili ;) Odwiedziłam jaskinie Batu. Możliwe, iż przez upał i tłum ludzi, chciałam uciec jak najszybciej.
Wieczorem i w ciagu dnia Petronas Towers. Wieczorem zdecydowanie robią większe wrażenie. W KL są piękne parki i ogród botaniczny. Zaplanowałam więcej atrakcji do zobaczenia, ale było tak gorąco, ze wolałam wylegiwać się na basenie i łapać mahoń ;) bardzo cieżko było wrócić do chińskiej rzeczywistości.